fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Adrian Zandberg: Ludzie wiedzą, o co Lewicy chodzi

Fotorzepa, Grzegorz Rutkowski
Nigdy nie ukrywaliśmy, że mamy dla Roberta Biedronia specjalne zadanie – mówi poseł Adrian Zandberg z Lewicy.

W jakim miejscu chciałby pan, żeby znajdowała się Lewica w styczniu przyszłego roku?

Chciałbym, żebyśmy za rok byli parę kroków bliżej naszego celu. A ten cel jest jasny – po kolejnych wyborach lewicowa większość w parlamencie i lewicowy rząd. To jest powód, dla którego jesteśmy w parlamencie, i sens naszej pracy. Także sens powołania do życia tej pluralistycznej, lewicowej koalicji, której siłą jest różnorodność. Ona pozwala na to, by docierać i reprezentować różne grupy wyborców.

W waszych planach musi być chyba założenie, że jeśli poparcie ma rosnąć, to musi też skądś przepływać. Od Koalicji Obywatelskiej?

Także, oczywiście, że tak. Dzisiaj mamy sytuację, w której bardzo wielu wyborców głosuje, bądź głosowało, na dwa duże bloki – konserwatywno-prawicowy i centroprawicowy. Czyli na blok PiS-owski i ten zbudowany wokół środowiska Platformy. To się chyba będzie zmieniało, po różnych stronach sceny politycznej. Na pewno zmienia się po stronie konserwatywno-liberalnej.

Ma pan na myśli Konfederację i PiS?

Mam na myśli to, co dzieje się dzisiaj na styku PSL i PO. Mam na myśli wielu wyborców, identyfikujących się jako konserwatywno- -liberalni, którzy dzisiaj patrzą raczej na Polskie Stronnictwo Ludowe niż na Platformę jako partię, która odpowiada ich poglądom, wrażliwości i oczekiwaniom. Te rzeczy się więc zmieniają. To nie jest tak, że te dwa bloki są wyryte w skale i będą nam zawsze towarzyszyły w tej formie, w jakiej są teraz.

Tak samo druga sprawa to jest to, o czym pan wspomniał, czyli Konfederacja oraz Prawo i Sprawiedliwość. Trzecia rzecz, moim zdaniem istotna w pewnej perspektywie, to to, co będzie robiło środowisko Porozumienia. Myślę, że ma ono ambicje sięgające zdecydowanie dalej niż jego obecna rola w ramach Zjednoczonej Prawicy. Nie nastawiam się więc na to, że scena polityczna w perspektywie kilku lat będzie stabilna. Nie tylko Lewica jest „walcem", który wjeżdża i zmienia tę konfigurację.

Nie ma pan wrażenia, że ten „walec" jednak przez ostatnie miesiące trochę wyhamował? W sondażach skoków poparcia dla Lewicy nie widać.

Ludzie nie podejmują decyzji o tym, na kogo zagłosują, z dnia na dzień, pod wpływem jednego wydarzenia. To jest proces. Inna sprawa, że z mojej perspektywy to, co było ważne w pierwszych tygodniach w parlamencie, to było bardzo jasne i czytelne powiedzenie, czym jest projekt Lewicy. Takie zdefiniowanie go, żeby każdy, niezależnie od stopnia zainteresowania polityką, zapytany o to, był w stanie czysto intuicyjnie odpowiedzieć: tak, wiem, o co im chodzi. Myślę, że ludzie wiedzą już dziś, o co Lewicy chodzi. Teraz naszą rolą jest to, żeby przekonać więcej osób do tego, że ta wizja jest w ich interesie.

Droga do dominacji Lewicy na scenie politycznej wiedzie przez Pałac Prezydencki?

Możliwych dróg jest wiele. Mamy pewną paletę scenariuszy, w ramach których się poruszamy. Jestem w stanie wyobrazić sobie zarówno wariant, w którym droga do lewicowego rządu prowadzi poprzez zdobycie urzędu prezydenckiego, jak i taki, w którym dochodzimy do parlamentarnej większości w kilkuletniej perspektywie. Nie jest oczywiście tak, że musimy postawić wszystko na jedną kartę, bo jeśli się nie uda, to jesteśmy w dramatycznej sytuacji. Jest wręcz odwrotnie, bo naszą siłą w tym momencie są procesy społeczne, które służą wzmacnianiu się Lewicy.

Jakie procesy?

Pierwsza sprawa to dosyć widoczna, chyba już niekontestowana, rosnąca waga spraw takich jak klimat i środowisko dla wyborców i wyborczyń z każdym kolejnym rokiem wchodzących do życia obywatelskiego. To już można było zobaczyć w tych wyborach parlamentarnych, gdzie jedną z grup społecznych, które bardzo silnie zagłosowały za lewicową listą, byli młodzi wyborcy. Pewien trend, jeżeli chodzi o ich zainteresowanie lewicową ofertą, jest tutaj moim zdaniem dosyć jednoznaczny. Druga sprawa – Polska staje się krajem, w którym coraz więcej osób chce rozdziału Kościoła od państwa. Nie ze względu na jakąś ideologiczną wojnę, tylko z trywialnej przyczyny, że spada uczestnictwo zarówno w praktykach religijnych, jak i w deklarowanej przynależności do związków wyznaniowych. I trzecia sprawa – niezależnie od tego, jak oceniać, czy polska transformacja i w jakim zakresie okazała się sukcesem, a gdzie ponieśliśmy porażki, jest jasne, że ten okres już się zamknął. Dzisiaj Polska stoi przed wyzwaniami, na które nie można powtarzać odpowiedzi na pytania z lat 90. poprzedniego wieku. To oznacza np., że pewne „świętości" w polskim myśleniu, polskiej debacie publicznej, jeżeli chodzi o podejście do roli państwa w inwestycjach, odpowiedzialności za badania, rozwój, nowoczesne technologie, wymagają przewartościowania. Szermierzem tego przewartościowania, tej aktywnej roli demokratycznego państwa, jest w polskiej polityce tylko Lewica.

PiS też jest takim szermierzem. Chyba cała filozofia obecnego rządu się na tym opiera.

Tylko że niestety mamy tutaj do czynienia z dosyć daleko idącym rozziewem między opowieścią a tym, co widać w tabelkach – pomiędzy deklaracją a praktyką.

A dlaczego to nie pan kandyduje na prezydenta?

Kiedy latem 2019 roku podjęliśmy decyzję o budowie lewicowej koalicji, zdecydowaliśmy o paru sprawach w dłuższej perspektywie. Jedną z nich było to, że Robert Biedroń nie wystartuje w wyborach do Sejmu – właśnie dlatego, że mamy dla niego inne zadanie. Myślę, że teraz jest już dla wszystkich jasne jakie. Ja mogę odpowiedzieć trochę podobnie: nie wystartuję w wyborach prezydenckich, ponieważ mam nieco inne zadanie. Jest nim teraz praca w Sejmie i przygotowywanie nas do tego, by w perspektywie kolejnych wyborów być gotowym do objęcia władzy.

To może trzeba było po prostu powiedzieć to opinii publicznej już latem? Wtedy Biedroń już od pół roku przygotowywałby swoją kampanię.

Kto miał uszy, ten słyszał. To nie jest tak, że my z tego czyniliśmy tajemnicę, że Robert Biedroń nie startuje do parlamentu, że mamy wobec niego inne plany.

Były różne przecieki, pomysły, słyszeliśmy o koncepcji, żeby kandydatką była kobieta...

Jesteśmy odpowiedzialni, w związku z czym odpowiedzialnie patrzyliśmy na różne możliwe scenariusze. Mówiłem też bardzo uczciwie, że patrzymy także na to, jak inne komitety wystawiają swoje figury na szachownicy. Żaden kandydat nie startuje tak po prostu – kandyduje się zawsze w pewnym kontekście.

—współpraca Jakub Mikulski

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA