fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Kogo skontroluje straż marszałkowska?

Wiele wskazuje na to, że już wkrótce powiększy się grupa osób, które straż marszałkowska będzie musiała kontrolować przy wejściu do Sejmu
Reporter, Andrzej Iwanczuk
Kancelaria Prezydenta sprzeciwia się nowym zasadom wstępu do parlamentu.

Prezydent Andrzej Duda zalicza się do wąskiego kręgu osób, które przekraczają mury przy ul. Wiejskiej bez ograniczeń. Z wewnętrznych sejmowych regulacji wynika, że wchodzi do parlamentu i wjeżdża na jego teren bez okazywania dokumentów. Straży marszałkowskiej nie wolno też go kontrolować.

Głowa państwa zachowa swój przywilej, ale jego ludzie już nie. Taki będzie skutek powstającego w MSWiA rozporządzenia w sprawie szczegółowych warunków przeprowadzania i dokumentowania czynności przez funkcjonariusza straży marszałkowskiej.

Długa lista

Obecnie regulacje dotyczące wchodzenia do Sejmu znajdują się w jednym zarządzeniu marszałka Sejmu. Określa ono dwie grupy osób, których nie kontroluje straż marszałkowska. Do pierwszej oprócz prezydenta należą premier, wicepremierzy, marszałkowie i wicemarszałkowie Sejmu i Senatu. Te osoby wchodzą do parlamentu bez okazywania dokumentów i bez kontroli.

W przypadku drugiej, dużo szerszej, grupy zasady są nieco inne. Muszą pokazywać legitymacje służbowe, ale kontroli w praktyce nie podlegają. Jest możliwa tylko wtedy, gdy specjalne zarządzenie wydadzą marszałek Sejmu lub Senatu. Do tej grupy zaliczają się m.in. posłowie i senatorowie, prezesi Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, a także wszystkie osoby zajmujące kierownicze stanowiska państwowe. Ta ostatnia lista liczy kilkadziesiąt pozycji, wśród których oprócz kierowników urzędów centralnych są też ich zastępcy.

Rozporządzenie, które szykuje resort spraw wewnętrznych, przewiduje, że skład pierwszej grupy „prezydenckiej" się nie zmieni. Prawdziwa rewolucja czeka tę drugą. Nie każda osoba piastująca kierownicze stanowisko państwowe wejdzie już do Sejmu bez kontroli. Poddać będą się jej musieli m.in. szef Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, prezes Polskiej Akademii Nauk, wiceprezesi Najwyższej Izby Kontroli, zastępcy rzecznika praw obywatelskich i wojewodowie.

Najbardziej zaskakujące jest to, że kontroli zaczną podlegać sekretarze i podsekretarze stanu, czyli wiceszefowie ministerstw. Dotyczyć to będzie też sekretarzy i podsekretarzy stanu w Kancelarii Prezydenta, zwanych potocznie ministrami prezydenckimi. Z całej świty Andrzeja Dudy na specjalne traktowanie oprócz jego samego będzie mogła odtąd liczyć tylko szefowa kancelarii Halina Szymańska i jej zastępca Paweł Mucha.

Protest kancelarii

I zmiana zasad nie podoba się organowi głowy państwa. Tak wynika z pisma, które do MSWiA skierowała prezydencka minister Anna Surówka-Pasek. „Zwracam się z uprzejmą prośbą o uzupełnienie katalogu, określonego w par. 9 ust. 12 projektu, o sekretarzy i podsekretarzy stanu w Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej" – napisała. To jej jedyna uwaga do liczącego kilkadziesiąt stron dokumentu. Czy MSWiA uwzględni jej pismo, jeszcze nie wiadomo.

Dlaczego ludzie prezydenta mają stracić przywileje? W uzasadnieniu do projektu nie ma o tym mowy. – To może być celowy afront – uważa Jerzy Dziewulski, były poseł i były szef ochrony prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. – Choć wykasowanie ministrów z Kancelarii Prezydenta może być też konsekwencją tego, że z listy wypadli także inni sekretarze i podsekretarze stanu, również z Kancelarii Premiera. Na pewno skutkiem tej decyzji będzie wywołanie niepotrzebnej dyskusji – dodaje.

Jego zdaniem ograniczenie liczby osób wchodzących do Sejmu jest dobrym rozwiązaniem. – Polscy politycy muszą nauczyć się tego, co w wielu krajach zachodnich jest naturalne. Czyli, że pokazanie dokumentu tożsamości nie jest żadnym dyshonorem – mówi.

Walczą o ministrów

Jednak nie tylko Kancelaria Prezydenta krytykuje projekt. Ministerstwo Sprawiedliwości apeluje do resortu spraw wewnętrznych, by do grupy „prezydenckiej" dopisać wszystkich ministrów, „o ile nie zachodzi wątpliwość co do ich tożsamości".

Zdaniem posła PO Jarosława Urbaniaka zadziwiające jest to, że nowe przepisy powstają w resorcie spraw wewnętrznych. – To powinna być wyłączna kompetencja władz Sejmu. To nie tylko brak elegancji. Okazuje się, że nawet w tak banalnych sprawach nie szanuje się autonomii parlamentu, a nawet, patrząc szerzej, trójpodziału władz – komentuje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA