fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Nie czas na wybory

Fotorzepa, Jakub Czermiński
W najbliższą niedzielę, 10 maja, głosowanie nie jest możliwe do przeprowadzenia – przyznają politycy PiS.

Stan niepewności co do wyborów prezydenckich w Polsce utrzyma się co najmniej do czwartku. Wtedy Sejm ma zdecydować – w kluczowym głosowaniu, być może najważniejszym od lat w polskiej polityce – co ze stanowiskiem Senatu wobec ustawy wprowadzającej powszechne głosowanie korespondencyjne. Wszystko zależy od mobilizacji opozycji oraz tego, jak zachowa się Porozumienie Jarosława Gowina.

Jeśli Sejmowi uda się odrzucić spodziewany sprzeciw Senatu i ustawa wejdzie w życie, to wybory mogą się odbyć 17 lub 23 maja. O tym, że w najbliższą niedzielę są już w praktyce wykluczone, mówili w poniedziałek czołowi politycy PiS – Jacek Sasin i Michał Dworczyk.

W PiS krążył scenariusz alternatywny, z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego i organizacją wyborów 23 maja, częściowo korespondencyjnych i tradycyjnych, ale uznano go za zbyt ryzykowny.

Wszystko rozstrzygnie się zatem w czwartek. Presja i emocje są ogromne. Opozycja liczy na to, że grupa posłów Porozumienia doprowadzi do odrzucenia głosowania korespondencyjnego, a przez to zmusi PiS do wprowadzenia na krótko stanu klęski żywiołowej i przesunięcia wyborów prezydenckich na sierpień.

PiS będzie do ostatniej chwili przekonywać polityków Porozumienia. W grę wchodzą argumenty dotyczące zarówno kryzysu politycznego, upadku rządu czy też nawet przyspieszonych wyborów parlamentarnych, które byłyby konsekwencją przegranego w czwartek głosowania.

W poniedziałek prace nad ustawą rozpoczęły komisje senackie. Izba Wyższa ma kilkanaście opinii dotyczących wyborów korespondencyjnych. Kontrolująca Senat opozycja najpewniej odrzuci ustawę w całości. To głosowanie odbędzie się w środę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA