Napisałem list prywatny do Jarosława Kaczyńskiego, że wychowanie młodzieży na nieprawdziwej historii, na kłamstwach i na fałszerstwie to bardzo niedobry kierunek - mówił Stanisław Aronson. Odpowiedzi nie otrzymał - podkreśla.
Stanisław Aronson był podporucznikiem AK i członkiem jednostki Kedywu "Kolegium A" Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej.
W "Faktach po Faktach" były powstaniec podkreślał znaczenie szacunku dla wolności i tolerancji, co jego zdaniem ma kluczowe znaczenie dla wizerunku państwa i znaczenia Polski w Europie i na świecie.
Czytaj także: Partyjność wypiera przyzwoitość
- Czy Polska chce być tylko dumna, pełna pychy i megalomanii, czy chce być otwartym, demokratycznym państwem - pytał Aronson. W jego opinii sprawy idą w odwrotnym kierunku.
Zdaniem Aronsona w Polsce obecnie "fabrykuje się historię" - i historię Powstania Warszawskiego, i historię "żołnierzy wyklętych", tyle że już nie ma kto na te kłamstwa odpowiedzieć. - A to są kłamstwa za kłamstwami - mówił.
Były powstaniec uważa, że inteligencja, z której głownie składała się Armia Krajowa, dążyła do demokracji. Teraz sprawy idą w odwrotnym kierunku - "w kierunku niedaleko faszyzmu" - przekonywał.
Mają też o tym świadczyć wydarzenia z Białegostoku podczas Marszu Równości. Zdaniem Aronsona, ale i innych powstańców, wydarzenia te przypominają te sprzed II wojny światowej i nie powinny zostać przemilczane.
- W Białymstoku obudziły się najgorsze instynkty osób, które odczłowieczały drugiego człowieka - mówił gość programu, dodając, ze nie było widać chęci ze strony władzy, aby te zachowania powstrzymać. - - Władza nie chciała mocno w nich uderzyć, bo to jest ich elektorat. Ten elektorat ciemnego społeczeństwa, które popierało te demonstracje, ten pogrom w Białymstoku.