fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Co dalej z fermami futrzarskimi? Wszystko w rękach Kaczyńskiego

shutterstock
Przyszłość branży futrzarskiej zależy od woli prezesa PiS.

Nowy rok przyniósł, wydawałoby się, świetne wieści dla branży futrzarskiej. Krzysztof Czabański złożył autopoprawkę do projektu PiS i odstąpił od zakazu hodowli zwierząt na futra. Pozorny sukces hodowców może jednak przerodzić się w katastrofę. Z projektem PiS do prac trafi bowiem też projekt PO.

Obie nowelizacje ustawy o ochronie zwierząt złożono w listopadzie 2017 r. i są niemal identyczne. Inicjatorzy obu rozwiązań, Krzysztof Czabański z PiS i Paweł Suski z PO, choć reprezentują nienawidzące się partie, współpracują bowiem w Parlamentarnym Zespole Przyjaciół Zwierząt.

Projekty przewidują wiele zmian dotyczących zwierząt. Ale od początku mówiło się tylko o jednym: zakazie hodowli zwierząt futerkowych.

W Polsce zabija się ich rocznie 9 mln, głównie norek. Jesteśmy jednym ze światowych potentatów, a norkarze mają argumenty, wpływy i pieniądze. Można tylko zgadywać, który z czynników pomógł w zyskaniu przychylności niektórych mediów, w tym tych z Torunia.

W efekcie projekty na długie miesiące trafiły do zamrażarki. Teraz z niej wyjdą: propozycja PiS po autopoprawce usuwającej zakaz hodowli norek i projekt PO, wciąż zawierający zakaz. – Decyzja należy do marszałka, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by były rozpatrywane razem – mówi Czabański.

I co z tego, przecież Jarosław Kaczyński nie poprze projektu PO – może ktoś powiedzieć. Jednak nie ten, kto uważnie obserwował ostatnio prace Sejmu. Ochrona zwierząt to bowiem jeden z niewielu obszarów, w których prezes PiS jest gotów zagłosować za poprawkami opozycji.

Przykładem niech będzie głosowanie nad prawem łowieckim w marcu ubiegłego roku. PiS poparło poprawki PO dotyczące m.in. odstąpienia od karania za utrudnianie polowania. Kaczyński wymógł też na klubie, by zakazać udziału dzieci w polowaniach, choć tę propozycję negatywnie zaopiniowali posłowie PiS w komisjach.

Stało się tak, bo Kaczyński nienawidzi myśliwych. W 1996 roku nazwał ich nawet „grubymi wieprzami". Z innych jego wypowiedzi wynika, że do hodowców norek żywi zbliżone uczucia.

Jak zareaguje, gdy dojdzie do głosowania nad projektem PO albo poprawką zakazującą hodowli norek? – Może zdarzyć się wszystko – mówi jeden z posłów. – W pierwszym rzędzie siądzie pewnie Czabański i będzie pokazywał klubowi, jak głosować. Wystarczy, że w odpowiednim momencie prezes skinie, Czabański podniesie rękę i branża pójdzie do piachu.

I zdają sobie chyba z tego sprawę norkarze. Znany hodowca Szczepan Wójcik po pojawieniu się autopoprawki powiedział: „Wojna nadal trwa". Jakby rozumiał, że najbezpieczniejszym rozwiązaniem było pozostawanie projektów w zamrażarce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA