fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Wybory w USA. Ostra walka o decydujące stany

Zwolennicy kolejnych czterech lat prezydentury Donalda Trumpa maszerują w Beverly Hills w Kalifornii
AFP
Uwaga Ameryki skupiona jest na Florydzie, Teksasie, Pensylwanii, Michigan i kilku innych stanach środkowego zachodu.

Korespondencja z Nowego Jorku

To przede wszystkim one zdecydują o wynikach wtorkowych wyborów, stąd wielki entuzjazm wyborców, który przekłada się na rekordową liczbę oddanych już głosów. W Teksasie do soboty, we wczesnym głosowaniu wzięło udział 9,6 miliona osób, prawie milion więcej niż w 2016 r. Na Florydzie ponad 8 mln, czyli 60 proc. zarejestrowanych.

W całym kraju liczba oddanych głosów przekroczyła w weekend 90 milionów, co stanowi dwie trzecie wszystkich głosów w wyborach prezydenckich w 2016 r.

Maraton

Od piątku Joe Biden i Donald Trump mają kalendarz pełen spotkań wyborczych. Oni, ich małżonki oraz kandydaci na wiceprezydenta pojawiają się w kluczowych stanach od Florydy po Minnesotę.

Prezydent chce nadrobić braki w sondażach w stanach takich jak Pensylwania, Arizona, Michigan i Wisconsin, gdzie wygrał cztery lata temu, a teraz pozostaje w tyle za demokratycznym kandydatem. Tylko w sobotę Trump odbył cztery spotkania w Pensylwanii. – Idzie wielka republikańska fala. Widać ją na wszystkich frontach i (demokraci) nic nie mogą przeciwko niej zrobić – zapewniał zgromadzonych. – Przez dziesiątki lat działali na szkodę waszych kopalni, fabryk i miliony miejsc pracy przenieśli za ocean, a tym samym pakowali pieniądze w swoje kieszenie. Nikt bardziej nie utożsamia tej zdrady niż sam Joe Biden – mówił Trump, nazywając rywala marionetką w rękach liberalnych demokratów w Kongresie.

Były prezydent Barack Obama na wiecu Bidena w mieście Flint w stanie Michigan
AFP

Na wiecach Trump stosuje retorykę sprzed czterech lat: umacnia podziały, podburza i odwraca uwagę od istotnych problemów. W momencie gdy dobowa liczba zachorowań na Covid sięgała w piątek rekordowego poziomu 100 tysięcy, prezydent dalej twierdził, że Ameryka pandemię ma prawie za sobą. Sugerował, że lekarze zawyżają statystyki, przypisując koronawirusowi zgony z innych powodów, bo z tego czerpią zyski. Dla części Ameryki krytycznie nastawionej do prezydenta, te wypowiedzi to kłamstwa, jednak tysiące wyborców tłoczących się, często bez masek, na jego wiecach wyborczych, reaguje entuzjazmem.

Wsparcie od Obamy

Sondaże są po stronie Bidena, ale mimo to demokratyczny kandydat nie spoczywa na laurach. Na kilka dni przed wyborczym wtorkiem Biden i Kamala Harris walczyli o wyborców m.in. na Florydzie, Teksasie, Iowa, Minnesocie i Pensylwanii. W Michigan, gdzie Barack Obama z Bidenem wygrali w 2008 i 2012 r., ale cztery lata temu Trump pokonał demokratyczną kandydatkę niewielką liczbą głosów – Biden pojawił się w sobotę na wiecach z byłym prezydentem.

– Joe Biden ma charakter i doświadczenie, które wykorzysta dla dobra tego kraju. Razem z Kamalą (Harris) będzie walczył nie o siebie, ale o każdego z nas. Tego nie można powiedzieć o obecnym prezydencie – mówił Obama w Michigan, kontrastując „wielkie ego" Trumpa z „przyzwoitością i empatią" Bidena. Obama skrytykował Trumpa za lekceważące podejście do pandemii oraz pozbawianie ludzi ubezpieczenia zdrowotnego.

Kluczowa Floryda

Do zwycięstwa kandydatowi na stanowisko prezydenta potrzeba 270 z 538 głosów elektorskich. – Trump może wygrać, jeżeli zdobędzie Florydę, stany południowe oraz przynajmniej dwa stany na środkowym zachodzie – szacują analitycy z „Washington Post".

Floryda to jeden z kluczowych stanów w tych wyborach, ze względu na aż 29 elektorów. Historycznie rzecz biorąc, tam, podobnie jak np. w Pensylwanii, nigdy do końca nie wiadomo, któremu z kandydatów przypadną głosy elektorów, w systemie "zwycięzca zabiera wszystko". Stąd kandydaci zacięcie walczą tam o wyborców białych, latynoskich, kobiet, Afroamerykanów.

Jeżeli nawet wygra Florydę, to Trump nie może mieć pewności co do tych tradycyjnie republikańskich stanów na południu kraju. Demokraci mogą zaskoczyć nawet tam, gdzie cztery lata temu zwycięstwo pozostawało poza ich zasięgiem, w tym w Arizonie i Teksasie, Karolinie Północnej albo w Georgii, gdzie demokrata nie wygrał w wyborach prezydenckich od 1992 r.

Pod górę w sondażach idzie też Trumpowi w rejonie tzw. Rust Belt, ciągnącego się od Pensylwanii, poprzez Ohio, Indianę, Iowę, Michigan po Wisconsin. Cztery lata temu wygrał dzięki głosom m.in. z Michigan, Pensylwanii i Wisconsin. Podobnie jak na południu, jednak tym razem tutaj nie można wykluczyć zwycięstwa Bidena, który w sondażach wysuwa się na prowadzenie 3–8 punktami procentowymi oraz ponad 10 w Wisconsin.

Obawy

Polityka oraz pandemia tak podzieliły kraj, że słychać obawy, iż po wyborach może dojść do zamieszek. Trump od tygodni podburza wyborców przeciwko głosom korespondencyjnym, twierdząc bezpodstawnie, że otwierają możliwości do „przekrętów", tymczasem około 60 milionów z 90 milionów oddanych już głosów to te korespondencyjne właśnie.

Wyborcy po obu stronach podziału politycznego boją się, że wielkiemu wyzwaniu nie podoła poczta, która ze względu na braki budżetowe oraz pandemię działa coraz gorzej. – Przegram tylko wtedy, gdy wybory zostaną sfałszowane – mówił Trump.

Bojąc się rozruchów, na wszelki wypadek właściciele sklepów w centrum Nowego Jorku oraz Waszyngtonu zabijali w sobotę witryny drewnianymi płytami. – Dmuchamy na zimne i wprowadzamy dodatkowe środki bezpieczeństwa w naszych lokalizacjach – podał dom towarowy Macy's w wywiadzie dla CNN.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA