fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł spożywczy

Hotele i restauracje szukają pracowników

Bloomberg
Restauracje europejskie, które przetrwały pandemię mają nowy problem: brakuje im personelu. Te kłopoty są najbardziej dotkliwe w Wielkiej Brytanii, gdzie większość pracowników zatrudnionych przed pandemią, wyjechała z Wysp z powodu Brexitu.

A powrót jest teraz bardzo utrudniony, chociaż restauratorzy namawiają, żeby spróbować. Z podobnymi problemami borykają się przede wszystkim Francuzi, którzy właśnie otworzyli się na przylatujących ze Stanów Zjednoczonych. Na Lazurowym Wybrzeżu nie ma praktycznie restauracji, gdzie nie tylko po francusku wywieszono ogłoszenie: szukamy pracowników.

Ten kłopot mają także restauracje w Polsce, gdzie wielu pracowników branży hotelarsko- restauracyjnej znalazło pracę w innych zawodach i nie zamierza już wracać. Mniejsze kłopoty mają te placówki, które podczas pandemii nie zwolniły pracowników, ale zawsze może skusić wyższa płaca u konkurencji. — Nie ukrywam, że liczymy na lojalność naszego personelu, który miał pracę w najtrudniejszych dla naszej branży czasach — mówi Leszek Mięczkowski, prezes Grupy Dobry Hotel do której należy 13 hoteli m.in. w Jastarni, Sopocie, Zakopanem i na Mazurach. Przyznaje on również, że zna przypadki, kiedy bardzo dobrzy szefowie kuchni znaleźli pracę w stoczni.

Czytaj także: Polacy masowo ruszyli na zakupy. Pora na restauracje

W Wielkiej Brytanii dochodzi teraz do sytuacji, kiedy właściciele restauracji nawzajem podkupują sobie personel, oferując pracownikom coraz wyższe płace. Dla konsumentów oznacza to jedno: będzie drożej. Kiedy nie udaje się pozyskać pracowników, bary i restauracje nie mają innego wyjścia, jak wyłączenie części obiektu i to w sytuacji, kiedy konsumenci bardzo chcieliby zjeść poza domem, bo mają dosyć zamknięcia. Taka polityka jest widoczna przede wszystkim w restauracjach droższych, bo te nie mogą pozwolić sobie na pogorszenie jakości serwisu.

„New York Times" opisuje przypadek Mauro Sanny, właściciela londyńskiej restauracji Olivo, który w desperacji zamknął lokal na sobotnie lunche i przez cały dzień w niedzielę, bo nie miał wystarczającej liczby zatrudnionych kucharzy, kelnerów, a nawet szefów sali. Łącznie brakuje mu w tej chwili 15 osób. I na Twitterze napisał : „Oczywiście zmienimy tę decyzję, kiedy tylko znajdziemy niezbędnych pracowników". W rozmowie z dziennikarzem „NYT" nie ukrywa, że sytuacja powoli staje się nie do wytrzymania. — Myślałem, kryzys wywołany koronawirusem był największy, jaki przeżywaliśmy. Ale ten jest o wiele głębszy, bo nie jesteśmy w stanie już nic zrobić— mówił Mauro Sanna. I przyznał, że w desperacji wywiesił ogłoszenia na Sardynii, skąd pochodzi. Nie dostał ani jednego zgłoszenia. Teraz proponuje 100 funtów każdemu, kto znajdzie mu pracownika. Jak na razie i to się nie sprawdziło. Jego sąsiad z pobliskiej Olivocarne postanowił zamknąć swoją restaurację w niedzielne wieczory i przez cały dzień w poniedziałek, bo do kuchni znalazł jedynie 4 pracowników, a wcześniej pracowało tam siedem osób.

Według informacji UKHospitality w tej chwili na rynku jest wolnych 188 tys.pozycji i restauracje są gotowe płacić nie tylko wyższe wynagrodzenia, ale i za pozyskanie kogokolwiek do pracy.

Przed pandemią w Wielkiej Brytanii większości pracowników branży restauracyjno-hotelarskiej pochodziła z krajów Unii Europejskiej. Pandemia spowodowała zamknięcie restauracji, pracownicy znaleźli się na bezrobociu i większość z nich wróciła do siebie. Teraz, bo Brexicie, powrót jest utrudniony. Każdy, kto chce wrócić musi otrzymać na to zgodę rządu w Londynie, a nowi pracownicy walczą o brytyjskie wizy, o których przyznaniu decyduje liczba zdobytych punktów. Sęk w tym, że w tym systemie najwyżej „wyceniane" są zawody wymagającego wyższego wykształcenia. Nie mówiąc o tym, że w Wielkiej Brytanii większość krajów UE znajduje się na liście przyjeżdżających z obowiązkiem kosztownej kwarantanny. — W tej sytuacji brytyjscy pracodawcy znaleźli się w bardzo trudnym położeniu — mówi Louise Nichols, szefowa UKHospitality.

—Tutaj nie chodzi jedynie o problemy, jakie stwarzają nowe zasady imigracyjne po Brexicie. Po prostu podczas pandemii były branże, które kwitły i zapewniały stabilne zatrudnienie i nie ma w nich ryzyka sezonowości pracy — mówi Kate Shoesmith z Restruitment&Employment Confederation, federację agencji „łowców głów".

Pracownicy branży restauracyjno-hotelarskiej nie mogli pracować z domu, a decyzje o lockdownie i ich nieprzewidziane zmiany spowodowały, że wiele osób, którym wcześniej wydawało się, że ich miejsce pracy jest bezpieczne, traciło ją z dnia na dzień. — Nadal wiele osób mogłoby do Wielkiej Brytanii wrócić, ale wstrzymują się w obawie, że pojawi się kolejny lockdown i znów stracą pracę — przyznaje Kate Shoesmith. Jej zdaniem niewiele osób skusi się na powrót do Wielkiej Brytanii, tyle że nie natychmiast. Większość poszuka jej w krajach, gdzie dostępność rynku pracy jest łatwiejsza, niż na Wyspach. W tej sytuacji Brytyjczykom pozostanie zachęcić do pracy Brytyjczyków. Jak na razie jednak dla obywateli tego kraju praca w branży restauracyjno-hotelarskiej była dorywcza, żeby dorobić sobie do pensji w firmie z innej branży.

Na razie branża lobbuje w rządzie za ułatwieniami w powrocie pracowników z krajów UE, a właściciele restauracji i hoteli mają świadomość, że warunki pracy sprzed pandemii przestały już być atrakcyjne. I to nie chodzi wyłącznie o wyższe płace, ale większość przewidywalność w pracach na zmiany, które muszą być krótsze, dodatkowe zachęty, szkolenia i gwarancja, że nawet pracujący na zmywaku będzie miał szansę na rozwój.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA