fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Włodzimierz Wróbel: grzechy główne czasu pandemii

AFP
Sprzeciw budzą fake newsy i arbitralność.

Rzeczywistość zmieniła się diametralnie. Nie chodzi tylko puste ulice, zamknięte sklepy i strach przed kłopotami zdrowotnymi. Zmieniły się podstawowe reguły codzienności: kontaktu z najbliższymi, poruszania, zaspokajania życiowych potrzeb i pracy. Trwa to już kilka tygodni bez jednoznacznej perspektywy bliskiego zakończenia. Jedni zostali tą zmianą dotknięci bardziej od innych – musieli zrezygnować z pracy czy sposobu zarobkowania lub zostali zobowiązani do pracy znacznie intensywniejszej. To rodzi poczucie krzywdy i oczekiwanie rekompensaty od całej wspólnoty. Na razie jednak poczucie odpowiedzialności za innych, solidarność, a może i lęk powodują, że jako społeczeństwo zachowujemy się niezwykle zdyscyplinowanie. Z dostępnych danych wynika np., że znikomy odsetek osób narusza warunki kwarantanny – ułamek procenta wobec ponad stu tysięcy osób kontrolowanych codziennie przez policję.

Wprowadzony model radykalnej izolacji społecznej wydaje się dziś optymalnym sposobem ograniczania pandemii. Ale jego efektywność w blisko 38-milionowym społeczeństwie zależy wyłącznie od wiary w racjonalność restrykcji prawnych i zaufania do władz, które je ustanawiają i stosują. Podważenie zaufania i osłabienie autodyscypliny stanowi bezpośrednie zagrożenie dla naszego zdrowia i życia. W czasie pandemii stanowienie i stosowanie prawa musi być równie ostrożne jak udzielanie pomocy medycznej. Niefrasobliwość i nieodpowiedzialność może prowadzić do tragicznych konsekwencji społecznych.

Niejasne i niechlujne przepisy

Pierwszym grzechem prawniczym czasu pandemii jest stanowienie prawa niejasnego, pisanego na kolanie, poprawianego w ciągu kilku godzin, a co najgorsze, lekceważonego przez same władze, które je stanowią. Po zaniechaniu przewidzianych w konstytucji mechanizmów stanów nadzwyczajnych (ogłoszenia stanu klęski żywiołowej), tylko po to, by wypełnić polityczny kalendarz wyborczy, wiele restrykcji i ograniczeń nie ma podstaw konstytucyjnych i ustawowych i łatwo można je kwestionować. Ten chaos prawny nieuchronnie prowadzi do napięć między policją a obywatelami kwestionującymi legalność ograniczeń, a później skutkować będzie ciągnącymi się latami sporami sądowymi. Pokrętnie wprowadzane prawo, z niejasnymi intencjami, nawet jeżeli merytorycznie zasadne, budzi sprzeciw. To samo dotyczy przepisów przewidujących dwukrotne karanie za ten sam czyn (najpierw za wykroczenie, potem karą pieniężna od inspektora sanitarnego), co podważa racjonalność stanowiących te przepisy. Tym bardziej że wysokość zdublowanych kar znacznie przekracza rozmiar sankcji, jakie prawo przewiduje na wypadek formalnego ogłoszenia stanu klęski żywiołowej. Prowadzi to do kontestowania nie tylko kar, ale i zakazów, których przestrzeganie mają one gwarantować.

Rządzi strach i sanepid

Drugim grzechem jest zakładana wręcz przez władze arbitralność działania policji i preferowany model zastraszania przez horrendalnie wysokie sankcje. Skrajnie nieodpowiedzialne były działania jej rzecznika prasowego, gdy sam zaczął decydować, co nakazane lub zakazane, formułując groźby i chwaląc stosowanie przemocy wobec nieposłusznych obywateli (słynne komunikaty z Twittera). Wystarczyło kilka nieprzemyślanych akcji policyjnych utrwalonych i nagłośnionych przez internautów, by załamało się i tak już kruche zaufanie do racjonalności działań tej służby. Późniejsze oficjalne komunikaty o odpowiedzialności karnej za rozpowszechnianie nagrań interwencji jeszcze pogorszyło sytuację, pomijając, że nie odpowiada to obowiązującym regulacjom prawnym. Za niedopuszczalny szantaż trzeba uznać przekazywane przez interweniujących policjantów informacje: nie przyjmiesz mandatu, będzie wniosek do inspektora sanitarnego.

Obserwując preferowane przez władze mechanizmy prawne mające na celu wdrożenie reguł izolacji społecznej ma się nieodparte wrażenie, że ograniczają się one do zarządzania przez strach, jakby władza nie potrafiła sobie wyobrazić innego sposobu działania. Efektem jest trzeci grzech polegający na uwikłaniu inspekcji sanitarnej w funkcje represyjne i policyjne. W pandemii rola sanepidu jest wyjątkowa. To jest bowiem obecnie centrum gromadzenia i agregacji informacji, a także wyznaczania standardów ochronnych. Przepisy, które zamieniły tę inspekcję w superpolicjanta nakładającego drakońskie kary pieniężne, w niejasnych procedurach, na podstawie policyjnych notatek, w warunkach przeciążenia zupełnie inną pracą, jest pomysłem kompletnie niezrozumiałym. Dzisiaj od rzetelności pozyskiwanych przez sanepid informacji zależy nasze bezpośrednie bezpieczeństwo indywidualne i społeczne. Inspektorzy powinni być w tej sytuacji traktowani z takim samym zaufaniem jak pracownicy służb medycznych. W jaki sposób jednak obywatele mają przekazywać inspektorowi sanitarnemu informacje, jeżeli ten sam inspektor na podstawie owych informacji może wymierzyć obywatelowi kilkunastotysięczną karę pieniężną?

Władzo, nie kłam

I grzech czwarty, może najpoważniejszy. Nic tak nie poważa zaufania do stanowionych w czasie nadzwyczajnym reguł prawnych jak prawnicze fake newsy rozpowszechnianie przez wysokich przedstawicieli władz czy ich rzeczników prasowych. Nie chodzi przy tym o spory interpretacyjne, lecz o oczywiste kwestie dotyczące treści obowiązującego prawa. Fake newsem było np. twierdzenie o konieczności wyłączenia internetu czy wyprowadzenia wojska na ulicę w przypadku ogłoszenia stanu wyjątkowego, czy o horrendalnych odszkodowaniach dla zagranicznych firm po wprowadzenia stanu klęski żywiołowej. Jeszcze bardziej niebezpieczne jest rozpowszechnianie przez przedstawicieli władzy nieprawdziwych informacji o faktach dotyczących samej epidemii. Podobnie wprowadzanie bezpośrednich czy pośrednich zakazów informowania opinii publicznej o tych faktach (co przewidują projektowane przepisy). Nie ma lepszego sposobu na utratę wiarygodności jak utajnienie informacji. Zwłaszcza w czasach mediów społecznościowych i internetu. Nieprawda lub zatajanie prawdy przez funkcjonariuszy państwa to realne zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa. Trzeba pamiętać, że obowiązek przekazywania jedynie prawdziwych informacji, także dotyczących treści obowiązującego prawa, jest podstawowym obowiązkiem każdego funkcjonariusza publicznego, a naruszenie tego obowiązku, jeżeli prowadzi do zagrożenia interesu publicznego lub indywidualnego, może rodzić konsekwencje karne (art. 231 k.k.).

Jeszcze długie miesiące będziemy potrzebować solidarności i odpowiedzialności za wspólnotę, w której żyjemy. Konflikty wybuchną wcześniej, niż myślimy. Nie da się przy każdym postawić policjanta, by kontrolował przestrzeganie koniecznych ograniczeń. Prawo i jego stosowanie jest jednym ze środków budowy solidarności i odpowiedzialności. Równie skutecznie może je zniszczyć.

Autor jest kierownikiem Katedry Prawa Karnego UJ, sędzią Izby Karnej Sądu Najwyższego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA