fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Reprywatyzacja w Warszawie

Marzena K. zasadnie pozbawiona paszportu

Fotorzepa, Marta Bogacz
Decyzja prokuratury o kaucji wyznaczonej dla Marzeny K., bohaterki skandalu reprywatyzacyjnego, jest zasadna – uznał sąd i odrzucił zażalenie podejrzanej.

K. to była urzędniczka Ministerstwa Sprawiedliwości, współwłaścicielka słynnej działki przy Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie wartej 160 mln zł, a dziś podejrzana o podanie nieprawdy w oświadczeniach majątkowych.

Wrocławska prokuratura postawiła K. zarzuty i nałożyła na nią 500 tys. zł kaucji oraz zakaz opuszczania kraju połączony z zatrzymaniem paszportu.

Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Śródmieścia nie uwzględnił zażalenia K. i decyzję śledczych utrzymał w mocy.

– Sąd podzielił zdanie prokuratura, że zgromadzony w sprawie materiał dowodowy wskazuje na duże prawdopodobieństwo, iż podejrzana dopuściła się zarzucanych jej czynów – mówi „Rzeczpospolitej" Marek Poteralski, rzecznik Sądu Okręgowego we Wrocławiu.

Sąd zaznaczył również, że „z uwagi na przyjętą linię obrony Marzeny K. szereg faktów wymaga weryfikacji poprzez przesłuchanie świadków".

– Dlatego podzielił zdanie prokuratora, że zachodzi uzasadniona obawa, iż podejrzana może mataczyć w śledztwie i je utrudniać, oddziałując na potencjalnych świadków – tłumaczy sędzia Poteralski.

Marzena K. na razie nie odzyska także paszportu, bo zdaniem sądu zachodzi obawa, że może próbować wyjechać z kraju.

W zażaleniu na zastosowanie środków zapobiegawczych K. za pośrednictwem przez adwokata kwestionowała wysokość wyznaczonej kaucji, twierdząc, że jest nieadekwatna do rangi zarzutów. Zapewniała, że nie zamierza utrudniać śledztwa, w co sąd i prokuratura najwyraźniej nie uwierzyły.

Decyzja sądu jest prawomocna. K. w międzyczasie wpłaciła 500 tys. zł poręczenia – ustaliliśmy w prokuraturze. „Najbogatsza urzędniczka", jak nazwały ją tabloidy, w październiku w prokuraturze regionalnej usłyszała cztery zarzuty za podanie nieprawdy w oświadczeniach majątkowych. Miała nie wpisać co najmniej 29 mln zł, do czego w śledztwie się przyznała. Na tę sumę składają się wypłaty odszkodowań, sprzedaż udziałów w prawie do użytkowania wieczystego i mniejsze kwoty z prowadzonej działalności dydaktycznej.

Jak pisała „Rzeczpospolita", w zarzutach dla K. jest mowa o m.in. o zatajeniu przeszło 14 mln zł odszkodowania dotyczącego nieruchomości w warszawskich dzielnicach Praga-Południe oraz Wola. A także o blisko 2 mln zł odszkodowania za jedną nieruchomość oraz ok. 6 mln zł za inną.

Była urzędniczka miała również nie podać w oświadczeniu faktu uzyskania prawa użytkowania wieczystego w udziale części gruntu przy placu Defilad w Warszawie, czyli słynnej działki w stolicy, której stała się współwłaścicielem. Od tej sprawy zaczęła się afera reprywatyzacyjna.

Marzena K. – prywatnie siostra Roberta Nowaczyka, adwokata, który doprowadził do reprywatyzacji ok. 50 adresów w stolicy – w ciągu ostatnich czterech lat otrzymała od miasta 38 mln zł odszkodowań za nieruchomości, do których roszczenia kupiła.

Jak we wrześniu ujawniła „Rzeczpospolita", już w maju urzędniczka przyznała się, że w jej oświadczeniach majątkowych są luki. W autozawiadomieniu do prokuratury twierdziła, że „z niedbalstwa" przez sześć ostatnich lat zapominała wpisać m.in. 2 mln zł odszkodowania od miasta Warszawy.

„Podawałam informacje, które pamiętałam, lub przepisywałam z oświadczenia z poprzedniego roku" – utrzymywała Marzena K. w swoim doniesieniu do prokuratury. „Jest mi wstyd" – twierdziła.

Za zatajenie majątku w oświadczeniach grozi jej do pięciu lat więzienia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA