fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Libia: wojna i pokój cudzymi rękoma

Rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu (z lewej) i libijski marszałek, absolwent moskiewskiej szkoły wojskowej Chalifa Haftar
AFP
Rosja i Turcja próbują pogodzić walczące w Libii ugrupowania, ale wspierają przeciwne strony.

Do Moskwy przylecieli na rozmowy skonfliktowani libijscy przywódcy: premier uznawanego przez ONZ rządu Fajiz as-Sarradżi oraz próbujący odebrać mu władzę nad krajem marszałek Chalifa Haftar.

– Międzylibijskim kontaktom patronować będą ministrowie spraw zagranicznych i obrony Rosji oraz Turcji – poinformowało rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych.

Najemnicy Kremla

Oba kraje popierają konkurencyjnych przywódców. Po stronie Haftara walczy według różnych ocen od 300 do 2 tys. rosyjskich najemników wysłanych przez firmę CzWK Wagner. Mimo jednak, że wcześniej wypełniała ona zadania Kremla na Ukrainie i w Syrii, obecnie Rosja dystansuje się wobec nich. Dwa dni przed moskiewskimi rozmowami, po spotkaniu z kanclerz Niemiec Angelą Merkel, prezydent Putin oświadczył, że najemnicy „nie reprezentują interesów państwa rosyjskiego i nie dostają od niego pieniędzy".

Jednak to dzięki nim Haftar (absolwent akademii wojskowej w Moskwie posiadający obecnie również obywatelstwo amerykańskie) mógł prowadzić atak na stolicę kraju Trypolis. Zasiada tam rząd jedności narodowej, na którego czele stoi Fajiz as-Sarradżi. Rosji udało się zablokować rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ wzywającą rebelianta do wstrzymania natarcia.

Ale gdy oddziały marszałka docierały na przedmieścia Trypolisu, niespodziewanie Turcja podpisała traktat z przegrywającym as-Sarradżim, obiecując mu pomoc swojej armii. Nie wiadomo, czy tureccy żołnierze dopłynęli w końcu do Libii, ale groźba ich pojawienia się wystarczyła, by powstrzymać rosyjskich najemników.

Oba kraje już wcześniej podsyłały broń i pieniądze swoim sojusznikom. Po stronie Haftara prawdopodobnie walczą również niewielkie grupy żołnierzy z oddziałów specjalnych oraz „doradcy" z wywiadu wojskowego GRU.

Wśród obcych

Jednak marszałka popiera nie tylko Rosja, ale i większość krajów arabskich.

Głównym jego sponsorem są Zjednoczone Emiraty Arabskie, które pomogły mu już zbudować bazę lotniczą i zaopatrzyły w pojazdy wojskowe, a wcześniej w chińskie drony bojowe oraz rosyjskie systemy przeciwlotnicze. – Emiraty uważają, że Haftar jest w stanie powstrzymać rozprzestrzenianie się upolitycznionego islamu (Abu Zabi najbardziej obawia się Bractwa Muzułmańskiego) – uważa ekspert Jalel Horchaoui.

– Abu Zabi nie toleruje polityzacji islamu, nawet w najbardziej umiarkowanej wersji – dodał. Z podobnych pobudek marszałka wspiera sąsiedni Egipt. Wysłannicy ONZ w Libii twierdzą, że po stronie rebeliantów walczy również do 3 tys. najemnych żołnierzy z Sudanu. Również Francja dyskretnie pomagała Haftarowi, wysyłając mu kilkunastu prawdopodobnie instruktorów wojskowych. Ale wszyscy zostali zatrzymani w Tunezji.

Cały obóz sojuszników marszałka zaś wspiera finansowo Arabia Saudyjska.

W ten sposób Moskwa znalazła się wśród państw, z którymi jest skonfliktowana w innych sprawach.

Legalny rząd Libii zaś popierają państwa prowadzące ostatnio życzliwą politykę wobec Rosji – Turcja i Katar. Ankara wynegocjowała z nim porozumienie o rozgraniczeniu wschodniej części Morza Śródziemnego. – Jeśli Libię podbije Haftar, który jest sojusznikiem Zjednoczonych Emiratów Arabskich – skłóconych z Turcją – to dosłownie odda to tureckie interesy morskie na Morzu Śródziemnym na łaskę Emiratów, Egiptu i Grecji – sądzi jeden z ekspertów. Z podobnego powodu libijski rząd wspiera Katar. Neutralność próbuje zachować dawna metropolia kolonialna – Włochy. Ale próba wejścia do Libii francuskich wojskowych wywołała odruch niechęci w Rzymie obawiającym się, że Paryż będzie chciał wypchnąć stamtąd włoski koncern naftowy ENI.

Finał w Berlinie

– Jeśli nawet Rosji brakuje siły politycznej, by zorganizować takie rozmowy pokojowe jak w przypadku Syrii, to wykorzystując bezczynność i skłócenie partnerów może występować w roli arbitra – sądzi jeden ze znawców tematu.

Dlatego pierwsze spotkanie zwalczających się libijskich ugrupowań zwołano w rosyjskiej stolicy. Ale finał zaplanowano w przyszłym tygodniu w Berlinie.

Obecnie wiadomo, że Niemcy chcieliby zwołać 19 stycznia szczyt w sprawie Libii, na którym miałby zostać zawarty ostateczny pokój. Już w poniedziałek udział w uroczystości zapowiedział turecki prezydent Recep Erdogan. Kreml uchylił się od odpowiedzi, czy Putin również pojedzie do Berlina.

Ale tydzień przed planowanym szczytem nadal nie wiadomo, czy strony libijskiego konfliktu zdołają zawrzeć i dotrzymać choćby zawieszenie broni. Rozmowy zaś prowadzone są przez rosyjskich i tureckich pośredników, gdyż libijskie delegacje nie chciały siąść za jednym stołem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA