fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Paweł Kowal: Wracamy do kraju Gierka

„Pod płaszczykiem walki z epidemią ma się wykuć inna Polska. W tej Polsce decyzje za prezydenta, za Sejm i rząd podejmuje ścisłe grono kierownicze rządzącej partii”.
Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Obietnica fiata dla każdej rodziny ma trzymać naród przy władzy.

Ostatni polityczny weekend pokazał, że jest nadzieja na odpowiedź na wizję Polski a la Gierek. Jeśli program „nowej solidarności” opozycja weźmie na poważnie, może się wiele zmienić. Pomysł na przejęcie sieci sklepów spożywczych i upaństwowienie to wisienka na torcie polityki rządu.

Sentymentalny zwrot

Korzystając z pandemii, obóz władzy chce dopiąć swoją wizję państwa. Sojusznikiem władzy ma być Covid. Pod płaszczykiem walki z epidemią ma się wykuć inna Polska. W tej Polsce decyzje za prezydenta, za Sejm i rząd podejmuje ścisłe grono kierownicze rządzącej partii. To Polska, w której władza centralna naciska na samorządy i ponieważ nie może wygrać wyborów w wielkich miastach, trzyma prezydentów i burmistrzów w niepewności, czy znajdą się pieniądze na wyrównanie strat, które powstały, bo samorządy wydały sporo grosza na walkę z pandemią.

W tej Polsce także media mają zależeć od władzy: media rządowe mają opowiadać o dokonaniach przedstawicieli rządu i pomagać jego ludziom w wyborach. Media prywatne mają bać się, że nie dostaną zleceń z państwowych firm, a jeśli już takie zlecenia dostaną, mają przychylnie spojrzeć na rządzących.

Wielkie prywatne firmy, szczególnie te, które zależą od zamówień rządowych, mają być posłuszne lub przynajmniej częściowo znaleźć się w rękach państwa choćby pod pretekstem, że „wejdą Chińczycy”. Naród boi się niepewności, klasa średnia na Zachodzie nie wie, jak sobie poradzi.

Transakcja, którą proponuje obóz władzy, jest banalna: wy nam oddajecie trochę swojej wolności, my wam bezpieczeństwo. Gdyby dzisiaj kręcił kogoś talon na małego fiata, to byłoby właśnie to: obietnica fiata dla każdej rodziny ma trzymać naród przy władzy jak w czasach Edwarda Gierka. A sentyment do minionego powodować, że dosłownie i w przenośni nie brakuje amatorów kiełbasy „jak za Gierka”. Pod koniec lat 70. pierwszemu sekretarzowi wydawało się, że stworzył polityczne perpetuum mobile: telewizja rządowa każdego dnia opowiadała o sukcesach władzy i gwarantowała mu spokój. Pod latarnią okazało się najciemniej. Gniew na propagandę był jednym z katalizatorów zmiany, drugim było przekonanie, że władza jest skorumpowana, że „na górze kradną”. Podobnie jest teraz, bo czas wirusa sprzyjał niejasnym operacjom, zamówieniom sprzętu medycznego.

Przekroczony rubikon

Z Gierkiem to tylko skojarzenia, teraz chodzi o stworzenie etatystycznego państwa kontrolującego co się da. Ale właśnie coś się w zacięło jak przed 40 laty. Do ludzi dochodzą dwie wiadomości: pierwsza, że oni siedzieli w domu, a jakieś osoby, być może powiązane z władzą, zarabiały na wirusie grube miliony. I że ktoś chce to utrzymać w tajemnicy.

Cenzura w radiowej Trójce pokazała, że dla wielkich grup opinii publicznej rubikon został przekroczony. Można powiedzieć tak: projekt Polski a’la Gierek nigdy nie był po 1989 roku tak blisko realizacji jak dziś i nigdy nie był tak blisko upadku. Oto jest paradoks.

Na polu przeciwnika

Propozycja „nowej solidarności” Rafała Trzaskowskiego ma szansę zadziałać tak jak hasło „Polski solidarnej” wyszyte kiedyś na sztandarze PiS. Idea „nowej solidarności” ma szansę w momencie, gdy kandydat opozycji przestaje mówić tylko do swoich, ale składa ofertę także wyborcom obozu władzy. Przywołanie dokonań Lecha Kaczyńskiego to bezceremonialne wejście na pole rządzących. Dobitne powiedzenie, że 500+ zostaje, czyli że zmiana polityczna nie oznacza dla polskich rodzin ryzyka utraty pieniędzy, podkreśla, że w po stronie opozycji pojawia się intencja wyjścia poza partyjne czy ideologiczne opłotki.

Czy można sobie wyobrazić, że urzędujący prezydent chwali za coś Donalda Tuska? Jeśli Rafał Trzaskowski w kolejnych ruchach opowie każdemu Polakowi na nowo, czym ta „solidarność od początku” ma być, może się okazać, że podobnie jak w 1980 roku granica pomiędzy czekaniem na małego fiata a potrzebą wolności zostanie przekroczona także przez uśpionych smętną propagandą sukcesu wyborców PiS – bo to jest realna stawka. Jeśli kandydat Koalicji Obywatelskiej będzie konsekwentny, wiele osób może się srogo zdziwić i zakrztusić poranną kawą w słoneczny, mam nadzieję, poranek 29 czerwca.

Autor jest posłem KO, b. wiceszefem MSZ

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA