fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Żeromski, czyli w poszukiwaniu Judyma

AdobeStock
Kilka tygodni po tym, gdy Polka otrzymała literacką Nagrodę Nobla, i kilka miesięcy po tym, gdy warszawiacy wybrali na prezydenta człowieka otwarcie namawiającego do czytania, zlikwidowano jedną z najbardziej szanowanych księgarń w stolicy, z ponadpółwieczną historią, mającą za patrona Stefana Żeromskiego.

Autor „Dziejów grzechu", „Doktora Judyma" czy „Przedwiośnia" patronował szczególnemu miejscu na mapie Warszawy. U zbiegu dwóch głównych arterii stolicy – alei Solidarności (dawniej Świerczewskiego) oraz Jana Pawła II (dawniej Juliana Marchlewskiego) – parter i piętro zajmowała placówka chętnie odwiedzana przez bukinistów. Na ponad 300 metrach powierzchni na parterze po lewej stronie znajdowało się stoisko z literaturą popularną, po prawej z literaturą dziecięcą. Na oba z wielkiego portretu spoglądał Stefan Żeromski. Aby zaznajomić się z literaturą specjalistyczną, książkami o sztuce, albumami, trzeba było po kamiennych schodach wejść na wysokie pierwsze piętro.




Tradycją tego miejsca były spotkania z czytelnikami. Pamiętam, jak rodzice zabrali mnie tam na spotkanie z Agnieszką Osiecką i Bułatem Okudżawą, ale też kiedy kilka lat później już sam przybyłem na spotkanie z Michaliną Wisłocką z okazji wydania jej „Sztuki kochania".

Zabytkowy zielony neon „Księgarnia im. Stefana Żeromskiego" zasili zapewne muzeum neonów, a księgarnia przejdzie do historii. A wydawało się, że jest nieśmiertelna. W czasach transformacji udawało się ją uratować kilkakrotnie. Najpierw, gdy z upadającej sieci Domu Książki trafiła do Bellony, potem był Matras, a ostatnio Świat Książki.

Dlaczego w Warszawie – mieście (podobno) ludzi czytających, siedzibie kilku wyższych uczelni – sprzedaż książek i prowadzenie księgarń jest zjawiskiem nieopłacalnym, pozostaje dla mnie zagadką. Pierwszym tego symptomem była klęska Uniwersusa. Niezorientowanym wyjaśniam, że miała być to modelowa, wielopoziomowa księgarnia powołana do życia pod koniec lat 70. XX wieku. Uniwersus wydawał się być dla czytelników placówką idealną – zawierał dużą księgarnię samoobsługową, dział książek zagranicznych, miejsce spotkań z czytelnikami i stoiska specjalistyczne. Do tego niewielką kawiarenkę. Niestety, ze względu na czynsz poszczególne segmenty księgarni zaczynały być wypierane przez banki, firmy reklamowe, aż całość przestała być księgarnią.

Księgarnie będą padać, jeśli nie potraktuje się ich jako placówek kultury, dla których czynsz nie może być taki sam jak np. dla siedzib banków. Narzekamy na poziom czytelnictwa w Polsce, a nie zwracamy uwagi na tzw. kulturę czytania. Wiele osób po prostu nie rozumie też, że księgarń nie można traktować jak sklepów spożywczych sprzedających produkty o krótkim terminie ważności. Zwłaszcza w tzw. sieciówkach kupienie książki wydanej przed trzema czy czterema laty graniczy z cudem.

Traktowanie książek jako „materiałów szybko psujących się" najlepiej ilustruje opowieść mojej przyjaciółki, która postanowiła zamówić telefonicznie jedną z angielskich pozycji w popularnej sieciówce. Po podaniu tytułu jej rozmówczyni poinformowała z żalem, że niestety nie mają w tej chwili najnowszego wydania, więc mogą jedynie zaoferować wydanie pierwsze, oczywiście w dużo niższej cenie. Przyjaciółka poczuła się jak w teatrze absurdu, bo nie zamawiała publikacji naukowej, w której rok wydania jest ważny, gdyż uwzględnia stan badań w danej dziedzinie, tylko jedną z angielskich powieści. A tu zwykle pierwsze wydanie bywa najcenniejsze. Dla przedstawicieli sieciówki najwidoczniej nie było różnicy, czy sprzedaje pierwsze wydanie „Imienia róży", czy przeterminowane sadzonki tulipanów.

Agencja Mienia Wojskowego, właścicielka kamienicy, w której znajdowała się Księgarnia im. Stefana Żeromskiego, nie ma najszczęśliwszej ręki do mieszczących się w niej placówek. Obok księgarni przez dziesiątki lat była poczta. Przed kilkoma laty musiała się wyprowadzić, również ze względu na zbyt wysoki czynsz. Dziś w lokalu po niej wieje grozą, porozbijanymi ścianami i zapuszczonymi od brudu szybami. Czy podobny los spotka księgarnię? Może warto poszukać dla niej jakiegoś doktora Judyma, ale na razie widać jedynie syzyfowe prace.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA