fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Adam Bielan atakuje Marka Prawdę

Marek Prawda
Wikimedia Commons
Prawo i Sprawiedliwość prowadzi wojnę z Komisją Europejską, zarzucając byłemu ambasadorowi Polski w Brukseli sprzeniewierzanie się polskiej racji stanu.

Słowa Adama Bielana, wicemarszałka Senatu z PiS, wygłoszone w sobotę na antenie radiowej Trójki zabrzmiały niezwykle mocno: jego zdaniem stwierdzenia zawarte w analizie praworządności przygotowanej przez dyrektora Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej Marka Prawdę są „nieprawdziwe" i „skandaliczne". – Jeśli takie dokumenty czytają komisarze, to trudno się dziwić, że później oni sami wpadają w histerię i wygłaszają takie bzdury, jak choćby komisarz Timmermans" – oświadczył Bielan.

Wtórował mu sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha. – To jest pismo, którego moim zdaniem nie można nawet określać mianem pisma publicystycznego, tylko to jest pismo, które ma znamiona pisania nieprawdy" – ocenił przedstawiciel prezydenta Dudy.

Wcześniej na dywanik wezwało Prawdę Ministerstwo Spraw Zagranicznych. W specjalnym komunikacie resort podkreślił, że oskarżenia zawarte w dokumencie Przedstawicielstwa KE o rzekomej bezczynności urzędów państwowych wobec zastraszania sędziów przez nieznanych sprawców nie są poparte żadnymi dowodami, a argumenty użyte w tekście określił jako „paszkwilanckie" i „niedorzeczne".

Skąd tak ostre sformułowania? Dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce ma za zadanie „wpływać na dwustronne porozumienie między Polską a UE". Marek Prawda, były przedstawiciel Polski przy Unii, jest związany z obecną opozycją. Do Brukseli wysłał go jeszcze Donald Tusk. Więc rząd Beaty Szydło natychmiast przy pierwszej okazji go odwołał. A kiedy Jean-Claude Juncker po kilku miesiącach mianował go przedstawicielem w Warszawie, rozkład sił i sympatii stał się oczywisty: rządzona przez chadeków Komisja Europejska „zrewanżowała się" rządowi PiS.

Bielan wprost mówi dziś, że będąc ambasadorem Polski przy UE, Prawda sprzeniewierzał się polskiej racji stanu: – To bardzo smutne, dlatego że przedstawicielem KE w Polsce jest Polak, były ambasador Polski w Brukseli. Cztery lata ten dyplomata reprezentował Polskę w Brukseli, więc możemy sobie wyobrazić, co głosił, co robił, pracując na tej placówce" – oświadczył senator PiS. Oskarżenie jest bardzo poważne.

I ma jeden podstawowy cel: dyskredytując dokument i jego autora, PiS próbuje podważyć sens wszystkich krytycznych uwag kierowanych pod swoim adresem przez Brukselę. To łatwiejsze niż przygotowywanie merytorycznych odpowiedzi. I ma dodatkową zaletę: jasno stawia na celowniku nowego wroga, którym jest polski urzędnik w służbie Komisji Europejskiej. Potwierdza też podstawową tezę PiS: to tylko błędne informacje skłaniają unijnych liderów do krytyki poczynań Warszawy. Ale taka polityka może być skuteczna na własnym podwórku i tylko wobec tych wyborców, którzy i tak UE uważają za wcielenie zła. Na arenie międzynarodowej to nie wystarczy. Co więcej, może sprawić, że wszystkie użyte przez Prawdę argumenty zostaną nagłośnione i uznane za prawdę, bez dalszych zbędnych dociekań.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA