fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Kamil Kosowski o tegorocznej Lidze Mistrzów.

Kamil Kosowski
Reporter/Michał Klag
Były reprezentant Polski, a dziś komentator futbolu Kamil Kosowski o tegorocznej Lidze Mistrzów.

Czy to już koniec Barcelony, a rolę lidera w europejskim futbolu przejmie teraz Bayern?

Aż tak to nie, bo nawet najcięższa porażka nie kończy takiej wielkiej historii, a Bayern od dawna jest jednym z liderów. Wynik 8:2 jest bardzo dobry dla Bayernu i dobry dla Barcelony.

Tu już pan przesadził...

Przegrana jedną–dwiema bramkami byłaby dla Barcelony trudna do zaakceptowania, ale nie szokująca. A porażka sześcioma bramkami spowoduje zmiany, które są potrzebne. Wielki piłkarz Gerard Pique zostanie może kiedyś prezydentem klubu. Ale dziś, wspólnie z Sergim Roberto po golach straconych przez Barcę, powinni znaleźć się w kronice kryminalnej. Bayern upokorzył Katalończyków, odsłaniając ich braki, od tych w przygotowaniu fizycznym począwszy.

To może naj bardziej Barcelonie potrzebna jest zmiana trenera?

To się już dokonało. Quique Setien został zwolniony. Jestem przekonany, że gdyby w meczu z Bayernem Barcelonę prowadził Diego Simeone, nie popełniłby tylu błędów taktycznych. Przecież nie możemy powiedzieć, że piłkarze Barcelony są słabi. Każdy z nich w innym klubie byłby gwiazdą. Jednak tym razem zostali źle przygotowani pod względem fizycznym i taktycznym.

Leo Messi, najlepszy piłkarz świata, nie mógł nic zrobić.

Messi jest geniuszem, ale nie wszechmocnym. To nie przypadek, że Barcelona przeżywała najlepszy okres, kiedy na boisku byli też Xavi, Andres Iniesta czy Dani Alves, który mimo że grał na bocznej obronie, miał wielki wpływ na drużynę. Wszyscy trzej mieli charyzmę, jakiej Messi jest pozbawiony. On może minąć pięciu przeciwników z piłką przy nodze, wygrywa mecze w pojedynkę, ale to nie jest charyzma.

Brzmi to trochę obrazoburczo.

Żebyśmy się rozumieli, krytyka Messiego jest nie na miejscu. On po prostu w dzisiejszej Barcelonie nie ma z kim grać. Nie ma w niej skrzydłowych ani bocznych pomocników. Messi jest zdany na siebie. Piłkarze Bayernu dobrze o tym wiedzieli i ograniczali mu ruchy już w środku boiska.

Chyba nie bez znaczenia jest fakt, że Messi skończył 33 lata. Luis Suarez i Gerard Pique są o kilka miesięcy starsi. Sergio Busquets urodził się w roku 1988, a Jordi Alba w 1989.

Zgadza się, ale Robert Lewandowski skończy w piątek 32 lata, a jak gra. Przy dzisiejszym poziomie wytrenowania, opieki zdrowotnej i profesjonalizmie piłkarza to nie jest wiek podeszły. Lewandowski jest teraz najlepszym piłkarzem świata, i to trzeba nie tylko powiedzieć, ale wykrzyczeć, bo przecież formalnie może tego tytułu nie otrzymać. Ale on tak gra, bo ma wyjątkowy talent i jest częścią bardzo dobrze zorganizowanej maszyny, jaką zbudował Bayern.

Niemcy mówią, że jest tam też Teamgeist – duch zespołu.

W przeciwieństwie do Barcelony, w której już go nie ma, chociaż kiedyś był. To widać było w tym meczu. Taktycznie Barca przegrała, bo wybrała złą taktykę, grę bez asekuracji i wystarczył jeden przegrany pojedynek, żeby wszystko zaczęło się sypać. Tyle że dawniej nawet w takich sytuacjach ktoś na boisku brał sprawy w swoje ręce i przywracał wiarę. Inni szli za nim, ale to już przeszłość.

To wina zawodników czy trenera?

Każdego po trochu. Prezesa klubu Josepa Marii Bartomeu również, bo on ma wpływ na transfery. W Barcelonie nie ma zawodnika, o którym mówi się, że jest typową „10", choć z tym numerem gra Messi. W końcówce meczu Bayern wypuszcza na boisko taką „10", Brazylijczyka Philippe Coutinho, wypożyczonego właśnie z Barcelony. I ten gość strzela dwie bramki w ciągu czterech minut. A na Camp Nou go nie chcieli.

Jaki typ trenera potrzebny jest Barcelonie?

Niebawem może nim zostać Xavi. Kto wie, czy Barca nie powtórzy wariantu Juventusu, który zatrudnił Andreę Pirlo. Czyli trener mający autorytet, znający klub. Ale jeszcze drobiazg: on będzie potrzebował na transfery jakieś pół miliarda euro.

Kto wygra Ligę Mistrzów?

Mam nadzieję, że Bayern, ale Bawarczycy będą mieli ciężką przeprawę z Lyonem, który nie pozwolił sobie narzucić zwierzchnictwa Manchesteru City. Coś się w europejskiej piłce zmienia. Trzy drużyny spośród czterech półfinalistów prowadzą trenerzy niemieccy: Hansi Flick Bayern, Thomas Tuchel PSG i 33-letni Julian Nagelsmann RB Lipsk. Przed rokiem puchar zdobył Liverpool Juergena Kloppa. Tiki-taka jeszcze nie odeszła do lamusa, ale powoli staje się nieskuteczna. Niemieckie drużyny też grają ładnie, a przede wszystkim do przodu, nie tracą czasu na podania do tyłu lub w poprzek boiska. A jak już strzeliły pięć bramek, to dążą do wbicia kolejnych. Taka piłka musi się podobać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA