fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Zełenskiego wojna o pokój

Wołodymyr Zełenski przenocował w przyfrontowym Zołotym a następnego dnia rozmawiał z mieszkańcami i ochotnikami w okopach
kancelaria prezydenta Ukrainy
Prezydent odwiedził Donbas i zapowiedział wycofanie żołnierzy. Musi przekonać zbuntowanych weteranów.

Miasto Zołote znajduje się w obwodzie ługańskim na wschodzie Ukrainy. Leży na samej linii frontu, po którego drugiej stronie znajduje się całkowicie sterowana przez Rosję samozwańcza Ługańska Republika. Jeżeli w ciągu najbliższych dni nie padnie tam żaden strzał, Ukraina rozpocznie wycofanie stamtąd swoich sił zbrojnych. To samo ma się odbyć w miejscowości Pietrowskie w obwodzie ługańskim.

Następnie prezydent Rosji Władimir Putin ma zgodzić się na spotkanie „czwórki normandzkiej", do którego prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski dąży od początku swojej prezydentury. Uważa, że wznowienie zawieszonych jesienią 2016 roku rozmów przywódców Ukrainy, Rosji, Francji i Niemiec jest kluczem do zakończenia tlącej się od ponad pięciu lat wojny. To nie będzie proste. W Donbasie wciąż grzmi, ale to nie jest jedyny problem władz w Kijowie. W miejscowości Zołote rozlokowało się kilkudziesięciu uzbrojonych ochotników i weteranów, którzy oświadczyli, że „nie dopuszczą do kapitulacji". Zełenski udał się tam, by z nimi porozmawiać.

„Nie jestem frajerem"

24-minutowy filmik z pobytu prezydenta na linii frontu pokazały wszystkie najważniejsze stacje telewizyjne. Zełenskiego namawiano, by udał na pozycję żołnierzy ukraińskich nad ranem, ale prezydent postanowił jechać tam w nocy, ponieważ, jak stwierdził, „przeważnie wtedy są ostrzały". Założył kamizelkę kuloodporną i ruszył do najbardziej niebezpiecznego miejsca na Ukrainie. W sobotę nocował w domu lokalnego mieszkańca tuż na linii frontu. Właściciel domu nie wiedział, komu wynajmuje pokój. Siedząc w kuchni z prezydentem, rzucił, że mieszkańcy „pragną jedynie spokoju".

Następnego dnia ukraiński przywódca udał się na przedmieścia miejscowości Zołote, gdzie są uzbrojeni ochotnicy, którzy protestują przeciwko wycofaniu ukraińskich wojsk i postanowili „zapobiec kapitulacji". Część z nich należy do nacjonalistycznego Korpusu Narodowego, a część są weteranami walczącego w Donbasie batalionu ochotniczego Azow (podlegającego MSW Ukrainy).

– Każdą wojnę kończą dyplomaci. Każdą – tłumaczył ochotnikom, siedząc przy ognisku Zełenski. Gdy prezydent zaczął domagać się wywiezienia stamtąd broni, napięcie zaczęło rosnąć, a rozmówcy szybko przeszli z ukraińskiego na rosyjski. – Przyszedłem, by powiedzieć tobie „zabierzcie broń". Ty z kolei zmieniasz temat. Nie możesz stawiać mi żadnego ultimatum. Jestem prezydentem tego kraju. Mam 42 lata i nie jestem frajerem – mówił Zełenski do jednego z ochotników, który utrzymywał, że on i jego ludzie protestują przeciwko parafowanej przez władze w Kijowie na początku października „formuły Steinmeiera".

– W tamtym rejonie znajduje się bardzo doświadczona 72. brygada ukraińskich sił zbrojnych, wojskowi nie angażują się w ten konflikt z ochotnikami. To sprawa dla należącej do MSW Gwardii Narodowej, która kontroluje wszystkie wjazdy i wyjazdy do tej strefy. W jaki sposób znaleźli się tam ochotnicy z bronią? Nawet jeżeli mają pozwolenie, nie mają prawa tam przebywać, ponieważ nie należą do żadnej oficjalnej struktury siłowej na Ukrainie. Tam nie powinno być żadnych uzbrojonych cywilów – mówi „Rzeczpospolitej" pułkownik Władysław Sielezniew, ukraiński analityk wojskowy i były rzecznik sztabu generalnego ukraińskiej armii.

Nie dać się omotać

W poniedziałek w miejscowości Zołote pojawiły się jednostki specjalne MSW. Szef ukraińskiej policji Wadym Trojan uspokajał jednak, że nikt nie będzie szturmował i wypraszał stamtąd ochotników. Mówił też, że znajdujący się tam weterani wywieźli stamtąd broń. Tymczasem lider Korpusu Narodowego Andrij Bilecki oświadczył, że jeżeli prezydent podejmie jakiekolwiek działania przeciwko jego ludziom, skieruje tam tysiąc kolejnych. – Jeżeli nie pomoże tysiąc, następnie będzie dziesięć tysięcy – mówił.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow twierdzi, że Rosja „śledziła" ostatnią wizytę Zełenskiego do Donbasu i „uważnie się przygląda" temu, co się tam dzieje. Moskwa wciąż utrzymuje, że spotkanie „czwórki normandzkiej" będzie możliwe dopiero po wycofaniu sił w Petrowske i Zołote.

– Zełenski musi działać bardzo ostrożnie i znaleźć wspólny język z ochotnikami i weteranami. Nikt nie wie, jakie skutki miałoby siłowe rozwiązanie tego konfliktu i jakie ci ochotnicy mają wsparcie w ukraińskim społeczeństwie. Nie można wykluczyć, że doszłoby do jakiejś destabilizacji sytuacji. A może Kremlowi właśnie o to chodzi? – mówi „Rzeczpospolitej " Ołeksij Melnyk, analityk ds. bezpieczeństwa z kijowskiego Centrum Razumkowa. – Zełenski za wszelką cenę dąży do spotkania z Putinem. Są jednak obawy, że Putin będzie próbował wykorzystać brak doświadczenia Zełenskiego i spróbuje narzucić mu kolejne warunki, zawijając to w ładne opakowanie. Może na zanętę uwolni kolejnych kilkudziesięciu Ukraińców – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA