Po wydarzeniach z 6 stycznia w stolicy USA wprowadzono stan wyjątkowy, który ma potrwać do 20 stycznia, czyli do dnia zaprzysiężenia na prezydenta USA Joe Bidena.
Politycy Partii Demokratycznej za akty przemocy, do jakich doszło w Waszyngtonie, obwiniają Donalda Trumpa, który wcześniej wielokrotnie twierdził publicznie, że to on jest prawdziwym zwycięzcą wyborów prezydenckich, które jednak zostały sfałszowane.
Demokraci domagają się obecnie złożenia Donalda Trumpa z urzędu. Jeśli wiceprezydent USA Mike Pence nie zrobi tego wykorzystując zapis 25. poprawki do konstytucji USA Partia Demokratyczna zapowiada wszczęcie procedury impeachmentu.
Skazanie Donalda Trumpa w ramach procedury impeachmentu uniemożliwiałoby mu start w wyborach prezydenckich w 2024 roku.
Axios podaje, że w czasie 30-minutowej rozmowy telefonicznej z liderem Partii Republikańskiej w Izbie Reprezentantów, Kevinem McCarthym, Trump miał obwiniać osoby związane z Antifą za sceny przemocy na Kapitolu.
McCarthy miał odrzucić te sugestię mówiąc "to nie Antifa, to MAGA (Make America Great Again - Uczyńmy Amerykę znów wielką - hasło wyborcze Trumpa, tu użyte na określenie jego zwolenników - red.), byłem tam".
W czasie rozmowy z McCarthym Trump miał też mówiąc o fałszerstwach wyborczych na co McCarthy miał odpowiedzieć: "Proszę przestać. To koniec. Wybory się skończyły".
Mianem Antify określa się zdecentralizowany ruch skrajnie lewicowy zwalczający ruchy i organizacje uważane za skrajnie prawicowe.