Rozmowy w Centrum Partnerstwa Społecznego DIALOG w Warszawie miały się rozpocząć o 11.
Minister Zalewska opuściła jednak salę, w której zgromadzili się związkowcy z ZNP i Forum Związków Zawodowych, twierdząc, że ich delegacja jest zbyt liczna.
Według MEN na rozmowy stawiła się duża grupa osób niezgłoszonych do rozmów, więc Zalewska poprosiła, aby wybrano z niej 3-4 reprezentantów.
Z kolei przedstawicielka Ministerstwa Edukacji twierdziła, że to ZNP nie dołączył do rozmów, mimo dwukrotnego zaproszenia Zalewskiej. - My czekamy - mówiła. Poinformowała też, że minister Zalewska umówiła się ze związkowcami, że zejdzie do sali, gdzie odbędą się rozmowy z reprezentantami, o 13. W oczekiwaniu na wybór delegacji szefowa MEN rozmawiała z nauczycielską "Solidarnością".
- Po raz pierwszy spotykamy się z taką sytuacją, w której w fazie negocjacji płacowych pani minister wybiera sobie partnera do rozmowy - skomentował szef Związku Nauczycielstwa Polskiego, Sławomir Broniarz.
Ostatecznie Zalewska zgodziła się na rozmowy w takim składzie, w jakim ZNP na nie przybył. Zaczęły się po godz. 13.
Związkowcy przyszli na dzisiejsze negocjacje z MEN w żółtych kamizelkach - w ten sposób chcą dać rządowi do zrozumienia, że wyczerpuje się cierpliwość nauczycieli.
"Komunistyczny potworek nauczycielski ZNP zakłada żółte kamizelki..." - komentuje Telewizja Republika.
Żądają 1000 złotych podwyżki i nie zgadzają się na 120-160 zł brutto, zaproponowane przez MEN. Grożą strajkiem
Zalewska dziś rano przekonywała w Radiu ZET, że ma dla nauczycieli nową propozycję, ale to oni usłyszą ją jako pierwsi. Tymczasem przed kilkoma minutami Sławomir Broniarz powiedział dziennikarzom, że rozmowy nie są zbyt owocne.