fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Paweł Kowal: Może się uda coś ugrać

AFP
W czasach pandemii niektórzy chcą załatwić własne interesy.

Miała rację Jadwiga Emilewicz – kryzys, jeśli już na nas spada, może być szansą. Amerykanie mają tradycję konsolidacji narodu w czasach nieszczęścia. Taka politykę prowadził rząd amerykański po japońskim ataku na Pearl Harbor w grudniu 1941 r., taką prowadziła administracja po zamachu na WTC z września 2001 r. Schemat jest prosty: walczymy, naród musi być zjednoczony.

To dlatego Donald Trump, który jak morowej (nomen omen) zarazy nie cierpi Joego Bidena, publicznie informuje o telefonicznych konsultacjach z możliwym głównym oponentem w nadchodzących wyborach, oczywiście na temat walki z wirusem, a Andrew Cuomo, popularny demokratyczny gubernator stanu Nowy Jork, deklaruje chęć współpracy z Trumpem. Podobnie jest w Wielkiej Brytanii – tradycja brytyjskiej jedności z czasów II wojny światowej została w głowach Brytyjczyków.

Boris Johnson jest co prawda na intensywnej terapii, ale zanim tam trafił, zadeklarował współpracę z nowym szefem Partii Pracy Keirem Starmerem. Kontakt władza– opozycja jest podstawową osią politycznych konsultacji, bo chodzi o konsolidację głównych sił politycznych.

Dodatkowym spoiwem społeczeństwa jest królowa. Niedzielne wystąpienie Elżbiety II, spokojne, zachęcające do cierpliwości, i jej pozytywny przekaz to clue anglosaskiej polityki na czasy kryzysu.

Są państwa, które na wirusie chcą coś ugrać na arenie międzynarodowej. Chiny, które odpowiadają za to, że wiedza na temat wirusa za późno dotarła do międzynarodowej opinii publicznej, starają się zatrzeć złe wrażenie i wysyłają pomoc, która w dużej mierze polega na sprzedawaniu maseczek. Chiny nie tylko liczą na zatarcie fatalnego wrażenia, jakie zrobiły w pierwszej fazie kryzysu, ale też grają strategicznie. Ich samoloty z maseczkami czy testami, choćby słabej jakości, mają torować drogę przyszłej ekspansji Chin.

W raporcie PISM Agnieszka Legucka pokazuje, że i Rosja widzi szansę w zjadliwym wirusie. Pomaga wybranym państwom UE i NATO, by podzielić sojuszników, a kiedy epidemia nieco zelżeje, planuje naciskać na państwa, w których lądowały samoloty z jej pomocą, by nie popierały utrzymywania sankcji nałożonych na Rosję po aneksji Krymu i interwencji zbrojnej na Ukrainie.

Są też przywódcy, którzy widzą w wirusie inną szansę: na konsolidację władzy aktualnej ekipy. Na Węgrzech właśnie wprowadzono bezterminowo stan wyjątkowy. Obóz władzy w Polsce postąpił inaczej: nie zdecydował się na wprowadzenie stanu klęski żywiołowej, bo w ten sposób nie dałoby się przeprowadzić wyborów prezydenckich, ale za to faktycznie zamknięto parlament. Pod płaszczykiem dbania o zdrowie posłów i uchwalania ustaw do walki z wirusem marszałek Sejmu ma samodzielnie decydować o przeprowadzeniu wyborów prezydenckich. Rząd zaczął domagać się wglądu do listów obywateli, a także szczegółowych informacji o tym, jak się przemieszczają.

Można powiedzieć, że każdy orze jak może. Amerykanie i Brytyjczycy wiedzą, że jeśli nieszczęście już przyszło, to trzeba przynajmniej podnieść ducha w narodzie, a Rosjanie i Chińczycy chcą dzięki nieszczęściu trochę poprawić swoją sytuację międzynarodową, co rządy tych państw wykorzystają w walce wewnętrznej.

A przywódcy Polski i Węgier liczą, że przy okazji kryzysu porządzą trochę bez parlamentu i będą mieli więcej władzy.

Autor jest prof. politologii,  posłem Koalicji Obywatelskiej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA