fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Paweł Kowal: Neoimperialne resentymenty

AFP
Tak w Rosji, jak i w Turcji chodzi o jedno: o sygnał, że wracają światowe potęgi.

W chłodziarkach stały puszki coca-coli i 7 Up, których nie wypiją już amerykańscy żołnierze. Obrazki rosyjskich wojsk w do niedawna amerykańskiej bazie wojskowej, która miała zapewniać bezpieczeństwo Kurdom, poruszyły amerykańską opinię publiczną i wywołały ostrą reakcję wielu polityków, także republikańskich. Nie mniejsze wrażenie robiły w ostatnich dniach pokazywane przez CNN obrazki z kurdyjskich miast, z amerykańskimi żołnierzami obrzucanymi ziemniakami przez Kurdów i obwinianymi o śmierć kurdyjskich dzieci w trakcie trwającej inwazji tureckiej, na którą Waszyngton faktycznie dał przyzwolenie.

O błędach politycznych prezydenta USA wiele już napisano. Inna sprawa to ambicje prezydenta Turcji. Recep Tayyip Erdogan zaraz na początku ofensywy ostrzegał partnerów z Unii Europejskiej, by nie określali w ostrych słowach jego aktywności na terenie Syrii, szczególnie strat wśród ludności cywilnej.

Zażądał milczenia, jednocześnie szantażując zachodnich partnerów bliżej niesprecyzowanymi konsekwencjami. Ale to nie koniec problemów, jakie Zachodowi sprawiają rozochoceni polityką prezydent USA oraz prezydent Turcji. Kolejna kwestia dla nas do przemyślenia to wzmocniony sojusz Turcji i Rosji w Syrii, następna sprawa to ambicje rządu Turcji, by uzyskać dostęp do broni nuklearnej.

Erdogan deklaruje, że chciałby dla Turcji dostępu do tej broni, co musi oznaczać wyłamanie się z zasad układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej.

Gdzieś w tle tej polityki jest wielki sentyment, który dzisiejsi władcy autorytarni, ale też demokratyczni przywódcy, oferują swoim społeczeństwom. Przecież tak w Rosji, jak i w Turcji chodzi o jedno: o sygnał, że wracają imperia. Władcy mówią do swoich obywateli coś w rodzaju: zawracamy świat mniej więcej o sto lat – czyli do epoki, kiedy kończyła się I wojna światowa. To nic, że żyjemy w czasach powszechnego internetu, a nie telegrafu, że wszystko wokół się zmieniło. Ludzie wciąż potrzebują tego samego: usłyszeć, że znowu będą wielcy.

W gruncie rzeczy na podobnej nucie gra Boris Johnson w Wielkiej Brytanii, popyt na pochlebstwa mówione wyborcom nie ustaje. Żyjemy w czasach wielkiej próby podniecania wyobraźni Brytyjczyków wizją powrotu do historii. Przecież u źródeł idei brexitu tak naprawdę leży tylko jedno: obietnica, że będzie znowu, jak było, że Wielka Brytania znów stanie się potęgą morską i imperialną.

Można się oczywiście pocieszać, że politycy to handlarze marzeniami, których czas przemija. Problem w tym, że świat nie jest poszatkowany na oddzielne boksy, w których sobie żyjemy. Neoimperialne złudzenia Władimira Putina, którymi karmi opinię publiczną w Rosji, to jednocześnie słony rachunek dla innych: Gruzinów, Ukraińców itd. To wielkie problemy polityczne Unii Europejskiej, kłótnie w jej gronie. Neoimperialne papier mâché prezydenta Turcji kosztuje życie Kurdów, zmianę sytuacji strategicznej na Bliskim Wschodzie, wejście tam Rosji i dalsze rozwalanie NATO.

Nawet demokratyczna polityka neoimperialna, bo tak można określić działania premiera Johnsona, coś kosztuje: kolejny rok destabilizacji politycznej w Wielkiej Brytanii, kolejne niewiadome, jeśli chodzi o przyszłość Unii Europejskiej, potencjalne kłopoty ekonomiczne zarówno na kontynencie, jak i w samej Wielkiej Brytanii, bo wciąż nikt nie wie, ani kiedy dokładnie dojdzie do brexitu, ani na jakich warunkach do niego dojdzie, ani czy uzyska on poparcie w brytyjskim parlamencie, ani jakie będą jego skutki.

Może właśnie element braku poparcia Izby Gmin dla polityki kolejnych probrexitowych gabinetów jest najbardziej zaskakującą puentą polityki neoimperialnych resentymentów: właśnie wiek temu, gdy powstawał nowy ład w Europie, Wielka Brytania była wielka nie tylko ambicjami, ale też rzeczywiście – jej politycy mieli wpływ na życie połowy ludzkości. Dzisiaj wielce szanowni członkowie Izby Gmin nie są w stanie dogadać się z własnym rządem, a nawet między sobą w gronie większości, która ten rząd powinna popierać.

Autor jest dr. hab. politologii, posłem elektem KO

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA