fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł spożywczy

Od dziś sklepy zapłacą za marnowanie żywności

Bloomberg
Dziś wchodzi ustawa o zapobieganiu marnowania żywności. Sklepy mają niesprzedaną żywność oddawać – albo płacić za każdy wyrzucony kilogram. Handel narzeka na niejasności, cieszą się odbiorcy.

Ustawę o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności nakłada na sklepy obowiązek zawarcia umowy z organizacją pozarządową i przekazywanie im za darmo artykułów, którym upływa termin przydatności do spożycia. Branża wskazuje jednak na nieprecyzyjne przepisy, omijanie głównego źródła problemu, jakim jest produkcja żywności i konsumenci, a także, objęcie obowiązkiem zbyt małych sklepów. 

Sklepy muszą więc znaleźć sobie partnera społecznego. Jedną z największych partnerów wielkiego handlu przy realizacji tej ustawy są Banki Żywności, drugim tak dużym kooperantem jest Caritas.

Czytaj także:  Bardzo tanie jedzenie z aplikacji. Ale to paczka niespodzianka 

- Od dziś sklepy będą podpisywać umowy o współpracy, sklepy maja na to pięć miesięcy, ciężko powiedzieć, jaka będzie skala zainteresowania współpracą z nami – mówi Anna Przetakiewicz, specjalista ds. PR w Bankach Żywności. Ustawa nakłada nie tylko obowiązek oddawania niesprzedanej żywności, ale też organizowania dwa razy do roku kampanii edukacyjnych dla klientów, we współpracy właśnie z organizacjami, które odbierają od nich żywność. Do Banków zgłaszają się już pierwsze sklepy zainteresowane organizacją tych kampanii. – Kampanie mają na celu zwiększenie świadomości społecznej w zakresie marnowania żywności, to pierwszy krok w kierunku rozwiązania problemu, że większość żywności marnuje się jednak w domach. Sklepy różnymi sztuczkami marketingowymi wpływają na nasze decyzje konsumenckie, na to, że przepełniamy koszyki. Marnowanie żywności jest problemem złożonym, zarówno z powodów ekonomicznych, ale też społecznych – mówi Przetakiewicz.

Mniej entuzjazmu wykazują organizacje zrzeszające sklepy. - W ustawie jest dużo niejasności i nie wiadomo do końca, jak będzie działała w praktyce – mówi Maciej Ptaszyński, dyrektor Polskiej Izby Handlu. Wyjaśnia, że realizację ustawy ma kontrolować Główny Inspektorat Ochrony Środowiska na poziomie województwa. Kolejny problem, to fakt, że ustawa nie reguluje, jak często żywność ma być oddawana, wskazuje jedynie na żywność „ze względu na zbliżający się termin przydatności do spożycia”. - Nie wiadomo, jak konkretnie ocenić, kiedy jest ten zbliżający się termin. Jak definiować taką żywność? Kiedy ją oddawać? Podkreślaliśmy, że ta ustawa może być najbardziej problematyczna dla mniejszych i średnich sklepów, które nie będą miały dużo żywności do oddania, a być może nie będą też miały w pobliżu organizacji, która ją przyjmie. Co zatem zrobić z tą żywnością? Zachodzi ryzyko, że sklepy będą ponosić koszt przewozu niewielkiej ilości żywności do oddalonej miejscowości, gdzie jest ktoś, kto ją przyjmie – mówi Ptaszyński.

Nawet sklepy deklarują, że ustawa była potrzebna, bo w Polsce marnowane są ogromne ilości żywności, według szacunków – około 9 mln ton rocznie, co daje 235 kg na statystycznego Polaka, gdy, według GUS, w ubiegłym roku 2 mln Polaków doświadczyły biedy.

Jednak, zdaniem Wojciecha Kruszewskiego, prezesa Polskiej Sieci Handlowej Lewiatan, ustawa w obecnym kształcie w niewielkim stopniu rozwiąże kwestię marnowania żywności, gdyż obejmuje jedynie sektor handlu, w którym ów problem jest najmniej znaczący, a omija sektor produkcji, przetwórstwa, gastronomii i, przede wszystkim, konsumentów. Przytacza dane organizacji EU Fusion działającej dla Komisji Europejskiej, że głównymi źródłami marnotrawstwa żywności są gospodarstwa domowe (53 proc.), przetwórstwo (19 proc.), gastronomia (12 proc.), produkcja (11 proc.), handel (5 proc.).

Przez pierwsze dwa lata obowiązywania ustawy zapisy ustawy dotyczyć będą placówek handlowych o powierzchni sprzedaży przewyższającej 400 m2. Potem obejmie też sklepy o powierzchni ponad 250 m2. Według szefa Lewiatana - to zbyt duże obciążenie administracyjne dla MSP. – Ustawa powinna obejmować placówki handlowe o znacznie większej powierzchni sprzedażowej, ponieważ tam psuje się najwięcej żywności, ponieważ generują wysoki obrót towarów. W małych sklepach, z uwagi na zdecydowanie niższą skalę prowadzenia działalności, problem marnowania produktów jest marginalny – komentuje Wojciech Kruszewski.

Wreszcie – ustawa nie precyzuje też warunków umów, jakie będą musieli zawrzeć przedsiębiorcy z organizacjami odbierającymi żywność. - Brak konkretnych regulacji w tym zakresie może spowodować, że przedsiębiorcy będą zmuszani do ich zawierania nawet na niekorzystnych warunkach, by uniknąć kary. Dotyczy to zwłaszcza mniejszych miejscowości i obszarów wiejskich, gdzie tego typu organizacji jest zwyczajnie mniej – wskazuje prezes Lewiatana. Dodaje również, że w ustawie nie został zapisany sposób przekazywania żywności organizacjom.

Tymczasem za niepodpisanie umowy w ustawowym czasie grozi karą 5 tysięcy zł. To także budzi wątpliwości prezesa Kruszewskiego, ponieważ przewidziana w prawie sankcja jest wartościowo taka sama zarówno dla gigantów handlowych, jak i mniejszych punktów prowadzonych przez drobnych przedsiębiorców. Z kolei, za każdy kilogram zmarnowanej a nieprzekazanej żywności, na właściciela sklepu zostanie nałożona kara w wysokości 10 groszy. – Przedsiębiorcy na mocy ustawy zostali zobligowani do prowadzenia ewidencji i niejako samodzielnego naliczania sobie kary. To w mojej ocenie jest mało skutecznym rozwiązaniem – komentuje.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA