Reklama

Najrówniejsze zwierzę w Białym Domu

Kryzys polityczny w USA zaostrza się. Barykady stają się coraz wyższe i można założyć, że w grudniu będzie jeszcze ciekawiej. Główna linia frontu przebiega wokół pytania, czy prezydent Trump szantażował prezydenta Ukrainy, obiecując mu pomoc wojskową w zamian za śledztwo w sprawie syna byłego wiceprezydenta Bidena.
Najrówniejsze zwierzę w Białym Domu

Foto: AFP

Chaos w tej sprawie pogłębia fakt, że Amerykanie, w swej większości posługujący się jednym językiem, muszą rozstrzygnąć, czy w rozmowie prezydentów nastąpiło quid pro quo, czyli po łacinie „coś za coś". Prezydent powtarzał wielokrotnie, że nie było żadnego quid pro quo, demokraci żądali śledztwa w tej sprawie, aż w końcu zorientowali się za pomocą badań fokusowych, że nikt, poza dziennikarzami i prawnikami, nie rozumie tego zwrotu, i wtedy spiker Izby Reprezentantów Nancy Pelosi pierwsza użyła określenia „szantaż".




Cała Ameryka szukała w internecie informacji o tym prawniczym terminie, zadając m.in. pytania takie jak: czy quid pro quo jako takie jest legalne, lub co jest przeciwieństwem quid pro quo. (Odpowiedź na pierwsze pytanie brzmi, że w ogóle to tak, a na drugie, że nie wiadomo, ale na pewno nie quo pro quid.)

Czasami jednak linia frontu ucieka w maliny. Tak się stało za sprawą Conana, komandosa, który czynnie przyczynił się do zlikwidowania terrorysty Abu Bakr al-Baghdadiego. Conan jest psem i spece od opinii publicznej wiedzą, że nic nie uczłowiecza człowieka bardziej niż jego kontakty ze zwierzętami. Prezydentowi Trumpowi, o którym wiadomo, że nie lubi ani psów, ani kotów, podnosiła się popularność, gdy tylko mówił o Conanie, więc jego doradcy zaproponowali wizytę Conana w Białym Domu.

Za ten pomysł polecą głowy. Po pierwsze Conan tulił się do wiceprezydenta Mike'a Pence'a i jego żony, wyczuwając pewnie miłe zapachy ich psa, kota i królika, i nie zwracał uwagi na Donalda i Melanię. Prezydent Trump mówił jednak ciepło o Conanie, używając zaimka „he", czyli on. Po kilku godzinach burzy internetowej Biały Dom wydał oświadczenie, że Conan jest jednak „nią", a niedługo potem cofnął się znów na pozycje „on". Żeby było śmieszniej, nikt nie używał zwrotu pies czy suczka – posługiwano się terminami „chłopiec" i „dziewczynka".

Reklama
Reklama

Prawdopodobnie za sprawą niedostatecznej komunikacji pomiędzy Białym Domem i Pentagonem Ministerstwo Obrony, pod którego dowództwem jest Conan, wydawało odwrotne komunikaty: a to, że mamy do czynienia z bohaterskim pieskiem, a to z suczką. Departament Rolnictwa zagrał bezpiecznie: nie deklarował, jakiej płci jest Conan, ale odsyłał do informacji o tym, jaka jest różnica między psem i suczką, a rzecznik zaznaczył, że jeśli pies nie znajduje się w stanie podniecenia, to jego penis może nie być widoczny. Media oszalały z zachwytu, że nareszcie pojawił się temat prosty i fascynujący, dla wszystkich zrozumiały. Znajdowano dziesiątki weterynarzy (i weterynarek), których zmuszano do wypowiadania się na ten temat, co nie było łatwe, bo zdjęcie komandosa (czy komandoski) z odsłoniętym brzuszkiem było tylko jedno i to niezbyt ostre, co dla mediów było doskonałe, ponieważ dyskusja mogła toczyć się bez końca.

Po ponad 24-godzinnej ogólnokrajowej debacie zapanował jednak konsensus. Conan nie jest dziewczynką, nie jest też transem – jest chłopcem. Chociaż w Kalifornii pytano by go jednak o zdanie.

Przez ponad dobę kwestia płci bohaterskiego psiego komandosa zasłoniła wiele innych problemów. Np. spór prezydenta z wojskiem o rehabilitację przez Trumpa innego ludzkiego, ale w swym zachowaniu niezbyt ludzkiego, komandosa, czy też o decyzję sędziego federalnego uznającego za konstytucyjne i właściwe wzywanie przez Kongres na świadków ludzi z otoczenia Białego Domu. Ta decyzja została już odesłana przez Ministerstwo Sprawiedliwości do apelacji, ale uzasadnienie wyroku przejdzie do historii. „250 lat historii Stanów Zjednoczonych świadczy o tym, że prezydent nie jest królem, a urzędnicy Białego Domu służą nie prezydentowi, a narodowi Stanów Zjednoczonych i przysięgają wierność konstytucji, a nie prezydentowi". I jeszcze: „Departament Sprawiedliwości uważa, że prezydent jest upoważniony do jednostronnego ustalania, czy on i jego pomocnicy odpowiedzą na wezwania komisji parlamentarnej w ramach konstytucyjnych dochodzeń w sprawie jego potencjalnych wykroczeń". Do tego zdania dodany jest przypis: „Podobny punkt widzenia jest opisany w słynnej książce George'a Orwella »Folwark zwierzęcy«: wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych". Pamiętajmy, że w USA zdanie sędziego bywa ważniejsze od zdania ministra sprawiedliwości.

Plus Minus
Sztuczna inteligencja na froncie. „Istnieje ryzyko, że broń autonomiczna sama zacznie podejmować decyzje”
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Plus Minus
Cztery punkty kluczowe dla rozwoju ataku na Iran. Co przyniesie operacja Epicka Furia?
Plus Minus
„Megadeth”: Pożegnanie z gitarą
Plus Minus
„Monolok”: W poszukiwaniu opowieści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama