fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Bezkarność trudno udowodnić w sądzie

Adobe Stock
Aby uniknąć kary, trzeba udowodnić, że dobro chronione jest wyższe od poświęconego. Można np. wybić szybę, ratując psa z pożaru – uważają prawnicy.

O stanie wyższej konieczności mówimy, gdy należy dokonać wyboru pomiędzy dobrami prawnymi, by ratować to bardziej wartościowe. Dopuszczalne jest, żeby dobro ratowane miało taką samą, a nawet niewiele niższą wartość od dobra poświęcanego, ale ta różnica nie może być znaczna. Przykład stanu wyższej konieczności: wybicie szyby, żeby ratować kota czy psa z pożaru. Takie kryterium, poświęcone wartościowaniu dóbr, wpisał niedawno PiS do projektu ustawy o tzw. bezkarności plus. Projekt wprawdzie na razie wycofano z głosowania, ale jak zapowiada PiS, wkrótce wróci. Prawnicy nie wróżą mu powodzenia.

Pod ścianą

Stan wyższej konieczności występuje tylko wtedy, gdy przed niebezpieczeństwem nie można było się obronić w żaden inny sposób. Został zdefiniowany w art. 26 kodeksu karnego. Ten stanowi, najogólniej mówiąc, że nie popełnia przestępstwa ten, kto działa w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego jakiemukolwiek dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa nie można było inaczej uniknąć, a dobro poświęcone przedstawia wartość niższą od dobra ratowanego.

Jak ten stan oceniają prawnicy? Jerzy Lachowski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu mówi, że liczba spraw, które zapadają w oparciu o wspomniany art. 26 k.k., jest znikoma. Powodów jest kilka. Po pierwsze nie ma jednolitej interpretacji określenia „bezpośredniego niebezpieczeństwa", które się w przepisie pojawia. Po drugie bardzo trudno o określenie proporcjonalności pomiędzy dobrem poświęconym a dobrem chronionym. I po trzecie stan wyższej konieczności dotyczy jedynie sytuacji wyjątkowych. To sprawia, że instytucja ta jest na co dzień w zasadzie martwa – uważa adwokat.

– To martwy przepis – potwierdza dr Witold Zontek z Uniwersytetu Jagiellońskiego. I dodaje, że sądy obawiają się go używać. Obecny art. 26 k.k., który rzeczywiście odnosi się do działania stanu wyższej konieczności, nie ma zastosowania do urzędników państwowych. A to oznacza, że żaden z nich nie może się na niego powoływać. Urzędnicy mają swoje procedury i nie są zwolnieni z ich przestrzegania. Zresztą przepis o stanie wyższej konieczności jest rzadko stosowany przez sądy z uwagi na wpisane w nim kryteria. Mówi się w nim np., że dobro poświęcone musi przedstawiać niższą wartość niż dobro ratowane. A to jest niezmiernie trudne do oceny. Weźmy np. przedsiębiorcę, który nie płaci podatku, by ratować własną firmę. Czy działa on w stanie wyższej konieczności? To są sprawy nierozstrzygalne.

Racje kierowcy

Stan wyższej konieczności jest znany nie tylko k.k., ale i kodeksowi drogowemu. Dowód? Od 18 maja 2015 r. weszły w życie przepisy surowe dla kierowców. Jeden z nich pozwalał policji zatrzymać od ręki prawo jazdy kierowcy, który przekroczył prędkość o więcej niż 50 km/h w terenie zabudowanym. Dokument odsyłał do właściwego starosty. Ten, wydając decyzję administracyjną, formalnie zatrzymywał dokument. Kilka miesięcy później okazało się, że przepis jest dziurawy. Nie przewiduje bowiem sytuacji, w których kierowca przekracza prędkość, bo np. wiezie rodzącą do szpitala.

– To ewidentne niedopatrzenie – uważał prof. Ryszard Stefański, ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa ruchu drogowego.

– Nawet kierowca karetki pogotowia jadącej na sygnale w takiej sytuacji nie unikał kary. To absurd – oceniał profesor.

W 2018 r. stan wyższej konieczności wprowadzono w prawie o ruchu drogowym. Kierowca musi jednak go precyzyjnie uzasadnić staroście.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA