Aleksiej Nawalny, jeden z największych krytyków Władimira Putina, został zatrzymany w ostatnia niedzielę na lotnisku w Moskwie. Wrócił do kraju po kilkumiesięcznym pobycie w Niemczech, gdzie był leczony po zatruciu Nowiczokiem.
Wiele państw domaga się, by Rosja przeprowadziła w sprawie otrucia opozycjonisty rzetelne śledztwo. Kreml jednak odcina się od próby zabójstwa Nawalnego.
Wprost z lotniska Aleksiej Nawalny został przewieziony do aresztu, gdzie oczekiwał na wyrok sądu za łamanie przepisów zwolnienia warunkowego. Został skazany na 30 dni aresztu.
W całym kraju odbywają się protesty przeciwko zatrzymaniu Nawalnego. Do demonstracji wzywają jego zwolennicy. W czwartek zatrzymano rzeczniczkę prasową Nawalnego, Kirę Jarmysz, oraz współpracowników opozycjonisty z założonej przez niego Fundacji Walki z Korupcją.
Dziś demonstracje odbywają się w wielu miastach i miasteczkach Rosji. Nawet w Jakucji, gdzie temperatura spadła dziś do -51 stopni Celsjusza.
W Moskwie demonstracja rozpoczęła się o 12 polskiego czasu. Na ulicach jest tłum ludzi, w drodze do stolicy Rosji była widziana kolumna pojazdów wojskowych.
Po południu w mediach społecznościowych pojawiła się informacja o zatrzymaniu żony Aleksieja Nawalnego, Julii. Po kilku godzinach kobieta została zwolniona z aresztu.
Według nieoficjalnych informacji zatrzymano w całym kraju ponad 2000 osób. Nawalny wzywał swoich sympatyków do protestów, a władze ostrzały, by pozostać w domach, ponieważ istnieje ryzyko zakażenia koronawirusem.
W centrum Moskwy zebrało się co najmniej kilkadziesiąt tysięcy osób. Oficjalnie władze informowały, że uczestników protestu było cztery tysiące.
Niektórzy protestujący skandowali "Putin to złodziej", a także "Hańba" i "Wolność dla Nawalnego!".
Według wstępnych informacji Rosjanie protestowali w 70 miastach.