fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Bartłomiej Sienkiewicz: Przyszłość zdobywa się odwagą

materiały prasowe
Platforma powinna być liderem zmian. A przede wszystkim nie bać się swojej drogi, swojej wyrazistości – pisze kandydat na przewodniczącego PO.

Wybory na przewodniczącego PO to pierwszy od wielu lat moment, w którym można „na ubitej ziemi" prowadzić dyskusję o przyszłości Platformy. Wcześniej były inne priorytety: a to nie należało przeszkadzać w krytycznym momencie roku 2015, a to trzeba było być „jak jedna pięść" wobec pisowskiej nawały i tak dalej. Teraz nie ma wymówki, czas jest krótki, zaledwie dwa tygodnie, ale warto.

Za nami kampania wyborcza do parlamentu, przed nami kampania prezydencka. Każdy, kto brał udział w wyborach, zderzał się z tym samym problemem w kontakcie z wyborcami: kim jesteśmy? Już nie partią władzy, a liberalizm opluty przez rządowe szczujnie schowaliśmy jak niechciane dziecko. Przywódcy PO i kandydaci na przywództwo mówią o partii centrum, czyli trochę lewicowej, trochę konserwatywnej, partii wszystkich. Problem w tym, że partia wszystkich łatwo może przejść w partię nikogo. Idzie czas polityki tożsamościowej, wyrazistej, takiej, która wie, na jakich wyborcach jej zależy i co ma im do zaoferowania. I niech nas nie zmyli niemiecka CDU/CSU – ostania partia szerokiego frontu, tzw. partia ludowa. Wyłącznie niezniszczalności i popularności Angeli Merkel zawdzięcza swoją „ludowość".

Nie ma powrotu

Jednym z problemów Platformy jest też unoszący się nad nią cień Donalda Tuska. Nie dlatego, że chce przejąć władzę – wyrazistymi deklaracjami i czynami powiedział dobitnie, że nie ma powrotu do starych czasów. Wielkość Tuska polega m.in. na tym, że zrozumiał szybciej niż inni, że nie ma powrotu do sytuacji sprzed lat pięciu, bo od tego czasu zmieniło się w Polsce i na świecie wszystko. Przyszłość PO to zdolność zrozumienia tego, że nigdy nie będziemy PiS-em – z jego wodzowskim systemem, karnością i jednorodnością przekazu. Tego nie da się zrobić, na szczęście. Bo PO gromadzi ludzi wolnych, sceptycznych, nieprzyjmujących argumentów „z autorytetów", z silnym instynktem demokratycznym i republikańskim.

To nie są wyborcy PiS, to są nasi wyborcy. Więc każda forma partii wodzowskiej (poza Tuskiem, ale jak to było opisane wyżej – minęło) nie odpowiada naturze naszego elektoratu. PO trzeba zdemokratyzować, nie może być partią wyłącznie aparatu, bo umrze. Przyszłością partii jest włączanie ludzi w aktywność społeczną na poziomie gmin, powiatów, i nie tyle nachalną ofensywą propagandową, ale byciem akuszerami działań wszystkich, którzy w państwie PiS się duszą. To jest realizacja obywatelskości w praktyce, to nasze posłanie dla Polaków, szczególnie tych młodych i aktywnych. Powinniśmy dawać granty młodym w powiatach na działalność społeczną, powinniśmy korzystać z doświadczeń ludzi w terenie w dotarciu do elektoratu, a nie tylko tworzyć centralny przekaz dla wszystkich wyobrażonych wyborców. Nie ma jednej kampanii wyborczej – od Helu do Zakopanego.

Jednocześnie nie można myśleć o sukcesie wyborczym, jeśli ustępuje się przed dwoma smokami. Pierwszy to przewaga medialna PiS – owe niezliczone kłamstwa, manipulacje, i co tu dużo mówić – propaganda jak z faszystowskich wzorów, której celem jest zohydzenie przeciwnika, jego dehumanizacja, wykreślenie z życia publicznego. Obciążanie PO rzekomymi „złodziejstwami" dramatycznie kontrastuje z obecną praktyką rządzących, którzy coraz wyraźniej przypominają układ mafijny zdobywający dochody za pomocą państwa. Drugi smok to niezależne media: antypisowskie i waleczne. Ale równocześnie niekiedy chcące decydować, kto ma być kandydatem opozycji na prezydenta, czy przywódca ma ustąpić i jaką partią ma być PO. Tyle że to nie media wygrywają wybory. Wygrywają partie, które mogą nawiązać porozumienie z wyborcami, zdobyć ich zaufanie, to nie to samo, co kupno gazety. PO uległa w ostatnich czasach tym dwóm smokom, nie broniła swojego dorobku należycie i drżała, co o niej napisze jeden czy drugi Wielki Redaktor. Co zresztą odbijało się w programowych propozycjach – czasami od ściany do ściany.

Potrzebujemy nie tylko nowego przywództwa, potrzebujemy odwagi. Odwagi działania wbrew smokom, odwagi bronienia swoich racji. Ale to można osiągnąć tylko wtedy, kiedy wiemy, czego bronimy, albo – co jeszcze ważniejsze – czego chcemy dla Polski jutra. Jak pokazali nam wyborcy – bycie anty-PiS-em już nie wystarczy. Pokazali to w wyborach parlamentarnych i brakiem przyrostu nowego elektoratu. Nowi wyborcy zasilili za to inne partie opozycyjne, mniejsze i słabsze od PO.

Polska w ciągu ostatnich trzech dekad odniosła sukces niemający odpowiednika w ostatnich trzech wiekach, a teraz ten okres niebywałego 30-lecia jest zohydzany i pokazywany jako klęska. Idzie w Polsce socjalizm, czy to narodowy (PiS), czy socjalizm nowej lewicy. Platforma musi bronić Polski przed socjalizmem. Inaczej zatrzymają się motory wzrostu, zabraknie pieniędzy na rozwój i programy socjalne, bo przecież ktoś te pieniądze musi wypracować. Przepadnie dorobek całego pokolenia Polaków.

Obrona wolnego rynku, przedsiębiorców i siły konkurencji gospodarczej nie musi oznaczać bezdusznego liberalizmu. To PiS za pomocą mundurowych wykręcał ręce protestującym matkom niepełnosprawnych dzieci w Sejmie i spowodował wzrost ubóstwa przez ostatnie cztery lata. To PiS i lewica patrzą na przedsiębiorców jak na złodziei lub dawców podatków w nieskończoność. Mamy obowiązek być rzecznikami słabych i małych, pilnując równocześnie zasad wolnego rynku i państwa prawa. Mamy obowiązek być z przedsiębiorcami, którzy na co dzień decydują o sile polskiej gospodarki.

A nade wszystko Platforma musi mieć odwagę patrzyć w przyszłość i nie bać się formułować wizji, które mogą znaleźć szerokie poparcie. Takiego programu, który połączy rolnika spod Daleszyc z profesorem z Warszawy. To, co ich łączy, niejednokrotnie ponad podziałami, to niechęć do polityki wdzierającej się w życie prywatne wszystkich. Polityki dyktującej, kiedy mamy robić zakupy, wchodzącej ludziom do łóżek, chcącej regulować wszystko. Polityki, która swoimi sporami podzieliła polskie rodziny. Często polityki splecionej z interesami Kościoła w jeden węzeł, zaciskający się na wolnościach obywatelskich.

Twardy liberalizm

Jeśli wolność ludzka jest w centrum naszej aksjologii, powinniśmy się temu przeciwstawić, ograniczyć politykę pożerającą państwo i społeczeństwo. Nałożyć na politykę kaganiec, zanim ona założy kaganiec wszystkim Polakom – stopniowo, niedostrzegalnie, miesiąc po miesiącu. Sami byliśmy i jesteśmy jej częścią i dlatego potrafimy się temu przeciwstawić. W ostatnim czasie rządzący wprowadzili kilkadziesiąt regulacji prawnych dotyczących przedsiębiorczości, ale ani jednej ograniczającej wszechwładzę polityki. Powinniśmy zabrać polityce zabawki, którymi degeneruje życie społeczne i reguły państwa demokratycznego. Sprywatyzować spółki Skarbu Państwa – zyski z własności państwowej nie rekompensują destrukcji, jaką spółki te powodują jako miejsce łupu. Zlikwidować media publiczne, bo one są nie do naprawy. Stworzyć system przełamywania „szklanych sufitów" – bo do tej pory są one przełamywane tylko przez ludzi partii politycznych. Przywrócić klarowne zasady odpowiedzialności polityków za ich zaniechania i działania szkodliwe, powołać służbę cywilną niepodlegającą kolejnym wyborom politycznym. PO powinna być liderem tych zmian. Jeśli to właśnie liberalizm, to mamy być twardymi liberałami i nie wstydzić się tego. A przede wszystkim nie bać się swojej drogi, swojej wyrazistości. Symbolem tego lęku było zamknięcie dla mediów debaty kandydatów na przewodniczącego PO. A przecież to dotyczyło partii, na którą głosuje prawie jedna trzecia czynnych wyborców. Przyszłość zdobywa się odwagą, a nie wyrachowaniem czy lękiem.

Wierzę, że taką odwagę jesteśmy w stanie pokazać, wierzę w odwagę Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jako kandydatki na prezydenta Polski. Jej wygrana oznaczać będzie nie tyle pokonanie Andrzeja Dudy i PiS-u, ile stworzenie ośrodka władzy jakże odmiennego od obecnego układu rządzącego Polską. Ośrodka władzy wytrwale sklejającego wspólnotę Polaków, pokazującego, że polityka nie musi być oparta na nienawiści i wykluczaniu z polskości. To są nasze wyzwania, to powinien być nasz cel – nie zmieniać Polaków, jak chcą inni, ale zmienić polską politykę. Bo to ona jest dziś główną barierą rozwoju naszego kraju.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA