fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rząd PiS

Rekonstrukcja rządu. Redukcji etatów nie było

Mateusz Morawiecki
Mateusz Morawiecki przekonywał, że rekonstrukcja rządu polepszy zarządzanie
Jerzy Dudek
Rekonstrukcja rządu miała dać oszczędności. Skończyło się na zapowiedziach.

6 października ubiegłego roku w ogrodach Pałacu Prezydenckiego odbyła się uroczystość zaprzysiężenia nowych ministrów. Był to efekt gruntownej rekonstrukcji rządu, w ramach której liczba ministerstw zmniejszyła się z 20 do 14, a prezes PiS Jarosław Kaczyński został wicepremierem. W sumie zlikwidowano lub połączono z innymi ministerstwami resorty cyfryzacji, sportu, gospodarki morskiej, funduszy i polityki regionalnej, środowiska oraz nauki.

Cele rekonstrukcji? Jeszcze w sierpniu premier Mateusz Morawiecki zapowiadał, że ma ona polepszyć zarządzanie.

– Takie łączenie przyniesie też pewne oszczędności – mówił z kolei Jarosław Kaczyński. Choć dodawał, że nie jest to najważniejsze, a głównym celem jest usprawnienie procesów decyzyjnych.

Z zapowiadanych oszczędności niewiele jednak wyszło. Tak wynika z odpowiedzi na interpelacje posła KO Konrada Frysztaka.

Szereg interpelacji

Poseł od ponad roku bada zatrudnienie w ministerstwach. Po rekonstrukcji wysłał do wszystkich resortów pytania, jaki miała wpływ na liczbę pracowników.

Dane, które otrzymał, są niepełne. Podania danych o zatrudnieniu odmówiło Ministerstwo Sprawiedliwości. Poseł nie otrzymał też informacji, ile wynosił stan osobowy Ministerstwa Sportu, zanim zostało scalone z resortem kultury. Nie jest pewne, czy zmienił się stan osobowy pracowników zlikwidowanego Ministerstwa Cyfryzacji, których przeniesiono do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Gdy zsumować dane ze wszystkich resortów poza resortami sportu, cyfryzacji i sprawiedliwości, widać jednak, że żadnej redukcji etatów nie było, a wręcz przeciwnie – niewielki wzrost. Przed rekonstrukcją stan zatrudnienia wynosił w tych resortach 13937 osób, a na koniec stycznia 2021 roku – 13965.

Zresztą niektórzy ministrowie w odpowiedzi na interpelacje wprost napisali, że w ich resortach nie doszło do żadnej redukcji zatrudnienia. „Spośród pracowników zatrudnionych w Ministerstwie Infrastruktury przed rekonstrukcją rządu, żaden pracownik Ministerstwa Infrastruktury nie został zwolniony w wyniku zmian organizacyjnych" – napisał Andrzej Bittel, wiceszef resortu, którego jedną z części przeniesiono do Ministerstwa Aktywów Państwowych. „W związku z rekonstrukcją rządu nikt nie został zwolniony ani oddelegowany do pracy w innych ministerstwach" – odpowiedział z kolei wiceminister kultury Jarosław Sellin, którego resort został wzbogacony o sprawy sportu.

Niektórzy ministrowie informowali o kosmetycznych zwolnieniach, np. w zlikwidowanym Ministerstwie Środowiska, gdzie zwolniono 18 pracowników, w tym członka gabinetu politycznego.

Polityczne przyczyny?

Zdaniem posła Frysztaka odpowiedzi wskazują, że powody rekonstrukcji były czysto polityczne. – Celem nie były żadne oszczędności, lecz pogodzenie frakcji w ramach Zjednoczonej Prawicy i wejście do rządu Jarosława Kaczyńskiego, sprawującego nadzór nad resortami siłowymi – komentuje.

Nie zgadza się z tym Jarosław Zieliński, poseł PiS i były wiceszef MSWiA. – Celem rekonstrukcji było zmniejszenie stopnia resortowości rządu na rzecz jego integracji – mówi.

Jednak podobną opinię do posła Frysztaka na temat rekonstrukcji ma też Hanna Gill-Piątek z koła Polska 2050. Ona z kolei wysłała do premiera interpelację o podanie „wszystkich kosztów technicznych, administracyjnych i osobowych" rekonstrukcji.

Minister w KPRM Jarosław Wenderlich napisał jej, że „nie jest możliwe wskazanie kosztów reorganizacji w formie, o jakiej wspomina pani poseł", bo wymagałoby to zaangażowania wielu pracowników zajętych walką z pandemią. Potem odpisał jej też wiceminister finansów Sebastian Skuza, ale jego odpowiedź posłanka też uważa za niezadowalającą.

– Od mieszania herbaty nie robi się ona słodsza – mówi Hanna Gill-Piątek. – W przestawianiu stołków i wyciąganiu ich sobie spod siedzeń rząd w ogóle nie myślał o oszczędnościach, bo ich nawet nie policzył – dodaje.

Zdaniem posłanki zamiast oszczędności rekonstrukcja przyniosła więc koszty. – Jednym z nich jest to, że zajęty swoją reorganizacją rząd nie przygotował Polski na drugą falę pandemii – mówi.

Konrad Frysztak dodaje, że ruchy kadrowe związane z rekonstrukcją mogły być głębsze i dotyczyć osób zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych. – O nie też spytam w interpelacjach – zapowiada.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA