fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Jan Maciejewski: Wielkie ucieczki – od Eneasza do św. Benedykta.

Fotorzepa/ Robert Gardziński
Fakt, jedziemy tym pociągiem już dość długo. Ale w którymś momencie trzeba będzie w końcu wysiąść. Ściągnąć bagaż z półki, ciepło się ubrać, zsunąć z nasypu kolejowego i dalej ruszyć już o własnych siłach. Początek zawsze wygląda tak samo, jest niezauważalny.

Kogo obchodził Eneasz tej nocy, kiedy Grecy zarzynali Troję? Pozwolono mu się wymknąć tylko dlatego, że nie był nikim ważnym. Sam nie miał też pewnie w tamtej chwili żadnego planu, chciał się tylko ratować. Nie miał przy sobie zbyt wielu rzeczy, ale była wśród nich jedna, której choćby chciał, nie mógł zapomnieć. Nie dało się przecież zapomnieć Troi. I kiedy już po wszystkich przygodach i walkach przyszło do zakładania nowego miasta, Eneasz rozumiał, że nie można wskrzeszać ruin. Choćby nie wiadomo jak bardzo jego podróż przypominała przygody bohaterskiego Greka, on nie był Odyseuszem. Nie wracał jako zwycięzca do Itaki, był uciekinierem ze zniszczonej Troi. Dlatego nie miał wyboru, musiał uciekać konsekwentnie, do przodu. I na cieniach Troi zbudował Rzym. Odbudowa Troi byłaby czymś niewiele więcej niż przekomarzanie się z tymi, którzy ją zniszczyli. Eneasz nie robił Grekom na złość, wolał ich pochłonąć.

Ani Grekom, ani R...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA