fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Bramorski: „Nie mówię nie, i nie mówię tak”…

adobestock
Te przerażające słowa biskupa kaliskiego Edwarda Janiaka, pytanego wprost o dobrze mu znaną sprawę molestowania dwóch nieletnich braci (7-mio i 13-to latka) przez podległego mu księdza, dołączą do zbioru niechlubnych wypowiedzi hierarchów polskiego Kościoła, które padły w ciągu ostatniego roku w kontekście przypadków pedofilii wśród księży.

Wpisują się one w dominującą ciągle po kościelnej stronie narrację: przewodniczącego KEP, abp Stanisława Gądeckiego, który nawet podczas specjalnej konferencji prasowej poświęconej prezentacji stwierdzonych przypadków pedofilii wśród polskich księży starał się relatywizować problem, sugerując istnienie w tej sprawie „niewiadomych intencji pewnych ośrodków”, by w końcu stwierdzić: „Co z tego, że my zlikwidujemy problem pedofilii w Kościele, jeśli on będzie w społeczeństwie?” czy wtórującego mu abp Marka Jędraszewskiego, dla którego ważniejsze było podkreślenie potrzeby okazywania miłosierdzia sprawcom, niż wyrażenie skruchy i przeprosin za krzywdy i cierpienia ofiar przestępców w sutannach. Takie wypowiedzi zdominowały niestety wypowiadane – to prawda - wyrazy ubolewania i zapewnienia o „nieskazitelnej stanowczości”, która jakoby miała być właściwsza od postulowanej wobec sprawców molestowania nieletnich zasady „zero tolerancji”. Nie zmyły ich też - z pewnością szczere - deklaracje Prymasa Polski. Abp Polak, którego twarz podczas wspomnianej konferencji prasowej zdawała się wyrażać zdumienie tonem wypowiedzi jego kolegów i cierpienie z powodu ich treści, zdobył się na podziękowanie dla osób mających odwagę opowiedzieć o swoim cierpieniu i przeproszenie ich za każdą ranę, zadaną w imieniu Kościoła.

Czytaj także komentarz Tomasza Krzyżaka "Koniec tej zabawy"

Cytowane słowa bpa Janiaka padają w udostępnionym dzisiaj publiczności drugim filmie Tomasza i Marka Sekielskich, poruszającym temat pedofilii w Kościele. „Zabawa w chowanego” po roku od opublikowania „Tylko nie mów nikomu” po raz drugi brutalnie konfrontuje odbiorców z przerażającą, wewnątrzkościelną rzeczywistością. O ile pierwszy film braci Sekielskich dla wielu widzów był trudny do obejrzenia ze względu na nagromadzenie wstrząsających relacji ofiar i ich zestawienie z bagatelizującymi czy wręcz oskarżycielskimi wypowiedziami sprawców i ich popleczników w sutannach – o tyle dzisiejsza premiera koncentruje się na tuszowaniu pedofilskich skandali przez przełożonych. Można dyskutować, czy wybrana przez autorów konwencja skoncentrowania się na praktycznie jednym przypadku, na krętactwie, fałszu i łamaniu prawa (co najmniej kościelnego) przez jednego biskupa, jest najwłaściwsza i najbardziej dobitna, czy nie warto było rozwinąć choćby zaznaczonych w filmie wątków przynajmniej dwóch innych diecezji, a także np. roli arcybiskupa Głodzia w unikaniu wyjaśnienia zarzutów wobec ks. Jankowskiego, kluczenia z gdańską komisją – widmo i okłamywania domagającej się sprawiedliwości ofiary – co stanowiłoby rozwinięcie jednego z wątków pierwszego filmu. Jednak pod takim czy innym kątem – Sekielscy podnoszą dziś problem systemowy.

W polskim podejściu do pedofilii w Kościele przez ostatni rok trochę – choć ciągle za mało – się zmieniło. Powstały inicjatywy oddolne, wypełniające pustkę zaniedbań Kościoła instytucjonalnego – jak warszawski telefon zaufania „Zranieni w Kościele”, dopiero po jakimś czasie dostrzeżony i objęty wsparciem przez episkopat. Powstało Biuro Delegata KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży, powstała kościelna fundacja św. Józefa, finansowana przez wszystkie diecezje, której zadaniem jest pomoc skrzywdzonym. Podjęto specjalistyczne szkolenia delegatów diecezjalnych i zakonnych, którzy są osobami pierwszego kontaktu dla pokrzywdzonych zgłaszających swoje sprawy instytucjom kościelnym. To, co się nie zmieniło - to instytucjonalna zmowa milczenia, nakazująca ukrywanie niewygodnej prawdy wewnątrz kościelnych struktur, choćby za cenę łamania prawa czy papieskich norm i nakazów. To właśnie pokazuje casus biskupa Janiaka, który – jak wynika z obrazu – mimo liczonego w latach upływu czasu, znanego mu przypadku molestowania nieletnich przez księdza swojej diecezji nie zgłasza ani prokuraturze, ani Stolicy Apostolskiej. Takie zachowanie biskupa sankcjonuje postępowanie jego podwładnych. Gorzko wybrzmiewają w filmie słowa Jakuba mówiącego o swoim prześladowcy: „Zachowuje się jak jego biskup. Myśli, że jak się schowa, to będzie wszystko w porządku”. To ta sama taktyka, którą stosuje abp Głódź, unikający jasnego zajęcia stanowiska, byle tylko bez „skalania się sprawą” dotrwać do bliskiej już emerytury. Jak ujmuje to w cytowanym w filmie kazaniu ks. Jacek Prusak: „jak w spokoju dotrwają do emerytury, to im się coś udało”.

Najbardziej palącym problemem wydaje się być zatem nadal zmiana mentalności. Co ciekawe, zarówno po stronie kościelnej, jak i państwowej istnieją odpowiednie procedury i regulacje prawne, których respektowanie spowodowałoby, iż podobne przypadki nie mogłyby mieć miejsca. Poważne wątpliwości budzi natomiast ich stosowanie. Po tym, jak abp. Gądecki pod różnymi pretekstami unikał udostępnienia prokuraturze akt procesu kanonicznego oskarżonego o pedofilię ks. Krzysztofa G., nadrzędna jednostka prokuratury szybko przywołała do porządku prokuratora prowadzącego postępowanie, skutecznie odwodząc go od pomysłu wydobycia potrzebnych dokumentów z czeluści poznańskiej kurii. Światło dzienne ujrzała też za sprawą dziennikarzy instrukcja Biura Prezydialnego Prokuratury Krajowej RP, przywołująca na 4 stronach mnóstwo potencjalnych przeszkód w żądaniu dokumentów od agend kościelnych, by w konkluzji zobowiązać prokuratorów do informowania centrali o przypadkach planowanego (!) wystąpienia do kościołów o udostępnienie dokumentów czy też zażądania ich w trybie art. 217 kpk. Po stronie kościelnej z kolei, mimo jednoznacznej treści przepisów wydanych przez papieża Franciszka w grudniu 2019 r., nadal pokutuje nie tylko niechęć do współpracy z organami państwa, lecz także nawyk utrzymywania w tajemnicy nawet tych informacji, do których uprawnione osoby powinny mieć dostęp. Papieski reskrypt zniósł przecież tzw. „sekret papieski” w sprawach nadużyć wobec nieletnich, przemocy na tle seksualnym oraz pornografii dziecięcej stwierdzając m.in., iż należyta w tak delikatnych sprawach urzędowa poufność nie może ograniczać realizacji obowiązków wynikających z prawa państwowego, w szczególności dotyczących zgłaszania oraz wykonywania egzekwowalnych postanowień władz państwowych. Papieska regulacja wzmocniła pozycję ofiary przestępstwa w procesie kanonicznym. Skrzywdzony może teraz poznać treść wyroku w dotyczącej go sprawie. Uregulowała także współpracę z organami państwa. Dokumentacja postępowania kanonicznego zwolniona spod tajemnicy papieskiej może być przekazywana władzom w celu ścigania sprawcy. W Polsce w zamian ukazała się natomiast ściśle poufna instrukcja dla diecezji i prowincji zakonnych, by przypadki pedofilii zgłaszać prokuraturze wyłącznie na poziomie krajowym, pomijając bezpośrednio właściwe w takich sprawach jednostki niższego szczebla…

Polskim biskupom daleko jest nadal do ich kolegów w innych krajach. Episkopat Niemiec, powołując specjalne komisje do badania przypadków pedofilii w tamtejszym Kościele, powierzył w nich kluczowe zadania świeckim specjalistom, oddając im do zbadania kościelne archiwa i powierzając przygotowanie niezależnego raportu. Pod koniec kwietnia 2020 roku doszło do podpisania porozumienia pomiędzy Niemiecką Konferencją Biskupów a Niezależnym Pełnomocnikiem Rządu Federalnego do spraw seksualnego wykorzystania dzieci. Gwarantuje ono wdrożenie we wszystkich niemieckich diecezjach jednolitych standardów wyjaśnienia przypadków wykorzystania seksualnego nieletnich. Niemieccy biskupi podkreślili swoją ostateczną, niezmienną i wiążącą decyzję niezależnego wyjaśnienia nadużyć seksualnych we wszystkich zakresach aktywności Kościoła i zobowiązali się stworzyć warunki finansowe i organizacyjne do prac diecezjalnych komisji, które mają bezwzględnie kierować się kryteriami transparentności, jednolitości postępowań oraz wrażliwości na potrzeby osób dotkniętych nadużyciami. Również przewodniczący Konferencji Episkopatu Australii, abp Mark Coleridge, podkreślił na początku kwietnia b.r. – tuż po uniewinnieniu kard. Georgea Pella od zarzutów pedofilii przez tamtejszy Sąd Najwyższy - niezłomne zaangażowanie australijskich biskupów przeciwko wykorzystywaniu dzieci i młodzieży, w szczególności poprzez natychmiastowe zgłaszanie każdego przypadku nadużyć władzom państwowym.

Na tym tle niepokojąco wygląda sytuacja nad Wisłą: od sierpnia 2019 r. nie powołano uchwalonej wówczas komisji d.s. pedofilii, w skład której mieli wejść reprezentanci Sejmu (3), Senatu, prezydenta, premiera i Rzecznika Praw Dziecka (po 1 przedstawicielu), będący specjalistami w zakresie prawa, medycyny i psychologii. Obecnie z nieznanych przyczyn Sejm postanowił w miejsce specjalistów dopuścić do członkostwa w komisji – obok doktorów habilitowanych, profesorów, nauczycieli akademickich – także osoby odznaczone orderami cywilnymi, wojskowymi oraz odznaczeniami – np. za długoletnią służbę, Krzyżem Niepodległości czy Gwiazdą dla kombatantów polskich misji wojskowych. W jaki sposób otrzymanie tych odznaczeń poświadcza posiadanie kompetencji do zajmowania się przypadkami pedofilii, nie wyjaśniono. Podobnie jak związku tej zmiany z pandemią COVID-19 – bo przepisy, o których mowa, znalazły się w tzw. „tarczy antykryzysowej 3.0”…

Czy „Zabawa w chowanego” spowoduje zakończenie specyficznych gier, prowadzonych wokół dramatycznych przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich przez księży, ukrywających ich biskupów i nadmiernie delikatne wobec przestępców w sutannach władze państwowe? Czy gotowy zestaw dowodów na postępowanie biskupa kaliskiego wbrew jednoznacznym papieskim dyrektywom spowoduje jego przykładną dymisję, której w wywiadzie dla jednej z rozgłośni radiowych oczekiwał Tomasz Sekielski, a która – po upartym trzymaniu się stołka przez skompromitowanego abpa Głodzia - przywróciłaby wiarygodność kościelnym hierarchom? Czas pokaże. Pokaże też, czy polski episkopat przypomni sobie o Mateuszowym „tak tak, nie nie”, czy nadal będzie próbował w oczywistych, domagających się ewangelicznego radykalizmu sprawach lawirować pomiędzy „ani nie, ani tak”…

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA