fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Afera podkarpacka: Sutenerzy ograli polski wymiar sprawiedliwości

adobestock
Bracia Aleksiej i Jewgenij R. ograli polski wymiar sprawiedliwości. Wzięli go na „skruchę". A handlem kobietami i sutenerstwem trudnili się w Polsce od lat 90.

W zadziwiający sposób Ukraińcy z polskim obywatelstwem wychodzą z każdej opresji, a polska prokuratura i sąd nie potrafią sobie z nimi poradzić. Choć wiedziały, że Aleksiej i Jewgenij R. byli już w Polsce karani za handel kobietami i sutenerstwo, to skazując ich w ubiegłym roku, nie wzięły tego pod uwagę. Powód? Doszło do zatarcia pierwszego skazania.

Szkopuł w tym, że bracia R. trudnili się procederem nieprzerwanie od lat 90., czyli praktycznie cały czas od przyjazdu do Polski. Nie zaprzestali go nawet po tym, gdy w 2005 r. zostali skazani. Uznanie ich rzekomej „skruchy" w zastosowaniu niskiego wyroku brzmi jak ponury żart.

Bez dnia przerwy

O bulwersującej sprawie braci R. „Rzeczpospolita" pisze od ponad miesiąca. To w ich agencjach towarzyskich na Podkarpaciu mieli się spotykać wpływowi klienci i to stąd ma pochodzić sekstaśma polityka, którą miał zdobyć Wojciech J., były agent CBA (taśmy dotąd nie znaleziono). Przez lata R. byli pod ochroną polskich służb, które przez palce patrzyły na ich lewy biznes. A kiedy w 2016 r. bracia wpadli, śledczy uznali, że zasługują na nadzwyczajne złagodzenie kary, bo „przyznali się do popełnienia czynów, wyrazili skruchę oraz naprawili szkodę wyrządzoną pokrzywdzonym handlem ludźmi" – tłumaczyła nam prokuratura.

Także sąd w Tarnowie potraktował R. łagodnie – za udział i kierowanie grupą przestępczą żyjącą z prostytucji skazał ich w 2018 r. tylko na rok i półtora roku kary. Do tego Aleksieja przedterminowo zwolnił, darując mu cztery miesiące, bo dawał pozytywną prognozę kryminologiczną – „płacił alimenty i pracował".

Z wyroku, który posiadamy, wynika, że R. nie byli karani. Byli, tyle że poprzedni wyrok się zatarł. O tym, że bracia R. mają na koncie już jedno skazanie – za te same czyny – kilka dni temu na portalu społecznościowym napisał Zbigniew Nowak, były poseł. Wyrok, też bardzo łagodny – roku i dwóch miesięcy pozbawienia wolności – zapadł w 2005 r. przed sądem w Rzeszowie. A braci oskarżała niedawno skazana za korupcję prokurator Anna H. Wtedy R. też wyrazili skruchę i dobrowolnie poddali się karze.

Zarzuty wobec R. za przestępstwa objęte wyrokiem z 2005 r. są identyczne. „Od nieustalonego okresu czasu do dnia 2 listopada 2004 roku w Rzeszowie, Stalowej Woli i Jaśle woj. podkarpackiego brali udział w zorganizowanej grupie przestępczej mającej na celu popełnianie przestępstw polegających na uprawianiu handlu kobietami w celu zatrudnienia ich w klubach i agencjach towarzyskich oraz na czerpaniu korzyści majątkowych z uprawiania prostytucji. Czerpali korzyści majątkowe z uprawiania prostytucji przez co najmniej 30 kobiet, pobierając od każdej z nich kwotę 120 zł uzyskaną za jedną godzinę świadczonych usług seksualnych" – podaje nam Artur Grabowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie. Drugi wyrok – z 2018 r. – skazuje ich za czyny popełnione od listopada 2004 r. do stycznia 2017 r. Porównaliśmy oskarżenia i wyroki – okazuje się, że po wyroku w 2005 r. mimo skruchy bracia nawet na jeden dzień nie zaprzestali przestępczej działalności.

Ważny całokształt

Tomasz Kozioł, rzecznik tarnowskiego sądu, który skazywał R., przyznaje, że sąd wiedział o wcześniejszym wyroku, ale „nie mógł go wziąć pod uwagę". – Jeżeli doszło do zatarcia skazania, to z mocy prawa uważa się je za niebyłe, a wpis o skazaniu usuwa się z rejestru skazanych – podkreśla.

Proszona przez nas o komentarz sędzia Barbara Piwnik uważa, że kluczem powinna być „mądrość sędziego". – Sąd zgodnie z przepisami wymierza karę, uwzględniając wiele okoliczności, w tym m.in. motywację skazanego, jego sposób życia przed i po przestępstwie czy stopień społecznej szkodliwości czynu. Powinien więc przeanalizować życie tej osoby, i nie chodzi tylko o to, czy ktoś był wcześniej karany, czy nie –tłumaczy Piwnik. – Sąd może żądać wywiadu środowiskowego i innych informacji, które pozwolą mu ocenić daną osobę. Musi wziąć pod uwagę i to, czy wyrok spełnia wymogi społecznego oddziaływania kary. W tym kontekście ważne jest, że ludzie pamiętają, co skazany robił kiedyś – dodaje.

Kazimierz Olejnik, były wiceprokurator generalny, uważa, że w aktach są różne źródła informacji, które dostarczają wiedzy o sprawcy. – Także policyjne notatki, w których jest opisywana sylwetka człowieka. Jeżeli ktoś jest „zawodowym" przestępcą, to powinno być w nich odnotowane i tego nie można zlekceważyć. Sąd, wydając wyrok, musi czerpać z całości wiedzy o oskarżonym. A tu mamy dwóch przestępców, którzy przez połowę życia zajmowali się sutenerstwem – mówi prok. Olejnik.

Jak dodaje prof. Zbigniew Ćwiąkalski, karnista i były minister sprawiedliwości, sąd musiał takich oskarżonych traktować jako osoby niekarane, jednak „media mogą to podnosić i pisać o wcześniejszej przestępczej działalności tych sprawców i o tym, że zostali skazani". – Zwłaszcza że przy tym drugim wyroku nawet „na oko" zasądzone kary były wręcz symboliczne. Nawet uwzględniając fakt zatarcia skazania – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA