fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

O seksie dla masochistów

Courtesy of Netflix
"Bonding" (z ang. wiązanie) to króciutki serial komediowy – siedem odcinków po kilkanaście minut. Netflix mocno go reklamuje jako swój nowy hit. Wobec zachwytów, że to dzieło bardzo odważne, postępowe, naruszające tabu, trzeba jednak głośno krzyknąć, że ta domina jest naga.

Rightor Doyle może miał ciekawy pomysł, by zrobić czarną komedię o świecie nowojorskiego sado-maso (BDSM). Pewnie miał też ciekawe własne historie, bo sam w młodości był asystentem dominy. I można mu wierzyć, że jego znajomi przez lata z tych opowieści się zaśmiewali. Ale w szczycie serialowej mody przydałoby się coś więcej niż ogólny pomysł i kilka żartów sytuacyjnych.

W „Bonding" przede wszystkim kuleje fabuła. Sami bohaterowie są jeszcze jako tako zarysowani: nieśmiały gej marzący o karierze stand-upera (Brendan Scannell) i jego przyjaciółka z prowincjonalnego liceum, ewidentnie skrzywdzona przez życie (Zoe Levin). Ale całość to zaledwie seria skeczy o zderzeniu pruderii z całkowitym – oczywiście przedstawionym jako jak najbardziej pożądane – wyzwoleniem popędów. Scenariusz razi banalną psychoanalizą – najpierw dotyczącą klientów, potem samej dominy. Na koniec zaś mamy wywołujący poczucie żenady happy end i uchylenie furtki do kolejnego sezonu. Tylko po co? Nie wiem nawet, po co obejrzałem do końca sezon pierwszy. Ale to w końcu opowieść o masochizmie...

Ten niby superpostępowy serial w Ameryce poważnie oburzył tzw. seksworkerki. Otóż według nich „Bonding" opiera się na stereotypach, pokazuje świat BDSM w krzywym zwierciadle i stygmatyzuje dominy. I to tyle, jeśli chodzi o łamanie tabu.

„Bonding", reż. Rightor Doyle, prod. i dystr. Netflix

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA