fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rolnictwo

O pieniądze na wsi będzie trudniej

Fotorzepa, Robert Wójcik
Jarosław Kaczyński obiecuje większe środki dla rolników, którzy dbają o środowisko i dobrostan zwierząt. To zgodne z postulatami Brukseli, ale może nie podobać się polskiej wsi.

Państwo członkowskie UE nie może samo wspierać rolników. To najbardziej uwspólnotowiona polityka UE, bo chodzi o bezpieczeństwo żywności i równe zasady gry. O to, by bogatsze państwa nie sponsorowały swoich rolników i tym samym nie wypychały z rynku unijnego rolników z krajów, których rządów nie stać na taką hojność. Zatem państwa zgadzają się wpłacać do unijnego budżetu pieniądze, z których wszyscy w UE będą dostawać fundusze na równych zasadach. 

Czytaj także: Dąbrowska: Krowy plus, nauczyciele minus 

Obietnice Jarosława Kaczyńskiego minimum 500 zł na jedną krowę w gospodarstwie i minimum 100 zł na jednego tucznika mogą być więc zrealizowane wyłącznie za pomocą unijnych transferów i tylko na przyjętych ogólnie w UE zasadach. Nie mogą być też zrealizowane w 2020 r., bo budżet na lata 2014–2020 jest już podzielony. Natomiast budżet na lata 2021–2027 istnieje dopiero w formie projektu i nie wiadomo, ile ostatecznie pieniędzy w nim się znajdzie i jak będą podzielone. I zależy to nie tylko od polskiego rządu, bo decyzje w tej sprawie w UE zapadają jednomyślnie, czyli za zgodą 28, a wkrótce – po ewentualnym brexicie – 27 państw. Ambitnie finał negocjacji zaplanowano na jesień 2019 r., bardziej prawdopodobny wydaje się jednak termin ostatni z możliwych, czyli końcówka 2021 r.

Trudno powiedzieć, skąd prezes PiS wziął tak precyzyjne liczby, jak 500 zł i 100 zł. Na razie wiadomo, że Polska w projekcie budżetu dostanie w sumie 27,1 mld euro, z czego 18,9 mld euro na dopłaty bezpośrednio, a 8,2 mld euro na fundusz rozwoju obszarów wiejskich. To ok. 5 mld euro mniej niż w obecnym budżecie. Kaczyński ma rację, mówiąc, że obecnie 80 proc. funduszy dostają wielkie gospodarstwa, a 20 proc. mniejsze. Zmiana tej sytuacji to jednak nie jego inicjatywa. Już w maju 2018 r. Komisja Europejska zaproponowała wprowadzenie limitów dla wielkich gospodarstw. Podobnie prezes PiS powtarza postulaty KE, mówiąc o większych pieniądzach dla tych, którzy szanują klimat, dobrostan zwierząt, pracują na swoim. Dodatkowo KE chce też wspierać młodych rolników. Wszystko to jest w projekcie budżetu.

Czytaj także: Rolnicy znów szturmują stolicę. Głośny protest z ogólnymi hasłami 

Problem polega jednak na tym, że do tej pory polskie rządy – niezależnie od barw politycznych – optowały za większymi pieniędzmi na dopłaty rolne (1. filar WPR), a mniejszymi na rozwój obszarów wiejskich (2. filar WPR). Obecnie jest możliwość przesuwania między filarami i Polska z niej korzysta, ale tylko w kierunku z 2. do 1. filara. W projekcie nowego budżetu przewidziano możliwość przesuwania 15 proc. środków w dwie strony. Można tę pulę zwiększyć, ale tylko gdyby robić przesunięcia z 1. do 2. filara, czyli odwrotnie, niż czyni to Polska. Przemówienie Kaczyńskiego może sugerować zmianę podejścia, ale nie wiadomo, czy to spodoba się polskim rolnikom. Tradycyjnie wolą oni łatwe pieniądze – dopłaty, niż te trudniejsze, związane z koniecznością spełniania warunków środowiskowych czy dobrostanu zwierząt.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA