fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Hohenzollernowie chcą milionów

Shutterstock
Potomkowie pruskiej dynastii liczą na odzyskanie znacjonalizowanych majątków i wysokie odszkodowania.

Sprawa trafiła w czwartek na forum Bundestagu za sprawą postkomunistycznej frakcji Die Linke (Lewica) domagającej się przerwania wszelkich negocjacji na temat restytucji dóbr Hohenzollernów. Prowadzą je od kilku lat przedstawiciele pruskiej dynastii z landami Brandenburgii i Berlina, a także z rządem federalnym.

Hohenzollernowie domagają się zwrotu tysięcy artefaktów, mebli, obrazów, zbiorów bibliotekarskich i kilku zamków należących kiedyś do rodziny cesarskiej, w tym Pałacu Cecilienhof w Poczdamie. Tego samego, w którym latem 1945 roku toczyły się obrady konferencji poczdamskiej.

Pałac zbudował dla małżonki Cecylii książę Wilhelm, następca tronu, którego wnukiem jest książę Jerzy Fryderyk, obecna głowa rodziny. Jego dziad mieszkał tam aż do końca II wojny światowej. Jeżeli odzyskanie Cecilienhofu miałoby okazać się niemożliwe, rodzina Hohenzollernów chciałaby mieć prawnie zagwarantowane prawo rezydencji w zabytkowej budowli, w której dziś mieści się muzeum i hotel. Takie żądania zgłoszono też pod adresem pałacu Lindstedt i willi Liegnitz w słynnym parku Sanssouci w Poczdamie otaczającym letnią rezydencję Fryderyka II Wielkiego, twórcy potęgi Prus.

Roszczenia Hohenzollernów oparte są na ustawie z 1994 roku, przewidującej, że skonfiskowane w czasach okupacji sowieckiej po wojnie dobra na wschodzie Niemiec mogą zostać zwrócone. Jednak nie osobom lub ich potomkom, które „udzieliły znaczącego poparcia systemowi narodowosocjalistycznemu lub komunistycznemu". Tymczasem August Wilhelm, syn cesarza, był zagorzałym zwolennikiem nazistów. Nie on jeden w rodzinie. Już w 1930 roku został członkiem SA. Znany jako Prinz Auwi występował na wiecach, spotkaniach i w knajpach nazistowskich, wygłaszając przemówienia, których wartość propagandowa była trudna do przecenienia.

Frakcja Die Linke w Bundestagu, uzasadniając wniosek o odrzucenie żądań materialnych Hohenzollernów, powołała się na listy Augusta Wilhelma, w których udowadniał, że jego działania przysporzyły nazistom poparcie dwu milionów osób. Przypomniano także, że na słynnym „Dniu Poczdamu" 21 marca 1933 roku książę stał w pierwszym rzędzie nazistowskich dygnitarzy.

Większość niemieckich historyków zajmujących się sprawą Hohenzollernów jest zdania, że August Wilhelm wspierał w znaczącej mierze reżim nazistowski. Potomkowie pruskiej dynastii powołują się jednak na ekspertyzę brytyjskiego historyka Christophera Clarka, który udowadniał przed laty, że książę August Wilhelm był postacią mało znaczącą i nie miał możliwości oddziaływania na opinię publiczną w czasach nazistowskich.

– Nawet gdyby tak było, sam fakt poparcia wyklucza możliwość odszkodowania na podstawie ustawy z 1994 roku – udowadniał w czasie czwartkowej debaty przedstawiciel frakcji Zielonych. CDU/CSU oraz AfD nie mieli wątpliwości, że sprawa powinna być przedmiotem negocjacji Brandenburgii oraz Berlina z Hohenzollernami. Także dlatego, że jeżeli roszczenia trafią do sądów, wyroki mogą być bardzo niekorzystne dla obu landów. Żądania pruskiej dynastii sięgają nawet kilkuset milionów euro.

Sprawa wywołuje sporo emocji. Tym bardziej że na ukończeniu jest odbudowa zamku Hohenzollernów w Berlinie zbombardowanego przez aliantów, a wysadzonego w powietrze przez władze NRD jako symbolu „pruskiego imperializmu". Koszt odbudowy to ponad 700 mln euro.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA