fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Państwo bez strategii

Antoni Z. Kamiński
ISP PAN
Z perspektywy obywatela ważne jest, by mieć „inteligentne państwo", racjonalnie gospodarujące zasobami – pisze socjolog.

Polsce grozi susza. Co pewien czas grożą nam też powodzie i zalanie tysięcy domów. Powódź i susza są zdarzeniami losowymi i człowiek ma niewielki wpływ na ich wystąpienie. Można się jednak zabezpieczać, by ograniczyć wynikłe z nich straty. Służą temu m.in. inwestycje w retencję: małe i duże zbiorniki retencyjne, mądrze prowadzona melioracja, zalesianie terenów, poldery itp. Rozsądek nakazuje też unikać zabudowy terenów zalewowych.

W początkach XX w. hydrolodzy ostrzegali, że obszar Polski jest zagrożony stepowieniem. Powinno to pobudzić władze publiczne do szczególnej staranności w gospodarce wodnej. Winna z niej uczynić jeden z priorytetów administracji państwowej. Tak się nie stało.

Woda niskiej rangi

Zaniedbania w tej dziedzinie odziedziczyliśmy po komunizmie. Zanieczyszczenie wód osiągnęło wtedy poziom zagrażający biologicznemu zdrowiu ludności. Przemysł ciężki wymagał rozwoju energetyki; tę oparto na węglu brunatnym pozyskiwanym, kosztem poziomu wód gruntowych, z kopalń odkrywkowych. Odwadnianie gleby dla zwiększania areału ziemi rolnej też prowadziło do wzrostu deficytu wody. Szczytem nonsensu był program osuszania unikatowego obszaru bagien w otoczeniu Biebrzy w latach 70. Najkrótszy rozdział „O duchu praw" Monteskiusza nosi tytuł „O istocie despotyzmu" i składa się z dwóch zdań: „Kiedy dziki w Luizjanie chce zjeść owoc, ścina drzewo u korzeni i zrywa owoc. Oto istota despotyzmu". Niszczenie jest działaniem nieskończenie łatwiejszym od tworzenia.

W ostatnich 30 latach sytuacja nie uległa poprawie. O wodzie rządzący przypominają sobie przy okazji powodzi lub suszy. Parokrotne zmiany w systemie zarządzania gospodarką wodną były działaniem pozornym. Nie krył się za tym żaden kompleksowy program rozwiązania kwestii deficytu wody. Do ostatnich inicjatyw należy ustawa – Prawo wodne z 2017 r. Na jej mocy w 2018 r. powstało Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, podległe Ministerstwu Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Zadaniem przedsiębiorstwa jest eksploatacja, na zasadach ekonomicznych, wód powierzchniowych. Na zasób wodny kraju składają się jednak obok wód powierzchniowych wody gruntowe i głębinowe. Te ostatnie podlegają Ministerstwu Środowiska. Można zasób wody podporządkować różnym działom administracji, ale jego elementy stanowią jedną całość. Nie ma zaś instytucji, która obejmowałaby całość zagadnienia. Woda nie uzyskała dotąd formalnie rangi zasobu strategicznego.

Opinię publiczną mało interesuje jedna z cech charakterystycznych III RP – ograniczona zdolność tworzenia i realizacji strategicznych programów społeczno-gospodarczych. Jeżeli jakiś rząd podjął taką próbę, co zdarzało się rzadko, następny – lub jeden z następnych – ją niszczył. Z punktu widzenia przyszłości Polski jest to problem krytyczny, powodujący marnowanie środków na ogromną skalę.

Reformę służby zdrowia przeprowadzoną przed laty przez rząd Jerzego Buzka zniszczyła ekipa Leszka Millera, czego dotąd ponosimy skutki. Likwidacji nierentownych kopalń i ograniczeniu zatrudnienia w górnictwie węgla przez rząd AWS–UW rząd SLD–PSL przeciwstawił przywrócenie górnictwu jego poprzedniej rangi. Klęskę poniosły kolejne próby budowy profesjonalnej służby cywilnej, przy walnym zresztą udziale rządów PiS.

Nikt nikogo nie rozlicza

Gospodarka wodna należy do licznych przykładów strategicznej niewydolności państwa. Politycy nie mają motywu do podejmowania długofalowych inicjatyw. Ich horyzont myślenia to od wyborów do wyborów. Sprawia to też mechanizm selekcji ludzi do polityki; przynosi to łatwy pieniądz i szansę na wejście do biznesu. Wystarczy lojalność wobec notabli partyjnych. Partie skolonizowały państwo, a poprzez spółki Skarbu Państwa także gospodarkę. Politycy nie mają motywacji, by reformować tak dla nich łaskawe instytucje.

Słabość mechanizmów rozliczania rządzących z ich błędów prowadzi do braku dbałości o jakość. Nikt nikogo z niczego nie rozlicza. Politycy nie muszą więc brać pod uwagę konsekwencji swych działań. Najwięksi szkodnicy pozostają w grze o stanowiska publiczne. Skoro nie ma rozliczenia, to brak też motywu, by monitorować efekty wdrażanych zmian, poprawiać błęd lub szukać możliwości poprawy. Wystarczy nazwać to, co się robi, „dobrą zmianą".

Mało mnie obchodzi, która partia rządzi, kto zostanie prezydentem, kto komu nogę w polityce podstawi. Obchodzi mnie, jak mechanizm polityczny tworzy priorytety państwa, jakie działania i z jakim skutkiem podejmują rządy na rzecz ich realizacji. Z perspektywy obywatela ważne jest, by mieć „inteligentne państwo", a miarą inteligencji państwa jest zdolność do racjonalnego gospodarowania zasobami ludzkimi i materialnymi.

Prof. Antoni Z. Kamiński

– socjolog, Instytut Studiów

Politycznych PAN

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA