fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Eutanazja i III Rzesza

AdobeStock
Analogie historyczne zawsze są ryzykowne, ale niekiedy bardzo trudno od nich uciec. Tak jest w przypadku eutanazji osób chorych psychicznie. Czy się tego chce czy nie, nasuwa się porównanie z III Rzeszą i akcją T4, którą wymyślili najlepsi niemieccy psychiatrzy, a popierali najbardziej światli prawnicy.

Dlaczego o tym piszę? Bo teraz o eutanazji osób chorych psychicznie też wypowiadają się najlepsi psychiatrzy i wybitni bioetycy. I mam nieodparte wrażenie, że mimo najlepszych intencji, które mieli także niemieccy specjaliści z lat 40., oni także się mylą. Ofiarami ich pomyłki będą zaś pacjenci. A żeby to zrozumieć, trzeba sięgnąć do ich własnej argumentacji, choćby tej zaprezentowanej na łamach „American Journal of Bioethics" przez psychiatrę Brenta Kiousa i Marget Battin, promotorkę dobrowolnej eutanazji, oboje z Uniwersytetu Utah.




Autorzy tekstu w prestiżowym czasopiśmie bioetycznym przekonują, że między eutanazją osób ciężko chorych fizycznie a osób chorych psychicznie w istocie nie ma różnicy. „Jest jasne, że cierpienie towarzyszące chorobom psychicznym może niekiedy być tak poważne, nieusuwalne i długotrwałe jak cierpienie związane z chorobami fizycznymi. A to oznacza, według nas, że jeśli takie cierpienie może usprawiedliwić eutanazję w przypadku niektórych osób cierpiących na terminalne choroby fizyczne, to może ją także usprawiedliwić w przypadku osób cierpiących na choroby psychiczne".

Problemy z ich argumentacją są przynajmniej trzy. Po pierwsze, wcale nie jest powszechnie uznawane, że cierpienie, nawet jeśli niezwykle silne i nieusuwalne, może stanowić usprawiedliwienie dla zabicia pacjenta. Po drugie, nawet jeśli ktoś uznaje, że eutanazja może być moralnie usprawiedliwiona, to jest oczywiste, że jej usprawiedliwienie przez cierpienie jest bardzo trudne do jednoznacznego określenia. Od kiedy bowiem zaczyna się cierpienie „nie do wytrzymania"? Jak określić intensywność cierpienia i kto miałby to robić?

I wreszcie kwestia trzecia: nawet jeśli uznaje się, że nieusuwalne cierpienie może być kryterium kwalifikującym do eutanazji, to jak można pozwolić na podejmowanie takich decyzji osobom, których poczytalność jest przynajmniej ograniczona? Na to ostatnie pytanie Kious i Battin odpowiadają, argumentując, że nie wszystkie osoby chore psychicznie mają ograniczoną poczytalność. Zaś odebranie „prawa do eutanazji" tym z nich, którzy niewyobrażalnie cierpią w sposób nieunikniony, byłoby niezgodne z zasadą, że cierpienie stanowi wystarczające jej usprawiedliwienie. I właśnie dlatego, ich zdaniem, przy zachowaniu odpowiednich zabezpieczeń eutanazja osób chorych psychicznie powinna być dopuszczalna.

Analizując to rozumowanie, trzeba przyznać, że jest ono spójne. Jeśli cierpienie (przy świadomości, że jego ocena jest zawsze subiektywna i umyka obiektywnym standardom) jest wystarczającym wskazaniem do eutanazji, to trudno będzie odróżnić od siebie cierpienie psychiczne i fizyczne. Szczególnie że to ostatnie zawiera w sobie zawsze także to pierwsze. A jeśli eutanazja jest prawem człowieka, to trudno będzie odmówić jej komukolwiek.

Problem w tym, że oba te założenia są fałszywe. Cierpienie nie usprawiedliwia eutanazji, a ona sama nie jest prawem kogokolwiek. Jeśli jest w tym rozumowaniu jakiś prawdziwy element, to jest nim twierdzenie, że nie ma istotnej różnicy między eutanazją osób chorych fizycznie i psychicznie. Obie powinny być zakazane.

A co to wszystko ma wspólnego z akcją T4? Odpowiedź jest prosta. Otóż tak w III Rzeszy, jak i teraz to, że medycy nie potrafią sobie poradzić z leczeniem jakichś chorób czy ich objawów, ma być usprawiedliwieniem dla likwidacji chorych. I w obu przypadkach takie pomysły, niezależnie od intencji, są kompromitacją moralną osób je prezentujących.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA