fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

PO kontra IPN: Wojna o pamięć

Fotorzepa, Adam Burakowski
Platforma chce likwidacji IPN, ale konkretów nie ma.

Platforma Obywatelska, forsując hasło likwidacji IPN, wchodzi w buty SLD i znajdującego się w niebycie politycznym Ruchu Palikota.

Gdy lider Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna rzucił hasło likwidacji IPN, stwierdził, że „badanie historii nie może służyć manipulowaniu faktami". I dalej ciągnął: „Nie możemy pozwolić na to, by niszczono legendy i bohaterów, by urzędnicy pisali historię na zlecenie politycznych mocodawców".

Najpewniej miał na myśli Lecha Wałęsę, którego teczkę pion śledczy IPN znalazł w domu byłego szefa komunistycznej bezpieki Czesława Kiszczaka. Jednak dodajmy, że dokumenty te upubliczniło poprzednie kierownictwo Instytutu.

Schetyna, wrzucając takie hasło na sztandar partii, liczył pewnie, że Wałęsa stanie się jedną z najważniejszych twarzy jego ugrupowania. Problem polega na tym, że Lech Wałęsa jest niesterowalny i nieprzewidywalny. Poza tym, że dzisiaj w dość nieumiejętny sposób stara się bronić swojej roli w historii Polski, nie wiadomo, jakie ma stanowisko w kluczowych sprawach. Jego myślenie można sprowadzić do stwierdzenia: IPN trzeba zlikwidować i już.

Stare argumenty

Przewodniczący Klubu Parlamentarnego PO Sławomir Neumann w rozmowie z dziennikarzem jednego z tabloidów stwierdził, że PO nie chce likwidować działalności naukowej ani prokuratorskiej IPN. „Nie zgadzamy się na wchodzenie ludziom w życie, na pisanie historii i życiorysów od nowa" – dodał Neumann.

Można zatem odnieść wrażenie, że PO postawiło się w roli cenzora. Bo przecież badań historycznych nie można ograniczyć tylko do prezentowania korzystnej strony bohatera. A pewnie tak Platforma chciałaby widzieć przekaz o Wałęsie.

Czy PO stawia się także w roli przeciwnika lustracji? Jeżeli tak, to partia ta odwołująca się przecież do tradycji ruchu niepodległościowego, a także pierwszej Solidarności (Schetyna był jednym z liderów wrocławskiego NZS), staje w jednym szeregu z SLD i Ruchem Palikota (ugrupowania tego już nie ma na scenie politycznej).

To właśnie te organizacje pięć lat temu forsowały w Sejmie projekt likwidacji IPN oraz oświadczeń lustracyjnych. Jakich używały wówczas argumentów?

„Po tych 13 latach funkcjonowania Instytutu można powiedzieć, że więcej pokrzywdzonych jest przez IPN niż przez SB" – mówił wówczas rzecznik SLD Dariusz Joński. Dodawał, że za likwidacją Instytutu przemawia też argument finansowy. Bo na IPN przeznaczono 260 milionów złotych. Wiceszef klubu SLD Leszek Aleksandrzak twierdził wtedy, że ściganiem zbrodni powinna zająć się prokuratura, a badaniem najnowszej historii Polski – historycy.

Argumenty te obecne są także dzisiaj w narracji PO. „Uważamy, że sprawy ścigania zbrodni powinny trafiać do prokuratur" – uważa Neumann.

A Schetyna? „(IPN) to 289 milionów budżetu, podzielimy zadania IPN na Polską Akademię Nauk, to są kwestie (pionu) naukowo-historycznego, (...) część prokuratorską przesuniemy do Prokuratury Generalnej, a pozostałą część do przywróconej przez nas Rady Ochrony Pamięci, Walk i Męczeństwa".

Schetyna puszcza oko

Politycy PO poza hasłem nie prezentują jednak konkretnych rozwiązań. Nie mówią na przykład, jak wyobrażają sobie połączenie dynamicznie działającego pionu edukacyjnego IPN ze skostniałą Polską Akademią Nauk. Co mają zamiar zrobić z lustracją, poszukiwaniem ofiar zbrodni komunistycznych, czy chcą wygaszenia śledztw dotyczących np. zbrodni stanu wojennego?

Czy forsując pomysł likwidacji IPN, lider PO postanowił skręcić w lewo? Być może wiedząc, że elektorat pokomunistyczny nie jest zagospodarowany, widząc byłych esbeków i milicjantów na demonstracjach ulicznych współorganizowanych przez PO, Schetyna postanowił do nich puścić oko?

Oczywiście teraz nie ma żadnych szans na likwidację IPN. To wynika z arytmetyki sejmowej. Ale i samo żonglowanie tym argumentem może okazać się jałowe. Od roku – jak zauważa CBOS – „na raczej stabilnym poziomie" utrzymują się opinie o IPN. Działalność Instytutu dobrze ocenia blisko połowa (48 proc.), a negatywnie jedna piąta (21 proc.) pytanych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA