fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Bogusław Chrabota: Władimir Putin a sprawa polska

AFP
Nigdy nie daruję Władimirowi Putinowi tego obsesyjnego grania antypolską kartą, zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej. Ani to odkrywcze, ani wirtuozerskie.

Większość dyktatorów bezradnych wobec prawdziwych problemów, przed jakimi stają ich społeczeństwa, posługuje się instrumentem sztucznego kreowania wroga. Putin robił tak zawsze. Najpierw byli terroryści z Kaukazu, jak nazywał ludzi walczących o niepodległość państw i narodów w tamtym regionie. Hejt, który uruchomił, kampanie wojenne, które przeprowadził i zbrodnie wojenne, za które jest odpowiedzialny, faktycznie doprowadziły do ich radykalizacji i część z nich wepchnęły w ramiona islamskiego terroryzmu. To najważniejszy skutek tamtej manipulacji. W żaden sposób natomiast nie pomogła ona rozwiązać problemów Rosji.




Po czeczeńskich i dagestańskich terrorystach wrogiem był legalny rząd Gruzji, potem dźwigające swój kraj z państwowego kryzysu władze Ukrainy. Dla Putina byli to zawsze godni pogardy przedstawiciele pseudopaństwa i pseudonarodu, faszyści i banderowcy. Na fali tamtego hejtu dokonano „sprawiedliwej" aneksji Krymu i beznadziejnej, nieprzynoszącej nikomu nic prócz strat wojny w Donbasie.

Widać i ten potencjał kremlowskiej propagandy się kończy, skoro na putinowskim celowniku znalazła się Polska. Zaczęło się od bezprecedensowych i wulgarnych komentarzy o przedwojennym polskim ambasadorze Józefie Lipskim, by ciężar zarzutów przenieść na odpowiedzialność Polaków za wybuch II wojny światowej i Holokaust, a ostatnio – na rzekome przygotowywanie przez Polskę i NATO ataku na Rosję. Absurd za absurdem, a miarą jego ciężaru i oportunizmu rosyjskich elit jest to, że różni kremlowscy purpuraci i paputczycy powtarzają te herezje, domagając się pociągnięcia Polski do odpowiedzialności na forach międzynarodowych.

Przy okazji kolportuje się powszechnie opinie o polskiej rusofobii, narodowych uprzedzeniach i obsesji. To równie nieprawdziwe, co dla wielu z nas bolesne. Bo o ile można o ludziach mojego pokolenia powiedzieć, że w większości jesteśmy szczerymi przeciwnikami uosabianego przez byłego pułkownika KGB moskiewskiego imperializmu, to z rusofobią nigdy nie mieliśmy i nie mamy nic wspólnego. Wręcz odwrotnie, wychowywaliśmy się na Dostojewskim, Tołstoju i Gogolu, w czasach samizdatu zaczytywaliśmy się książkami Sołżenicyna, Wojnowicza, Władimowa i Zinowiewa. Uczyliśmy wielkiej poezji od Brodskiego, a wielkiej literatury – od Nabokowa. Miałem ten honor, że dane mi było poznać wielu z tych wielkich Rosjan, zwykle na emigracji. Słuchałem na żywo w wykonaniu autorskim „Wielkiej elegii dla Johna Donne'a" Brodskiego i przegadywałem wieczory z autorem historycznego poematu o żołnierzu Czonkinie. Dane mi było od Boga poznać i podziwiać wielkich rosyjskich malarzy i muzyków, skrzypków i pianistów. I często wspólnie, przy dobrej wódce czy kaukaskim koniaku, snuliśmy marzenia o przyszłych, pokomunistycznych czasach, kiedy w świecie wolnych już narodów znikną wzajemne uprzedzenia, a Rosjanie i Polacy poczują się braćmi jak wiele razy w historii. Bo historia naszych narodów to nie tylko konflikty, a często szczera przyjaźń i braterstwo.

Niestety, stało się inaczej. Na czele wielkiego kraju na wschód od mojej Ojczyzny stanął sprawny, inteligentny, ale nieliczący się z moralnością polityk. Niczym wdzięczny dziedzic Stalina wraca do zamierzchłej przeszłości, stawiając go za wzorzec Rosjanom, bo przecież to on, nikt inny, dalej jeszcze niż Katarzyna, jej generałowie i dziedzice poszerzył granice imperium. Nie głosi tego wprost, ale Wissarionowicz to jego wzór i autor politycznego podręcznika. Co myśli na Kremlu Putin – to na papkę dla Rosjan i świata przemiela kremlowska propaganda. I znów królują wrogość i nieufność. Kłamstwa i uprzedzenia. I umacniają się jak beton wylewany pod dzielące ludzi mury. Pozostają żal i wściekłość, bo nie tak powinno być. Polacy i Rosjanie mają prawo być braćmi, przyjaciółmi, sojusznikami i partnerami. Czy kiedyś tak się stanie? Czy za mojego życia doczekam się dobrej pogody na wizytę w Moskwie, Petersburgu czy Niżnym Nowogrodzie – miastach, gdzie bywałem za młodu, pełen nadziei, że kiedyś będzie lepiej? Może, ale tylko wtedy, gdy Putin lub jego następcy przestaną dzielić narody i szerzyć wrogość. Marzę o takich czasach, ale boję się, że to tylko marzenia.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA