fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Tyszka: Premierowi brakuje wiarygodności nawet u wyborców PiS

Rzeczpospolita, Jerzy Dudek
Prezydent powinien zawetować zmiany w ordynacji wyborczej – uważa wicemarszałek Sejmu.

Rz: Dlaczego Klub Kukiz'15 głosował przeciwko wotum zaufania dla rządu Mateusza Morawieckiego?

Stanisław Tyszka, wicemarszałek Sejmu, Kukiz'15: Sam premier Morawiecki przyznał, że to rząd kontynuacji rządu premier Szydło, a więc kontynuacji podwyżek opłat i podatków, zawłaszczania państwa i rozrostu biurokracji. PiS nie zrealizował swoich obietnic wyborczych i ciągle utrzymuje najniższą w Europie kwotę wolną od podatku, nie obniżył VAT i nie zrobił nic, by wesprzeć rodziny z kredytami frankowymi.

Nie będziecie wspierać premiera? Jego ojciec został przecież posłem z list Kukiz'15.

Mateusz Morawiecki to człowiek wywodzący się ze świata finansowych elit, były doradca Donalda Tuska, technokrata, który dopiero uczy się polityki i którego cała kariera polityczna opiera się wyłącznie na łasce Jarosława Kaczyńskiego.

Nie jest dla was wiarygodny?

Myślę, że nawet dla dużej części elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, rozczarowanego dotychczasowymi elitami i chcącego głębokich zmian w życiu publicznym, Mateusz Morawiecki może być mało wiarygodny. Pan premier krytykował uzależnienie polskich firm od zagranicznego kapitału, a sam, będąc jeszcze prezesem banku, transferował jego zyski za granicę. Jako wicepremier nie zrobił dotychczas nic dla wsparcia polskich mikro-, małych i średnich przedsiębiorców, gnębionych kolejnymi kontrolami i nowymi podatkami, za to hojną rękę rozdzielał rządowe granty dla zachodnich koncernów.

Premier apelował, by obniżyć temperaturę sporu politycznego. Wierzy pan w to, że PiS się zastosuje?

Wiarygodność tych słów została podważona niemal natychmiast, gdy szef Klubu Parlamentarnego PiS, marszałek Ryszard Terlecki podczas debaty nad exposé użył bardzo ostrych sformułowań wobec opozycji. Naszym zdaniem spór w polityce jest czymś naturalnym, ale jego natężenie wykroczyło w Polsce w ostatnich latach poza cywilizowane ramy. Narastający konflikt sprawia, że w powodzi obelg ginie dobro wspólne, a merytoryczna praca nad sprawami ważnymi dla obywateli staje się utrudniona. Niestety, ale mam wrażenie, że będzie tak dopóty, dopóki taka sytuacja będzie służyła zarówno partii władzy, jak i opozycji, która sama siebie nazywa totalną. Usłyszeliśmy wiele obietnic, państwo ma się zająć urządzeniem życia obywateli niemal we wszystkich dziedzinach życia.

Polska rządzona przez Morawieckiego ma być członkiem klubu najbogatszych państw świata G20, liderem Trójmorza i rozgrywającym UE.

My wolelibyśmy, żeby zamiast snucia wielkich wizji rząd zaczął od spraw drobnych, ale realnie ułatwiających życie obywatelom, i poparł choćby projekty Kukiz'15 zakładające obniżkę PIT dla małych firm z 19 do 15 proc. albo obniżenie VAT na ubranka dziecięce czy e-książki. W exposé premiera Morawieckiego zabrakło wskazania źródeł finansowania tych jego projektów i mam nadzieję, że nie będą nim pieniądze zabrane polskim przedsiębiorcom, którzy nękani są kolejnymi kontrolami i podwyżkami opłat i podatków. Poza tym, biorąc pod uwagę, że PiS zaniechał realnej reformy instytucjonalnej państwa i ograniczył się tylko do zmian personalnych, ciężko będzie przy takim stanie państwa wprowadzić w życie te wizje. Rozczarował mnie także brak zapowiedzi zmian ustrojowych i choćby rewizji konstytucji z 1997 r.

Premier ociepli wizerunek Polski na świecie, przyciągnie inwestycje?

To przejaw myślenia życzeniowego. Zacznijmy od kwestii fundamentalnych. W Polsce nie mamy jednego ośrodka polityki zagranicznej. Konstytucja dzieli kompetencje w tym zakresie między prezydenta a Radę Ministrów. Ostatnio aspiracje w zakresie prowadzenia polityki zagranicznej wyrażały także MON oraz IPN w kwestii polityki historycznej. Do czego to prowadzi mogliśmy się przekonać w ostatnich miesiącach na przykładzie naszej polityki wobec Ukrainy. Prezydencki minister Krzysztof Szczerski dogadał się w listopadzie ze swoim ukraińskim odpowiednikiem w sprawie wspólnych prac ekshumacyjnych na terytorium Ukrainy, a następnego dnia na terytorium Polski nie został wpuszczony wysokiej rangi ukraiński urzędnik odpowiedzialny za politykę historyczną, który znalazł się na liście osób niepożądanych, stworzonej przez MSZ. Abstrahując od oceny merytorycznej tych zdarzeń pokazuje to głęboką niespójność i elementarny brak koordynacji polityki zagranicznej przez różne ośrodki władzy wykonawczej. Takich przykładów jest więcej, co prowadzi do tego, że jako państwo nie jesteśmy wiarygodni dla naszych partnerów. Uporządkujmy najpierw sprawy podstawowe, a dopiero potem zacznijmy snuć mocarstwowe wizje!

Czego oczekujecie od premiera Morawieckiego?

Naszym zdaniem priorytetem każdego polskiego rządu powinno być powstrzymanie fali emigracji i przyciągnięcie z powrotem do kraju tych co wyjechali. Według GUS w końcu 2016 r. poza granicami Polski przebywało ponad 2,5 mln Polaków, o 118 tys. więcej niż w 2015 r. Polacy głosują nogami, mając dosyć bylejakości i państwa z tektury. Kolejne rządy wypychają za granicę najbardziej ambitnych i przedsiębiorczych Polaków. Na ich miejsce premier Morawiecki chce sprowadzić dwa miliony obywateli Ukrainy, wypełniając w ten sposób „ubytki na rynku pracy". Nie mam nic przeciwko legalnie pracującym w Polsce obywatelom Ukrainy, ale w tej sprawie nie odbyła się poważna debata o skutkach społeczno-gospodarczych tak dużej emigracji, choćby dla będącego praktycznie bankrutem ZUS, który ma gwarantować dopłaty do emerytur dla obywateli Ukrainy.

Zmianą premiera rządzącym udało się przykryć inne tematy polityczne, jak zmiany w sadownictwie i ordynacji wyborczej? Rekonstrukcja rządu wciąż przed nami.

Operacja pod nazwą rekonstrukcja rządu zaczyna przypominać latynoamerykański serial, który ma na celu przykryć wszystko inne, choćby próbę upartyjnienia samorządów czy sądów. Sytuacja, w której zapowiedziana jest rekonstrukcja, ale przez wiele tygodni nie jest dokonywana, jest szkodliwa z punktu widzenia państwa. Ministrowie, o których się non stop spekuluje, że mają być lada dzień odwołani, nie będą podejmować strategicznych decyzji, a ich autorytet jest mocno osłabiany. Ciężko, żeby np. minister Waszczykowski był wiarygodnym rozmówcą dla naszych zagranicznych partnerów, skoro w polskich gazetach można od kilku miesięcy przeczytać, że jest pewniakiem do wymiany.

Do czego zmierzają zaproponowane przez PiS zmiany w ordynacji wyborczej?

To typowe działanie dla PiS: wrzucić słaby merytorycznie, niedopracowany projekt, który przewiduje rozwiązania korzystne dla władzy, wybadać nastroje, a potem pokazać swoją rzekomą wspaniałomyślność, wycofując się z kilku szkodliwych propozycji. Krytyka Kukiz'15, samorządowców oraz PKW sprawiły, że ten projekt nie jest tak fatalny jak na początku, ale ciągle jest dla obywateli niekorzystny: likwidacja głosowania korespondencyjnego ograniczy możliwość realizacji czynnego prawa wyborczego dla osób niepełnosprawnych, JOW zostają, ale tylko w gminach do 20 tys. mieszkańców, czyli się cofamy, a PKW zostaje upartyjniona.

Kadencje samorządów mają trwać pięć lat.

Nie jesteśmy przeciwnikami pięcioletniej kadencji samorządów, ale powtórzę jeszcze raz: ten projekt był procedowany w fatalnej atmosferze, jako projekt poselski, po to, by utrudnić realne konsultacje społeczne, a przy jego procedowaniu złamano regulamin Sejmu. Nie można w ten sposób dyskutować o tak istotnych zmianach. Prezydent powinien to zawetować.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA