fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Czy jesteśmy zlepieni z chłopskich kompleksów

Plus Minus
Każdy naród ma swoje demony. Ameryka żyje rozliczeniami z czasami niewolnictwa, Europa zachodnia spuścizną i grzechami kolonializmu. A w Polsce powraca dyskusja o tym, czy pańszczyzna była niewolnictwem i jakim piętnem odcisnęła się na współczesnym nam społeczeństwie.

Czy pańszczyznę można porównać do niewolnictwa? Czy polscy chłopi to nasz odpowiednik czarnoskórych porywanych z Afryki? Kolejna odsłona debaty na ten temat ruszyła wraz z felietonami Szczepan Twardocha w „Gazecie Wyborczej”. Pisarz przedstawił się, jako potomek niewolników, w kolejnych odsłonach swoich tekstów przypominając wyzysk magnaterii i szlachty, segregację, a nawet twierdząc, że pozostałości pewnych przywilejów i możliwości, które charakteryzowały stany wyższe, wciąż są widoczne.

W tle pojawia się też problem zadośćuczynienia. Nie jest jednak jasne, kto komu, za co i w jakiej formie miałby go dokonać. Druga wojna światowa i kilk dekad PRL-u przerwały bowiem klasowy układ społeczny. Polska inteligencja, ziemiaństwo i mieszczaństwo nie tylko straciło znaczenie i majątki w latach 1939-56, ale wręcz uległa fizycznej eksterminacji. Współczesna polska klasa średnia to w znaczącym stopniu dziecko Polski Ludowej, gdy lukę po tych którzy zginęli i po tych, którzy z przyczyn ideologicznych zepchnięci zostali na boczny tor historii, zapełniali potomkowie klas niższych, dokonując awansu społecznego głównie dzięki wykształceniu lub aktywnemu udziałowi w budowie socjalistycznej Polski.

Lata 90., szybka transformacja i turbokapitalizm to kolejny okres szybkiego awansu zazwyczaj nie związanego z podziałami klasowymi. Kariery, pieniądze, wraz z nim status zdobywali ludzie przedsiębiorczy, często balansujący na granicy etyki i moralności. Socjologowie i filozofowie – tacy jak np. Andrzej Leder – są jednak zdania, że duże znaczenie w budowie nowej klasy średniej miał jednak kapitał kulturowy, którym dysponowało się na starcie okresu transformacji. Ci, którzy go mieli – wykształceni, znający języki, pochodzący z lepiej usytuowanych rodzin – mieli znaczące przewagi na starcie. Byli lepiej przygotowani do wyzwań nowych czasów nie tylko na poziomie umiejętności społecznych, ale i mniej obciążeni psychicznie stosunkami z przeszłości.

Ale może folwarczny duch wciąż w nas drzemie – przeszłości wcale nie zostawiliśmy za sobą, w dalszym ciągu obciąża relacje społeczne. „Mimo tego, że dziś często dominują potomkowie dawnych poddanych, relacja folwarczna – między pracodawcą a pracobiorcą, duchownym i wiernym, lekarzem a pacjentem czy nauczycielem i uczniem – nadal przenika polskie życie społeczne” – mówi w „Plusie Minusie” prof. Andrzej Leder, autor głośnej książki „Prześniona rewolucja”.

Czy potrafimy się z niej wyzwolić? Czy może nie jesteśmy w ogóle w stanie przyjąć, że pewne przejawy pogardy, poczucia wyższości i przemoc symboliczna, którą widzimy na co dzień, jest spuścizną setek lat pańszczyzny?

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA