fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Rosja: narodowe imperium pozorów

Złudna rosyjska potęga. Państwo Putina się zwija.
AFP, Aleksey Filippov
Współczesna Rosja wygląda na odradzające się konserwatywne imperium. Wśród polskiej prawicy toczy się spór o to, czy należy zwracać uwagę raczej na rosyjski imperializm czy na jej konserwatyzm. Tymczasem Rosja, po raz pierwszy w swoich dziejach, staje się zwykłym państwem narodowym.

Część komentatorów dostrzega przede wszystkim niebezpieczeństwo, jakie dla Polski i świata niesie odbudowa dawnego imperium, inni z podziwem i nadzieją patrzą na odradzający się po latach rosyjski konserwatyzm. Ci pierwsi w obawie przed odradzającą się Rosją szukają pomocy u zachodnich sojuszników, ci drudzy – przeciwnie – widzą w Rosji przeciwwagę dla zagrażającego Polsce liberalnego Zachodu. Pierwszy nurt dominuje w szeroko rozumianym „obozie patriotycznym", związanym mniej lub bardziej z Prawem i Sprawiedliwością i takimi mediami jak „Gazeta Polska" czy portal Fronda.pl.

Drugi nurt jest natomiast obecny w szeroko rozumianym obozie narodowym. Publicystykę tego nurtu można znaleźć w „Najwyższym Czasie" i na portalu Konserwatyzm.pl. Nierzadko obie strony sporu uderzają w apokaliptyczne tony. Jedni widzą w Rosji nihilistycznego antychrysta posługującego się w cyniczny sposób religią w celu odzyskania imperialistycznej pozycji. Drudzy upatrują w niej szansę na powstrzymanie tryumfu ateistycznego globalizmu. Na polskiej prawicy dominuje wciąż ta pierwsza, tradycyjna antyrosyjska narracja. W ostatnim czasie coraz więcej zwolenników zdobywa konserwatywna opcja prorosyjska.

Uważam, że żadna ze stron tego sporu nie ma racji. Tradycyjna opcja antyrosyjska uznaje za oczywiste, że Rosja jest odradzającym się imperium, nowa opcja prorosyjska przyjmuje natomiast za pewne, że ma ona charakter chrześcijański i konserwatywny. Współczesna Rosja nie jest ani imperialna, ani tym bardziej konserwatywna. Po wielkiej i strasznej przeszłości pozostały tylko potężne postimperialne i antyzachodnie resentymenty mas i wykorzystująca je cynicznie polityka elit. Rosja tworzy wciąż konserwatywne i imperialne fantazmaty, ale jej realne działania, zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne, wbrew jej własnej propagandzie i wbrew obawom – lub nadziejom – zachodnich obserwatorów, potwierdzają, że doszło do epokowego zerwania z dawnymi zasadami kierującymi rosyjską polityką. Rosja staje się zwykłym państwem narodowym, które – być może po raz pierwszy w dziejach – ani nie niesie światu apokaliptycznych zagrożeń, ani nie daje mu żadnych mesjańskich nadziei.

Ostatnia nadzieja konserwatyzmu

Przykładem pierwszego typu polskiego prawicowego myślenia o Rosji jest prof. Andrzej Nowak, znakomity kontynuator oryginalnej polskiej szkoły sowietologii, której najważniejszym twierdzeniem była zasadnicza ciągłość między carskim a radzieckim imperializmem. Zwięzłym streszczeniem tego poglądu na ZSRS jest tytuł wielotomowej przedwojennej pracy Jana Kucharzewskiego „Od białego caratu do czerwonego".

Reprezentantką drugiego ze wspomnianych sposobów myślenia o Rosji jest koleżanka profesora Nowaka z Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesor Anna Raźny, jedna z najważniejszych polskich badaczek literatury rosyjskiej. O ile punktem wyjścia analizy Andrzeja Nowaka jest założenie trwałości rosyjskiego imperium, które instrumentalnie wykorzystuje różne ideologie, o tyle Anna Raźny zaczyna od faktu nawrócenia Rosji, który – jej zdaniem – zasadniczo przemienia jej imperialne dziedzictwo.

Według profesor Raźny mamy w Rosji do czynienia z prawdziwym powrotem do tradycji, nie tylko w sferze publicznej, lecz także prywatnej. Wielokrotnie z entuzjazmem przypominała ona o wprowadzanych w ostatnich latach w Rosji rozwiązaniach prawnych promujących tradycyjne wartości. Rosyjskie władze bronią wartości chrześcijańskich w sferze publicznej, sprzeciwiają się homoseksualnej propagandzie, formułują projekty antyaborcyjne.

Również w sferze międzynarodowej Rosja stała się rzecznikiem konserwatyzmu i chrześcijaństwa. Rosyjski konserwatyzm według Raźny nie jest narzędziem imperializmu, lecz szczerym wyrazem sprzeciwu wobec zepsutego liberalnego świata i próbą sformułowania dla niego alternatywy. Potężne państwo rosyjskie jest w stanie prowadzić aktywną walkę z liberalnym globalizmem. Okazuje się więc, że to nie wartości służą imperium, lecz imperium ma służyć wartościom. Nowy imperializm, inspirowany przez wartości, nie może już posługiwać się przemocą. W ten sposób Rosja, wracając do tradycji chrześcijańskich, odwraca się w istocie od swojego złowrogiego dziedzictwa.

Anna Raźny zwraca więc uwagę na ignorowany często przez komentatorów „etyczny wymiar" imperium u nowych eurazjatystów. Dostrzega go nawet w myśli Aleksandra Dugina, którego uważa za autora głęboko zakorzenionego w tradycji rosyjskiej i w chrześcijaństwie, kontynuatora myśli Fiodora Dostojewskiego, Nikołaja Bierdiajewa i Aleksandra Sołżenicyna. Impulsem do odbudowy rosyjskiego imperium nie ma być bowiem u niego próżna żądza władzy, lecz właśnie etyczny sprzeciw wobec zachodniego sposobu życia. Dugin nie jest więc wrogiem, lecz w rzeczywistości obrońcą prawdziwych wartości europejskich. Jak zauważa jednak Raźny, „nie wszyscy badacze Dugina zwracają uwagę na aspekt etyczny jego koncepcji, jako równie ważny, co aspekt imperialny".

Rosja niespodziewanie stała się prawdziwą ojczyzną światowego konserwatyzmu. Jak z żalem stwierdza Anna Raźny, polska prawica nie potrafi jednak tego dostrzec i zaakceptować. Nasi konserwatyści wciąż pozostają w pułapce tradycyjnej polskiej rusofobii. Jak stwierdza Raźny: „Rosja ośmieliła się nie tylko podważyć, ale odrzucić ideowy fundament tego imperium – ideologię politycznej poprawności i związany z nią genderyzm. Wystąpiła przeciwko ich ateizmowi i tryumfalnie powróciła do chrześcijaństwa. Jakakolwiek próba wskazania na Rosję w roli katechona – czyli tego, kto powstrzymuje szatańskie działania we współczesnym świecie – jest co najmniej herezją polityczną i cywilizacyjną, szaleństwem, które należy opanować".

Dla Raźny istotą współczesnej Rosji jest więc konserwatyzm, a imperializm – czy raczej to, co pozostało z imperializmu po nasyceniu go etycznymi i religijnymi wartościami – jest tylko środkiem dla jego obrony i rozszerzania. Roztropny konserwatysta powinien umieć rozpoznać tę sytuację i wraz z rosyjskim wielkim bratem bronić się przed zachodnim liberalizmem.

Stacja benzynowa przebrana za państwo

Wspólnym punktem obu stron polskiego prawicowego sporu o Rosję jest przekonanie o jej ciągłości historycznej, przy czym pierwsza z nich kładzie nacisk na dziedzictwo imperialne, a druga – na dziedzictwo konserwatywne. Wbrew temu wydaje się, że rosyjski konserwatyzm nie przetrwał 1917 roku, a rosyjski imperializm poniósł nieodwracalną klęskę w 1991 roku. W rezultacie Rosja z jednej strony nie jest już wcale chrześcijańska, z drugiej zaś – nie jest też imperialna. Zarazem jednak udaje przed samą sobą i przed światem, że jest odradzającym się konserwatywnym imperium.

Rzadko zwraca się uwagę na postimperialny, a nie neoimperialny charakter współczesnej Rosji. Najważniejszym zwolennikiem takiej interpretacji jest Dmitrij Trenin, szef moskiewskiego oddziału amerykańskiego Centrum Carnegie, autor wydanej kilka lat temu książki „Post-imperium". Wskazuje on, że rozpad Związku Sowieckiego należy rozpatrywać jako koniec ostatniego wielkiego imperium kolonialnego. Wcześniej imperia straciły Wielka Brytania, Francja, Belgia czy Holandia. Demontaż imperium okazał się więc korzystny nie tylko dla poszczególnych narodów ZSRS, lecz także samych Rosjan, którzy mieli dość ponoszenia kosztów kontroli i utrzymania peryferii.

Po pozbyciu się imperium Rosjanie skupili się na indywidualistycznych projektach, zaczęli robić karierę w nowej rzeczywistości lub – znacznie częściej – rozpaczliwie walczyć o przetrwanie. Choć wciąż chętnie odwołują się do imperialnej retoryki, nie są wcale skłonni ponosić rzeczywistych ofiar w imię jakiejkolwiek idei. Retoryka imperialna jest tak popularna, ponieważ w Rosji wciąż żywa jest trauma po upadku imperium. Rzecz w tym, że w wypadku zachodnich potęg pozbycie się balastu imperium zbiegło się w czasie z gwałtownym wzrostem gospodarczym i nowymi projektami integracyjnymi, co znacząco łagodziło traumę, Rosja natomiast po zwinięciu imperium przeżyła ogromny kryzys gospodarczy i polityczny. Nostalgia za utraconą potęgą nie tylko nie znalazła ukojenia, lecz zaczęła pełnić funkcje kompensacyjne. To dlatego właśnie dyskurs publiczny w Rosji pełen jest sentymentów za dawną imperialną wielkością i resentymentów wobec Zachodu.

Projekt odbudowy imperium nie może się udać nie tylko dlatego, że Rosjanie wolą o nim słuchać, niż naprawdę się w niego zaangażować, ale także dlatego, że struktura gospodarcza Rosji uniemożliwia odzyskanie przez nią podmiotowości w światowym systemie gospodarczym. Jak wskazuje Borys Kagarlicki w książce „Imperium peryferii", Rosja w systemie światowym jest od stulecia krajem peryferyjnym. Jej gospodarka opiera się na dostarczaniu surowców dla bardziej rozwiniętych krajów. Jedynym momentem, w którym Rosja próbowała wyrwać się z tego położenia, był stalinizm, który przyniósł jednak ogromne ofiary.

Próba ta nie udała się ostatecznie dlatego, że Rosja dla osiągnięcia doraźnych korzyści zaczęła w końcu handlować z Zachodem. W latach 60. zaczęła eksportować do Europy gaz i ropę, przez co weszła z powrotem w system światowy i zajęła w nim swoje dawne miejsce, które zajmuje do dziś. Rosyjska ekspansja ma zatem systemowe ograniczenia. Sam gospodarczy charakter Rosji, peryferyjnego imperium surowcowego, sprawia, że jest raczej drwalem i woziwodą Zachodu, a nie jego pełnoprawnym partnerem. Rosja jest, jak to określił jeden z amerykańskich polityków, stacją benzynową przebraną za państwo. Władze rosyjskie, o ile nie podejmują próby wyrwania się z tej zależności, jak to było na przykład w początkach ZSRS, skazane są na współpracę z Zachodem.

Elita rosyjskiej władzy zręcznie wykorzystuje kształt rosyjskiej gospodarki i postimperialną traumę rosyjskich mas. Jak wskazywał Gleb Pawłowski w książce „System Federacji Rosyjskiej w wojnie 2014 roku", Rosja wciąż rządzona jest przez wąską klasę czerpiącą zyski z obrotu surowcami. Jedynym celem pragmatycznej rosyjskiej elity jest po prostu utrzymanie władzy i zasobów. Nie zamierza ona dopuszczać rozwoju instytucji demokratycznych, nie stawia sobie też za cel rzeczywistej modernizacji, jedno i drugie zagrażałoby bowiem jej pozycji.

Rosyjskim elitom pozostaje więc albo dzielenie się z masami korzyściami z handlu ropą i gazem, co udaje się w czasie koniunktury, albo odwoływanie się do postimperialnej traumy, co konieczne jest w okresie spadku cen surowców. Prowadzi to jednak do dość paradoksalnej sytuacji. Z jednej strony elita dla utrzymania swojej pozycji potrzebuje mobilizacji społecznej, którą zapewnia antyzachodni i nacjonalistyczny kurs, z drugiej zaś strony potrzebuje wciąż możliwości handlu z Zachodem, co wymaga trzymania tego kursu w pewnych granicach.

Rosja skazana jest więc na udawanie przed swoimi mieszkańcami antyzachodniego imperium, nie może jednak udawać zbyt przekonująco, by nie stracić możliwości robienia interesów ze znienawidzonym Zachodem. W ten sposób współczesna Rosja z samej swojej natury musi wahać się między wewnętrzną konsolidacją a zewnętrznym otwarciem. Obecnie jesteśmy świadkami skurczu mobilizacyjnego, niezbędnego dla rządzących Rosją elit ze względu na sytuację gospodarczą i społeczną, który jednak na dłuższą metę zagraża ich własnym interesom.

Samoograniczające się imperium

Jeśli powyższe analizy są trafne, to współczesny rosyjski konserwatyzm należy rozumieć jako po prostu narzędzie władzy. Władza popiera prawosławie, odwołuje się do narodowych tradycji i prowadzi antyzachodnie kampanie po to, by zjednoczyć wokół siebie coraz bardziej sfrustrowanych mieszkańców Rosji. Potężna nostalgia postimperialna sprawia, że działania te przyjmowane są z wdzięcznością.

Rosyjska religijność ma zdumiewająco fasadowy charakter. Niewierzących prawosławnych, których dawniej traktowano jako socjologiczną osobliwość okresu transformacji, jest obecnie więcej niż zwykłych wierzących. Deklaracjom o poszanowaniu wartości chrześcijańskich w prawie nie towarzyszy realny wpływ tych wartości na życie codzienne w większej skali. Przyjmowana z nadziejami przez konserwatystów na całym świecie rechrystianizacja Rosji ma więc w przeważającej mierze charakter odgórny, powierzchowny i imitacyjny. Nie należy natomiast przeceniać międzynarodowej roli rosyjskiego konserwatyzmu.

Rosja wcale nie zamierza tworzyć prawdziwej konserwatywnej międzynarodówki. Działania na arenie międzynarodowej potrzebne są przede wszystkim dla realizacji celów wewnętrznych. Adresatem rosyjskiej polityki zagranicznej są paradoksalnie sami mieszkańcy Rosji. Jej celem jest przekonanie Rosjan, że ich kraj staje na czele antyzachodniej krucjaty, a nie rzeczywista konfrontacja, której rosyjskie elity wcale nie pragną i na którą Rosja bynajmniej nie jest gotowa.

Rosja musi więc być samoograniczającym się imperium. Paradoksalnie, wydarzenia na Ukrainie tylko potwierdzają tę diagnozę. Realne działania, jakie podjęła tam Rosja, są rażąco niewspółmierne do oczekiwań zmobilizowanych mas. Nie dość przypominać, że Aleksander Dugin przeszedł do opozycji wobec władz rosyjskich, uznając, że prowadzą one szkodliwą politykę ochrony status quo. Najważniejsze jest jednak to, że ideologiczną podstawą działań Rosji nie jest żaden projekt imperialny, w rodzaju eurazjatyzmu, lecz zwyczajny nacjonalizm. Obecnie władze odwołują się najczęściej do koncepcji „rosyjskiego świata". Nie chodzi o rozprzestrzenianie jakiejś rosyjskiej idei, tylko o obronę rosyjskiego narodu. Wojna na Ukrainie była właśnie próbą określenia granic jego występowania. Po raz pierwszy od wieków Rosja okazuje się jednak mieć jakieś granice.

Nie oznacza to jednak, że wszystko będzie dobrze. Upadające imperia mogą przynieść wiele szkody swoim sąsiadom. Rosja realizuje w pewnym stopniu turecki model rozpadu z początku XX wieku, w którym inkluzywną formułę osmańską zastąpił ekskluzywny młodoturecki nacjonalizm. Nie wolno zapominać, że ubocznym skutkiem tego procesu była rzeź Ormian. Także w wypadku Rosji przedefiniowanie zasady państwowej może prowadzić do „zbierania ziem ruskich", czego chyba świadkami jesteśmy na wschodniej Ukrainie, a może wkrótce i na Białorusi.

Elity rosyjskie potrzebują zresztą tych konfliktów, by móc mobilizować coraz biedniejszych i coraz bardziej sfrustrowanych mieszkańców. Wygląda jednak na to, że tak jak świecka nacjonalistyczna Turcja, choć zdolna była do wielkich gwałtów, nie stawia sobie już za cel – przynajmniej na razie – podboju Wiednia, tak też nowa nacjonalistyczna Rosja, choć wciąż może dopuszczać się zbrodni, nie będzie dążyła do zajęcia Warszawy.

Źródła polskiej rusofilii

Na zakończenie chciałbym się zastanowić nad źródłami zaskakującej rusofilii części polskiej prawicy. Sądzę, że zasadniczym powodem, dla którego pokłada ona nadzieje w nowym konserwatywnym imperium rosyjskim, jest rozczarowanie rezultatami dotychczasowej polskiej transformacji. Przecież to Polska miała stać się dla świata tym, czym dziś według tej części prawicy staje się Rosja.

Polska, która pokonała wschodni antychrześcijański komunizm, miała sformułować alternatywę dla zachodniego świeckiego liberalizmu, stanąć na czele walki o bardziej sprawiedliwy i bardziej ludzki porządek społeczny, gospodarczy, polityczny i międzynarodowy. Nic takiego się jednak nie stało. Wielkie ideały Solidarności zostały zapomniane, a nauka Jana Pawła II, który wyraźnie oczekiwał od Polaków kolejnej mobilizacji, została odrzucona przez intelektualnych przywódców III Rzeczypospolitej.

Może się jednak wydawać, że misja porzucona przez Polskę została podjęta przez Rosję. „Rosja – mówiła w jednym ze swych wystąpień profesor Raźny – pretenduje do roli przedmurza chrześcijaństwa. Polska zrezygnowała z tej roli. Oni nas trochę wyprzedzili". Innymi słowy, Rosja stała się nową Polską. Nadzieja wiązana z konserwatywną Rosją jest więc rezultatem utraty nadziei na chrześcijańską Polskę.

Dr Paweł Rojek jest filozofem i socjologiem, wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego

Magazyn Plus Minus

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA