Gowin mówił w "Rozmowie Piaseckiego", że rząd wynegocjował z nauczycielami porozumienie "bardzo korzystne" dla tego środowiska, podpisane przez nauczycielską "S", ale na spełnienie żądań pozostałych central związkowych pieniędzy nie ma.
- Jeżeli chodzi o rozwiązania płacowe, doszliśmy do granic możliwości polskiego budżetu - mówił wicepremier.
Czytaj także: PiS weźmie nauczycieli głodem
Przypomniał, że premier Morawiecki zaprosił nauczycieli do rozmów przy okrągłym stole, którego termin wyznaczył na okres poświąteczny, a sam Gowin poprosił premiera o włączenie go do składu delegacji rządowej.
Gowin stwierdził, że dziwi się strajkującym nauczycielom.
- Dziwię się nauczycielom, że strajkują. Gdybym był nauczycielem, być może nie zgadzałbym się z polityką tego rządu, ale nie odszedłbym od moich uczniów, zwłaszcza w czasie egzaminów - deklarował.
Minister przyznał, że strajk nauczycieli jest dla rządu "głównym przedmiotem troski", bo zdaje sobie sprawę, jakim jest kłopotem dla milionów rodzin.
Gowin stwierdził, że powinna się odbyć w Polsce poważna debata na temat relacji między poziomem wynagrodzeń w sferze budżetowej, który jest za niski, a poziomem świadczeń społecznych, który zrobił się bardzo wysoki.
- W sprawie świadczeń społecznych doszliśmy do ściany. Tak jak do ściany doszliśmy, jeżeli chodzi o podnoszenie wynagrodzeń dla nauczycieli - mówił Gowin.
Dziś ósmy dzień strajku nauczycieli i pierwszy dzień egzaminu ósmoklasistów.