fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rosja

Pałki na drodze opozycji do wyborów

Obrońcy praw człowieka mówią o kilkudziesięciu rannych
AFP
Kreml uznał, że opozycja stanowi poważne zagrożenie w stolicy przed wyborami parlamentarnymi w 2021 roku. Wielotysięczny protest brutalnie rozpędzono.

Ponad 1300 aresztowanych i dziesiątki rannych, nocne rewizje w mieszkaniach aktywistów opozycji oraz wielogodzinne przesłuchania. To bilans sobotnich protestów w Moskwie, przed którymi Kreml zmobilizował setki funkcjonariuszy policji i żołnierzy Gwardii Narodowej.

Sobotnią atmosferę w rosyjskiej stolicy najlepiej chyba obrazuje zdjęcie radnej dzielnicy Chamowniki Aleksandry Paruszinej, które obiegło światowe agencje informacyjne. Uderzona pałką policyjną i z krwawiącą głową kontynuowała protest. Podobnie jak wielu innych uczestników pokojowej manifestacji wylądowała na oddziale ratunkowym. Niezależne rosyjskie media nie nadążały z meldunkami o złamanych nosach, rękach i nogach. Zresztą pod pałki policyjne trafiło też wielu dziennikarzy, zatrzymano m.in. korespondentów rosyjskiej agencji RBK, „Nowej Gazety", popularnego portalu „Mediazona" i moskiewskiego korespondenta Deutsche Welle. Rosyjskie MSW oszacowało, że w proteście uczestniczyło około 3,5 tys. ludzi. Opozycja twierdzi, że dane te są znacznie zaniżone.

Komentarz Andrzeja Łomanowskiego: Widowiskowy pogrom opozycji. Tylko nie wiadomo po co

Większość zatrzymanych wypuszczono na wolność w sobotę wieczorem. W niedzielę rosyjskie media informowały, że w areszcie wciąż jednak znajduje się ponad 150 osób. Wśród nich znany opozycjonista Ilia Jaszyn, który jest przewodniczącym rady w dzielnicy krasnosielskiej. O jego losie sąd zdecyduje w poniedziałek. Nie wykluczono, że powtórzy los opozycjonisty Aleksieja Nawalnego, który w ubiegłym tygodniu został skazany na 30 dni aresztu. Zarzucono mu „organizację nielegalnego zgromadzenia".

– Dzisiaj wszyscy jesteśmy za kratami – mobilizował Nawalny swoich zwolenników. W niedzielę rosyjska redakcja Radia Svoboda poinformowała, że trafił do szpitala z „ostrą reakcją alergiczną".

Jaszyna i wielu innych niezależnych od władz działaczy samorządowych nie dopuszczono do wyborów do moskiewskiej Dumy, które odbędą się 8 września. Z wyścigu wyborczego wyeliminowano też prawniczkę Lubow Sobol, byłego deputowanego rosyjskiego parlamentu Dmitrija Gudkowa, jednego z liderów partii Jabłoko Siergieja Mitrochina i wielu innych znanych opozycjonistów. Moskiewska komisja wyborcza zakwestionowała część zebranych przez nich podpisów i odrzuciła dotychczasowe apelacje. Niewygodni dla władz kandydaci skrzyknęli się i zapowiedzieli, że będą protestować w każdą sobotę, dopóki nie zostaną dopuszczeni do wyborów.

Trudno uwierzyć, że tak zacięta walka toczy się wokół moskiewskiej Dumy, która nie ma dużego wpływu na stolicę zarządzaną przez człowieka Kremla Siergieja Sobianina. – W 2017 roku opozycja w Moskwie odniosła sukces w wielu dzielnicach. Awansowanie tych ludzi do stołecznej Dumy nie byłoby na rękę rządzącym, zwłaszcza przed wyborami parlamentarnymi w 2021 roku. To oznaczałoby podniesienie statusu opozycjonistów, którzy otrzymaliby dostęp do mównicy – mówi „Rzeczpospolitej" znany rosyjski politolog Aleksiej Makarkin. – Dotychczas problemem rosyjskiej opozycji było to, że nie miała sukcesów w polityce, w Moskwie kilka lat temu to się zmieniło i Kreml postanowił ten proces zahamować – dodaje.

Wiele wskazuje na to, że Kreml został zaskoczony manifestacją, która w Moskwie odbyła się 20 lipca. Wtedy opozycja otrzymała pozwolenie stołecznego ratusza i wyprowadziła ponad 20 tys. osób, którzy przeszli aleją słynnego rosyjskiego noblisty Andrieja Sacharowa. Pozwolenia na ostatni protest już nie dostali. Mimo to wyeliminowani z wyścigu wyborczego opozycjoniści nawołują zwolenników, by dołączyli do kolejnego protestu 3 sierpnia.

Zupełnie inaczej przedstawiają to kremlowskie media. Rządowa telewizja Rossija 1 relacjonowała w sobotę wieczorem, że podczas „nielegalnego zgromadzenia" ucierpiało kilku funkcjonariuszy policji i żołnierzy Gwardii Narodowej.Poinformowała też o stratach, które z powodu protestu poniosły pobliskie restauracje i hotele. O zatrzymanych opozycjonistach i pobitych dziennikarzach nie było ani słowa. Co więcej, rządowe media przekonują, że większość protestujących w Moskwie to „przybysze z innych regionów", a liderzy protestów są „sponsorowani przez Zachód".

Narracja władz wobec opozycjonistów jest niezmienna od lat. Deputowany Dumy Jewgienij Fedotow stwierdził, że sobotni protest to „działania piątej kolumny", która „chce zniszczyć Rosję". Fedotow jest jednym z czołowych działaczy rządzącej partii Jedna Rosja, która niedawno odnotowała najniższe poparcie od kilkunastu lat.

– Nastroje antyrządowe nasilają się nie tylko w Moskwie, ale również w regionach. Głównie z powodu podniesienia wieku emerytalnego, rosnących cen i stojących w miejscu zarobków – twierdzi Makarkin. – Jednak na prowincji Nawalny i inni liberalni opozycjoniści nie mają poparcia. Musiałby być ktoś taki jak Jelcyn, który potrafił jednoczyć różne i zupełnie odmienne poglądy – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA