fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Szkolenia z zagrożeń terroryzmem przed ŚDM: CBA rozbija układ

Szkolenia z zagrożeń terroryzmem kolej robiła w ramach przygotowań do Światowych Dni Młodzieży (na zdj. młodzież na dworcu w Bydgoszczy).
Fotorzepa, Roman Bosiacki
PKP za 2 mln zł zleciły ochronę dworców prywatnej spółce. Policja zrobiłaby to za darmo.

Agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali wczoraj pięć osób, które miały wyłudzić blisko 2 mln zł z PKP SA za rzekome szkolenia z zagrożeń terroryzmem bombowym przed Światowymi Dniami Młodzieży. Wypłatę całości wynagrodzenia w ostatniej chwili zablokował minister infrastruktury Andrzej Adamczyk i to on złożył zawiadomienie o podejrzeniu działania na szkodę spółki. Ale CBA już wcześniej przyglądała się temu zleceniu. Dlaczego?

W maju ubiegłego roku koleje podpisały kontrakt z warszawską spółką Sensus Group na szkolenia z zagrożeń terroryzmem bombowym. Kontrakt o wartości 1,9 mln zł netto wzbudził kontrowersje nie tylko dlatego, że Sensus Group dostała go bez przetargu. Wątpliwości budziły też powiązania spółki z ówczesnymi szefami służb: Biura Ochrony Rządu Andrzejem Pawlikowskim i Agencji Wywiadu Piotrem Małeckim (obaj w niejasnych okolicznościach odeszli już ze stanowisk). Właścicielem spółki jest bowiem Sławomir W. – znajomy Pawlikowskiego i Małeckiego z firmy doradczej z zakresu bezpieczeństwa Binase.

Niespełna trzy miesiące po zawarciu kontraktu „Gazeta Wyborcza" informowała, że spółka nie jest znana w branży, nie ma nawet strony internetowej. Rzeczniczka PKP zapewniała jednak, że doświadczenie Sensus Group „oraz osób w niej zatrudnionych było przedmiotem weryfikacji po stronie PKP SA".

Jednak z ustaleń CBA wynika, że rzeczniczka mijała się z prawdą. Jak nieoficjalnie dowiedziała się „Rzeczpospolita", Sensus Group powstała dopiero trzy dni po złożeniu oferty na szkolenie dla PKP. A wieloletnie doświadczenie wykazała, bo jej właściciel odkupił udziały w nieaktywnej spółce wydawniczej Best zarejestrowanej w 2004 r. i zmienił nazwę na Sensus.

– Ani spółka, ani W. nie zajmowali się wcześniej zabezpieczeniem pirotechnicznym i nie powinni zostać wybrani do realizacji tej umowy. To rola policji i ABW – mówi nam osoba znająca kulisy śledztwa.

CBA sprawdziło też zakres umowy i jej realizację. – Szkolenia oraz zabezpieczenie pirotechniczne były w dużej części fikcją. Na jednym z dworców postawiono tylko jedną bramkę pirotechniczną, choć wejść było 15. Szkolenia były pogadankami – mówi nasz rozmówca.

Dodaje też, że ani w sprawie szkoleń, ani zabezpieczenia dworców PKP nie zwracała się do policji, a ona zrobiłaby to za darmo, w ramach specjalnych uprawnień, które dostała na czas ŚDM.

Sprawa, jak twierdzą śledczy, jest rozwojowa. CBA przeszukiwało w czwartek mieszkania i gabinety członków zarządu Polskich Kolei Państwowych, którzy wyrazili zgodę na podpisanie umowy.

Wśród zatrzymanych jest Robert T., funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu, i Krzysztof K., dyrektor ds. bezpieczeństwa w PKP, oraz właściciele dwóch spółek, które miały realizować umowę z kolejami.

– Podejrzani o wyłudzenie środków nie przyznali się do winy – mówi prok. Michał Dziekański, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Zdaniem śledczych kontrakt dla firmy Sławomira W. załatwił Robert T., były pirotechnik. Kilka lat temu odszedł on z BOR, ale wrócił ściągnięty przez Andrzeja Pawlikowskiego, szefa formacji na początku rządów PiS. Robert T. pracował w gabinecie Pawlikowskiego. Co dokładnie robił – nie wiadomo. Nie udało nam się dowiedzieć, czy został zawieszony w czynnościach.

Andrzej Pawlikowski pod koniec stycznia tego roku złożył dymisję. Jako powód podał przyczyny zdrowotne. Dwa tygodnie wcześniej był przesłuchiwany w śledztwie w sprawie kontraktu z PKP jako świadek z tzw. pouczeniem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA