fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Mateusz Piskorski: Nie byłem szpiegiem

Mateusz Piskorski
Fotorzepa, Dorota Awiorko Klimek
Aresztowany od wielu miesięcy Mateusz Piskorski, lider partii Zmiana, zaprzecza, jakoby prowadził działalność szpiegowską.

Kilka dni temu dziennikarz „Rzeczpospolitej" otrzymał ocenzurowany przez prokuratora z Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej list od Mateusza Piskorskiego. Przebywający aktualnie w Areszcie Śledczym na warszawskim Służewcu Piskorski żali się w nim, że stał się ofiarą PiS.

Zatrzymany stwierdza też w liście, że postawione mu 18 maja 2016 r. przez Prokuraturę Krajową zarzuty „nie wiążą się w żaden sposób z określonym w art. 130 kodeksu karnego przestępstwem szpiegostwa". „W zarzutach tych mowa jest natomiast wprost o rzekomym „manipulowaniu" przeze mnie opinią publiczną, a zatem dotyczą one prowadzonej przeze mnie działalności politycznej i eksperckiej (...) Nawet przyjmując istnienie inspiracji zewnętrznych, czego w moim przypadku nie sposób stwierdzić – tego rodzaju aktywność nie jest w Polsce penalizowana" – pisze Piskorski.

W prokuraturze udało nam się potwierdzić, że list jest autentyczny, napisany przez Piskorskiego. Komentarza do podnoszonych przez niego sugestii jednak nie uzyskaliśmy.

Piskorski to jak na razie jedyny polityk w III RP podejrzewany o szpiegostwo. Ten były rzecznik lidera Samoobrony Andrzeja Leppera i założyciel prorosyjskiej partii Zmiana został zatrzymany przez ABW w połowie maja 2016 r. Co symptomatyczne, pierwszy informację o jego zatrzymaniu podał rosyjski portal Newsbalt.ru. Śledczy nie ujawnili dotychczas stawianych mu zarzutów. Postępowanie prowadzone w tej sprawie jest ściśle tajne.

Od momentu zatrzymania sprawą interesują się rosyjskie media, w tym kremlowska tuba – Radio Sputnik. Niedawno podało ono informację o przedłużeniu aresztu dla Piskorskiego przez sąd do 18 maja 2017 r. Jego zwolennicy twierdzą, że jest on „pierwszym polskim więźniem politycznym".

Piskorski stworzył Zmianę na początku 2015 r. Program partii jest lewicowy i antyamerykański. W styczniu Zmiana protestowała przeciwko obecności wojsk amerykańskich w Polsce.

„Rzeczpospolita" w poprzednim roku ujawniła, że gloryfikowanie przez tę partię Putina spowodowało, że Piskorskim zainteresowały się polskie służby już za czasów Platformy. Uważany był za tzw. rosyjskiego agenta wpływów, który za pieniądze uprawia propagandę na rzecz Kremla. Piskorski był obserwatorem m.in. wyborów prezydenckich w Rosji oraz na Białorusi, a także głosowania w Gagauzji oraz Naddniestrzu. Wyjeżdżał też na okupowany przez Rosję Krym.

Fundusze do Piskorskiego trafiać miały poprzez Eurazjatyckie Obserwatorium Demokracji i Wyborów (EODE) z Brukseli. Specjalizuje się ono w kontaktach z krajami byłego ZSRR oraz innymi państwami, gdzie Rosja ma swoje interesy. Fundacją kieruje belgijski polityk Luc Michel.

 

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA