Podczas wczorajszej konferencji prasowej Trump zapowiedział "zwiększenie liczebności federalnych służb bezpieczeństwa w amerykańskich społecznościach nękanych brutalną przestępczością".
Trump, do którego podczas konferencji dołączył Prokurator Generalny William Barr, ogłosił rozszerzenie programu "Operacja Legenda" na kolejne miasta, w ramach zwiększenia wysiłków władz federalnych podjętych w celu zwalczania przemocy.
W ramach tego programu do Albuquerque w Nowym Meksyku wysłanych zostanie 35 funkcjonariuszy, a do Chicago - 200. W tym ostatnim mieście w bieżącym roku w strzelaninach zginęło 400 osób, a ostatnia z nich miała miejsce wczoraj. Na początku lipca również w strzelaninie rannych zostało 87 osób, zginęło 17, w tym dzieci.
Funkcjonariusze trafili już do Kansas City, gdzie 29 czerwca podczas snu zastrzelony został 4-letni chłopiec, LeGend Teliferro. To od jego imienia nazwano "Operację Legenda".
Burmistrzyni Chicago Lori Lightfoot i gubernatorka Nowego Meksyku Michelle Lujan Grisham, obie Demokratki, z zadowoleniem przyjęłyby pomoc federalną, gdyby miała ona pomóc lokalnym organom ścigania w działaniach policyjnych i utrzymania bezpieczeństwa publicznego. Obydwie odrzuciły wykorzystanie agentów federalnych do tłumienia protestów w Portland w stanie Oregon, twierdząc, że takie działania spotkałyby się z postępowaniem prawnym.
"Nie potrzebujemy wojsk federalnych, nie potrzebujemy tajnych agentów" - napisała Lightfoot.
"Jeśli administracja Donalda Trumpa chce zantagonizować Nowych Meksykanów i Amerykanów autorytarnymi, niepotrzebnymi i niemożliwymi do wytłumaczenia represjami w wojskowym stylu, to nie ma żadnego interesu w Nowym Meksyku” - napisała Michelle Lujan Grisham w oświadczeniu. Z kolei Donald Trump ma nadzieję, że zdecydowana walka z przestępczością wzmocni jego pozycję przed listopadowymi wyborami prezydenckimi i rywalizacją z Joe Bidenem.
Jednak ta inicjatywa grozi wzrostem napięcia i zaognieniem i tak już trudnej sytuacji po zamordowaniu przez policjanta podczas interwencji Afroamerykanina George'a Floyda. Ta śmierć spowodowała gwałtowne protesty społeczne nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Przeciwko brutalności policji protestowali mieszkańcy wielu miast na świecie.
Mimo to prezydent Trump kładzie nacisk na podejście policji i wojska do protestów po śmierci Floyda, chwaląc ich skuteczność.
- Czekamy, aż burmistrz Lightfoot oraz inni burmistrzowie i gubernatorzy zadzwonią do nas. Jesteśmy gotowi, chętni i zdolni do wejścia do ich miast z wielka siłą - powiedział Trump.