fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rolnictwo

Zbliża się koniec chowu klatkowego w krajach UE

Polska jest największym producentem drobiu w Europie. Jest też wielkim eksporterem jaj – co trzecie trafia za granicę. Zakaz chowu klatkowego może być dużym wyzwaniem dla krajowych hodowców
shutterstock
Zakaz chowu zwierząt gospodarskich w klatkach ma poparcie polityków, naukowców, a nawet producentów i sprzedawców. Ekonomiści zwracają jednak uwagę na problemy, jakie spowoduje.

Wysłuchanie komitetu obywatelskiego „Koniec Epoki Klatkowej – End the Cage Age" w Parlamencie Europejskim (PE) było ostatnim etapem procedury przed decyzją Komisji Europejskiej w tej sprawie. W ciągu trzech miesięcy KE zdecyduje, czy popiera inicjatywę wprowadzenia w UE zakazu chowu klatkowego zwierząt gospodarskich – kur niosek, królików, kaczek, gęsi, przepiórek i macior.

Szeroki front poparcia

– Nie chcę spekulować, jaka będzie decyzja KE – mówi Małgorzata Szadkowska, prezeska Compassion Polska i członkini komitetu obywatelskiego „Koniec Epoki Klatkowej". – Przepisy unijne dotyczące zwierząt hodowlanych są przestarzałe i zostały wprowadzone ponad 20 lat temu, obecnie poziom naszej wiedzy na temat dobrostanu świń, kur czy cieląt jest nieporównywalnie większy – dodaje.

W trakcie wysłuchania wypowiadali się członkowie komitetu obywatelskiego, politycy, naukowcy oraz hodowcy.

Czytaj także: Inflacja mocno w górę. Po usługach ruszy żywność

– Dorastałem na intensywnej farmie drobiu moich rodziców, która zbankrutowała w 2007 r. To zmusiło mnie do przemyślenia modelu produkcji, który stosowaliśmy. Używałem klatek przez wiele lat. Teraz wiem, że wszystkie zwierzęta potrzebują przebywać na zewnątrz. Nasze kury nioski nie są trzymane w klatkach, a nasze wyniki finansowe są bardzo dobre – opowiadał Ruud Zanders, hodowca z Holandii.

– Otrzymałam listy wsparcia dla inicjatywy „Koniec Epoki Klatkowej" zarówno od rolników, jak i firm branży spożywczej czy towarzystw weterynarzy. To pokazuje, jak ważny jest obecnie dobrostan zwierząt – mówiła Stella Kyriakides, unijna komisarz ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności.

Pełne poparcie dla inicjatywy zapowiedział też Janusz Wojciechowski, unijny komisarz ds. rolnictwa. „Każdy ma prawo bronić intensywnych i wielkoprzemysłowych metod chowu zwierząt, ale niech przy tym nie mówi, że w ten sposób broni wsi i rolników. Wielkoprzemysłową hodowlą nie zajmują się rolnicy i nie rolnikom służą te metody. One służą eliminowaniu rolników z konkurencji" – napisał potem na Twitterze. Tłumaczył, co to jest hodowla przemysłowa:

„To jest taka hodowla, która chce produkować coraz więcej i coraz taniej. Wczoraj ferma tysiąc świń, dzisiaj pięć tysięcy, jutro dziesięć tysięcy, pojutrze sto... Rolników do takiej hodowli nie trzeba. Nawet przeszkadzają" – pisał komisarz Wojciechowski.

Już wcześniej wielkie firmy branży spożywczej napisały do KE i PE list, w którym wspierają główny postulat Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej, czyli unijny zakaz hodowli klatkowej. List podpisały ALDI Nord, Barilla Group, Fattoria Roberti, Ferrero, Inter IKEA Group, Jamie Oliver Group, Le Groupement Les Mousquetaires, Mondel?z International, Nestlé oraz Unilever. Ich zdaniem pierwszym etapem zmian miałby być zakaz hodowli klatkowej kur niosek. W swoim liście podkreślają, że „systemy bezklatkowe są szeroko rozpowszechnione, opłacalne ekonomicznie i zapewniają lepsze warunki bytowe dla kur".

Inicjatywę w sprawie zakazu wsparło też 140 znanych naukowców z całego świata związanych z rynkiem żywności. Niezależnie od tego sieci handlowe, producenci żywności i restauratorzy coraz powszechniej deklarują wycofanie ze swojej oferty produktów, przede wszystkim jaj, pochodzących z chowu klatkowego.

To nie takie proste

Są też głosy wątpiące. – To bardzo poważny i złożony temat. Jestem zdziwiony, że polski komisarz ds. rolnictwa tak jednoznacznie deklaruje poparcie dla tej inicjatywy – mówi Janusz Piechociński, były wicepremier i minister gospodarki. Zwraca uwagę, że że Polska jest dużym producentem i eksporterem jaj i drobiu. Zakaz chowu klatkowego oznaczałby spadek produkcji żywności. Unia mogłaby się stać jej importerem. Tymczasem Polska jest dziś dużym producentem i eksporterem jaj i drobiu.

Przypomina, że polscy producenci drobiu i jaj ponieśli już wydatki na powiększenie klatek, bo tego wymagała UE. Zwraca też uwagę, że polskie fermy drobiu atakuje ptasia grypa. – Może się zdarzyć, że za chwilę w Polsce zabraknie drobiu, że będziemy mieli problem z realizacją naszych zobowiązań eksportowych. To są problemy, które przed podjęciem decyzji w sprawie ewentualnego zakazu należy wziąć pod uwagę. Nasz komisarz w UE ds. rolnictwa powinien je wziąć pod uwagę – mówi Piechociński.

Na tym lista problemów zresztą się nie kończy. Były wicepremier zwraca też uwagę, że zakaz chowu klatkowego oznaczać będzie spadek produkcji żywności. UE może stać się jej importerem. – Będzie ją kupować od tych, którzy losem zwierząt się aż tak bardzo nie przejmują – mówi Janusz Piechociński.

Jakub Olipra Ekonomista banku Credit Agricole Polska

To ważny temat dla Polski, bo jesteśmy dużym producentem żywności, m.in. jaj i drobiu, także na rynki unijne. KE kładzie coraz większy nacisk na to, żeby produkcja żywności wiązała się z jak najmniejszym cierpieniem zwierząt. Oznacza to jednak wyższe koszty produkcji produkcji i wyższe ceny na półkach sklepowych. Konsumenci pytani o to, czy są za tym, by zwierzęta mniej cierpiały, odpowiadają twierdząco. Odpowiedzi na pytanie, czy w związku z tym są gotowi zapłacić więcej za żywność, nie są już tak jednoznaczne. Bo prawda jest taka, że w swoich wyborach konsumenci kierują się głównie ceną.

Koniec jaj z klatek

Nie czekając na ustawy czy unijne dyrektywy, sieci handlowe same wycofują jaja z chowu klatkowego. Na cztery lata przed zapowiedzianym terminem Biedronka wycofa do 31 grudnia 2021 r. świeże jaja klatkowe z oferty. Pierwszym regionem sieci, który wprowadził tę zmianę, była Warszawa – już od 1 stycznia 2021 r. Wycofanie jaj z chowu klatkowego w ciągu kilku lat zapowiedziały już wszystkie duże sieci handlowe, jak Lidl, Auchan, Carrefour czy Aldi – także w przypadku składu produktów marki własnej. Producenci żywności też idą tym szlakiem. Marka Lubella już zrezygnowała z wykorzystania takich jaj w produkcji makaronu. Alternatywą są jaja z chowu ściółkowego, wolnowybiegowego i farm ekologicznych. Takie decyzje to efekt wielu apeli organizacji ekologicznych, jak choćby Stowarzyszenia Otwarte Klatki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA