fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

PiS chce utrzymania koalicji, ale nie za wszelką cenę

Jarosław Kaczyński w ostatnich wypowiedziach potwierdza poparcie dla Mateusza Morawieckiego
EAST NEWS
Nowogrodzka chce wyborów w terminie – w 2023 r. Niekoniecznie z całą Zjednoczoną Prawicą.

Czy dojdzie do przyspieszonych wyborów w wyniku rozpadu Zjednoczonej Prawicy? To pytanie, które pojawia się w polskiej polityce co najmniej od czasu ubiegłorocznej rekonstrukcji rządu. W najnowszych wypowiedziach prezes PiS Jarosław Kaczyński nie wyklucza wprost niczego, ale jednocześnie podkreśla, że PiS jest zdeterminowane dokończyć kadencję. Zastrzega jednak, że obecny układ rządzący mogą rozbić „emocje i zachowania nastawione wyłącznie na interes partykularny", które byłyby „ponad miarę". To jednak nie przesądza o wyborach. – Jeśli ktoś sądzi, że to doprowadzi do końca tego rządu, to się myli, szukamy innych możliwości i będziemy szukać dalej – stwierdził Kaczyński w wypowiedzi dla Albicla.pl i TV Republika. W zapowiadanym wywiadzie dla „Gazety Polskiej" mówi, że kilka głosów w Sejmie zawsze się znajdzie. Jarosław Kaczyński potwierdza też poparcie dla premiera Mateusza Morawieckiego.

Czytaj także:

Koalicja pod warunkami

Co w praktyce oznaczają słowa Kaczyńskiego? – Prezes PiS chce utrzymania koalicji aż do wyborów w 2023 roku, ale nie za wszelką cenę – mówi nam rozmówca z Klubu PiS.

Za trzy główne wydarzenia w najbliższych miesiącach tego roku w PiS uznaje się głosowanie nad zasobami własnymi UE (pierwotnie planowane na kwiecień), prezentację polskiego Nowego Ładu oraz rozpoczęcie realizacji ustaw z tego pakietu. Dodatkowo 9 maja planowane są wybory w Rzeszowie, gdzie PiS, Solidarna Polska i Porozumienie będą mieć własnych kandydatów. – W każdej z tych spraw może pojawić się przekroczenie linii, o której mówił Kaczyński – przekonuje nasz informator.

Od kilku miesięcy politycy PiS podkreślają w kuluarach, że zmieniło się podejście. – Nieograniczona tolerancja dla ich harcowania już się skończyła. Mamy z ich projektami ustaw raczej problemy niż korzyści – mówi nam ważny polityk PiS. I dodaje, że w praktyce ani Porozumienie, ani Solidarna Polska nie będą tak jednolite i jeśli zmieni się sytuacja, nie będą mieć tylu szabel, ile teraz demonstrują. – Rządzić mniejszościowo z popularnymi projektami z Nowego Ładu można do 2023 roku – dodaje nasz rozmówca.

Kto miałby być uzupełnieniem? W PiS najczęściej wskazuje się grupę Pawła Kukiza, która mogłaby popierać kluczowe projekty ustaw w ramach realizacji przez PiS postulatów programowych, jak np. ustawa antykorupcyjna. Jednak sejmowa arytmetyka (Kukiz ma pięciu posłów) wskazuje, że prędzej czy później PiS musiałoby szukać poparcia wśród partii opozycyjnych – PSL czy Lewicy. Zwłaszcza w kilku projektach realizujących Nowy Ład. Od kilku tygodni nasi rozmówcy podkreślają, jak duże znaczenie ma ten program w strategii PiS na 2023 rok.

Chodzi o to, by - jak słyszymy wielokrotnie – „pokazać sprawczość", czyli najpierw obiecać Polakom zmiany wpływające bezpośrednio na ich życie, później je zrealizować, a na koniec podkreślić to, że PiS realizuje obietnice – w 2023 r. Taki plan szkicują nasi informatorzy. Jednak w partiach koalicyjnych PiS – czyli w Porozumieniu i Solidarnej Polsce – dość powszechna jest opinia, że PiS nie uda się rządzić z pomocą Kukiza i części opozycji aż do wyborów w 2023 r.

Jeśli Nowy Ład nie będzie mógł być zrealizowany i nie zmaterializuje się dla niego poparcie ani Zjednoczonej Prawicy, ani części opozycji – to być może stanie się po prostu planem wyborczym PiS. Taką możliwość w rozmowach koalicyjnych sugerował kilka tygodni temu wicemarszałek Ryszard Terlecki, szef Klubu PiS.

Ważne będzie też to, jak Zjednoczona Prawica zachowa się podczas kolejnych głosowań mniejszej wagi w Sejmie. W ostatnich tygodniach kilka z nich zostało przez PiS przegranych. I teraz każde posiedzenie Sejmu, nawet w rutynowych sprawach, to coraz większa gra nerwów, co wykorzystuje opozycja.

Gowin chce rozmów

Lider Porozumienia Jarosław Gowin zapowiedział w niedawnej rozmowie z TVN 24, że liderzy trzech partii powinni usiąść do „szczerej rozmowy". Inaczej możliwe są wcześniejsze wybory.

Co w razie startu w innych wariantach? Z badania CBM Indicator wynika, że Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry miałaby szanse na przekroczenie progu wyborczego w wariancie startu bez PiS. Zdobywa 5,2 proc., PiS – 26,1 proc, a Porozumienie 1,6. Na drugim miejscu jest ruch Szymona Hołowni z 17,8 proc., KO uzyskuje 15,9 proc., Lewica 8,2, Konfederacja 6,1, a PSL 5,1. Ale kluczowe sprawdziany – w tym wynik wyborów w Rzeszowie – jeszcze przed Zjednoczoną Prawicą i jej politykami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA