fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Pryska mit o rosyjskich służbach: Stirlitz obnażony

Max Otto von Stirlitz, a w rzeczywistości Rosjanin, Bohater Związku Radzieckiego, pułkownik Wsiewołod Władimirowicz Władimirow - główny bohater książek Juliana Siemionowa i nakręconego na ich podsatwie serialu "Siedemnaście mgnień wiosny", w którym w rolę głównego bohatera wcielił się Wiaczesław Tichonow.
materiały prasowe
Pryska mit o szczególnych zdolnościach rosyjskich służb specjalnych, nie możemy jednak zapominać, że niepowodzenia te są wynikiem nasilenia działań kontrwywiadowczych w państwach szczególnie dotkniętych rosyjską infiltracją

Rosyjskie służby specjalne tracą swój największy atut, jakim było skuteczne przekonywanie otaczającego świata o swym wysokim profesjonalizmie i nadzwyczajnej skuteczności. Portal Bellingcat wykonał gigantyczną pracę umożliwiającą zidentyfikowanie danych personalnych oficerów rosyjskiego wywiadu zagranicznego. Ujawnił przy tym, że rosyjski system bezpieczeństwa nie posiada bajkowej czapki niewidki chroniącej go przed dobrze przygotowanym kontratakiem, a uchodzące dotąd służbom rosyjskim nonszalancja i pewność siebie zostały ukarane.

Odkrycie spadochronu

Ośmieszenie rosyjskiej służby, uchodzącej od dziesięcioleci za najbardziej elitarną i najlepiej utajnioną, jest dla Kremla ciosem bardziej bolesnym niż fiasko konkretnej operacji. Oficerowie Głównego Zarządu Sztabu Generalnego zostali przedstawieni światu jako postacie żywo przypominające bohatera dowcipów o Stirlitzu, asie sowieckiego wywiadu, spopularyzowanym przez serial „Siedemnaście mgnień wiosny". Do dzisiaj furorę robi anegdota, jak Stirlitz szedł ulicami Berlina, ale coś zdradzało jego tajną profesję: czapka uszanka, walonki, a może ciągnący się za nim spadochron...

Odkrycie „spadochronu" ciągnącego się za negatywnymi bohaterami operacji w Salisbury nie jest pierwszym przypadkiem ujawnienia personaliów osób zaangażowanych w tajne rosyjskie operacje. Przypomnijmy zdemaskowanie dziesiątków Rosjan niejawnie uczestniczących w wojnie z Ukrainą, autorów zestrzelenia samolotu pasażerskiego MH-117, ujawnienie tożsamości oficerów działających na rzecz destabilizacji sytuacji na Bałkanach czy wspierających lokalne reżimy w odległych zakątkach świata. W starciu z Zachodem władze Rosji konsekwentnie od ponad dekady wykorzystują w grze czynnik siły. W kontekście praktyki służb specjalnych nie jest to już jedynie klasyczne szpiegostwo, intrygi związane z korupcją polityczną czy udział w operacjach pozwalających na zbudowanie ekonomicznych przyczółków rosyjskiej obecności.

Czytaj także: Czy w Moskwie trwa wojna służb specjalnych?

Instrumentarium, na które składały się wyżej wymienione działania, uzupełniono (zresztą nie pierwszy raz w historii sowieckich/rosyjskich służb specjalnych) o brutalne akty przemocy mające sparaliżować wolę obrony u zaatakowanego, przekonać go, że rosyjskie służby specjalne są zdecydowane na tego rodzaju działania i nie zamierzają liczyć się z reakcjami międzynarodowymi.

Próba otrucia Skripala przypomina modus operandi zabójstwa Litwinienki w 2006 r. Wówczas użycie materiału radioaktywnego i wykrycie jego śladów ujawniających drogę zabójców do Londynu zaszokowały całą Europę. Fala krytyki, z jaką spotkał się Kreml, i zarzuty o sponsorowanie aktu terroru nie wymusiły na Rosji rezygnacji z kontynuowania działań de facto kinetycznych.

Turyści z Salisbury

Dekonspiracja oficerów osławionego „Akwarium", oczywiste błędy, jakie popełnili w czasie realizacji tajnej operacji, łatwe zdobycie danych pozwalających na identyfikację, wreszcie niedbałość w maskowaniu działalności wywiadowczej w naturalny sposób zmuszają do postawienia pytania o kondycję rosyjskich służb specjalnych. Czy kolejne nieudane operacje są sygnałem pogłębiającego się kryzysu systemu władzy w Rosji? Teza, że służby specjalne, stanowiące fundament państwa i będące gwarantem bezpieczeństwa elity politycznej, przechodzą wewnętrzny kryzys, jest bardzo atrakcyjna i skutecznie szkodzi wizerunkowi Kremla.

Większość ujawnionych praktyk jest rosyjską porażką. Nie można jednak zapominać, że niepowodzenia te są wynikiem nasilenia działań kontrwywiadowczych w państwach szczególnie dotkniętych rosyjską infiltracją. Zderzenie się z rosnącymi możliwościami Zachodu było dużym zaskoczeniem dla rosyjskich służb. Pryska mit o ich szczególnych zdolnościach, pozostaje jednak wrażenie, że służby te działają i zapewne będą nadal działać agresywnie.

I być może również to jest celem? Nie jest przecież tajemnicą, że rosyjskie operacje specjalne od 2014 r. dążą do destabilizacji lub – w łagodniejszym wariancie – skomplikowania sytuacji wewnętrznej w państwie uznawanym za przeciwnika. Wystarczy przypomnieć, jakie zamieszanie polityczne w USA wywołały ofensywne działania grup hakerskich APT28 i APT29.

W wyniku nieudolnej rosyjskiej kontrofensywy informacyjnej twarzą rosyjskich służb stali się „turyści z Salisbury". Kremlowski aparat propagandowy okazał się niezdolny do odparcia ataku. Pokazuje to, że przemyślana i dobrze przygotowana operacja informacyjna przeciwko Rosji jest możliwa, a podstawienie nogi rozbudowanemu rosyjskiemu systemowi dezinformacji może być dla Rosjan bardzo bolesne. To jednak tylko jedna strona medalu.

Kompromitacja wywiadu wojskowego pozwoliła bowiem na chwilę zapomnieć o innych rosyjskich służbach uprawiających „turystykę operacyjną". Tymczasem Służba Wywiadu Zagranicznego i Federalna Służba Bezpieczeństwa z powodu kompromitacji wojskowych nie ograniczyły swoich operacji na licznych frontach.

Partia trwa dalej

Wystarczy spojrzeć na mapę świata: Arktyka, państwa skandynawskie, państwa bałtyckie, Ukraina, państwa NATO, państwa UE, Bliski Wschód, Afryka – to wszystko obszary, gdzie zaobserwowano „działania aktywne" służb rosyjskich odbiegające od tradycyjnego pojmowania szpiegostwa jako profesji skupionej na wykradaniu tajemnic. A wojskowi? Również nie zasypiają gruszek w popiele. W tych dniach rosyjski resort obrony otworzył swoje przedstawicielstwo w Republice Środkowoafrykańskiej, które będzie m.in. organizowało pracę rosyjskich „doradców". Wątpliwe, by byli to jedynie specjaliści od public relations... Koledzy, a czasem konkurenci Stirlitza nie zamierzają poddawać partii.

Piotr Żochowski jest analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich. Tezy i opinie zawarte w tekście nie są oficjalnym stanowiskiem OSW

Lead i śródtytuły pochodzą od redakcji

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA