Reklama
Rozwiń
Reklama

„Przemytnik”. Stary człowiek i furgonetka

Jest w bardzo dobrym „Przemytniku" scena, w której główny bohater śpiewa dziarsko jeden z amerykańskich szlagierów „I've Been Everywhere" Hanka Snowa, znany być może lepiej w aranżacji niezastąpionego w takich kwestiach Johnny'ego Casha. I rzeczywiście, Earl Stone (Clint Eastwood), utytułowany hodowca liliowców, niemal z dziewięćdziesiątką na karku, w Stanach Zjednoczonych był wszędzie, czym chwali się wszem wobec, wskazując na swojego zdezelowanego pikapa, który liczy sobie bez mała pół wieku.
„Przemytnik”. Stary człowiek i furgonetka

Foto: materiały prasowe

Teraz Stone znowu jest w drodze. Będąc na skraju bankructwa, utraciwszy dom i ogród, samotny mężczyzna decyduje się na pracę dla meksykańskiego kartelu narkotykowego, transportując dlań kokainę z teksańskiego El Paso do odległego Chicago. I trzeba przyznać, że jest w tym dobry, tak jak wcześniej w pielęgnacji kwiatów. Jako doświadczony kierowca nigdy nie był notowany, ale nie to stanowi jego największy atut. Nie jest nim także biały kolor skóry, choć stawia go zdecydowanie na uprzywilejowanej pozycji, co Eastwood komentuje wymownym epizodem policyjnego zatrzymania, jakże innym od tego, do którego przyzwyczaiło widza kino czarnych. Tym, co daje mu największą przewagę, jest starość, bodajże jedna z najbardziej ignorowanych i wypieranych kwestii w amerykańskim społeczeństwie.

4 zł tygodniowo przez rok!

Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!

Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.

Kliknij i poznaj szczegóły.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama