Reklama

Witold Kwaśnicki: Daleko coraz dalej

Etatyzacja polskiego życia gospodarczego przesuwana dogonienie przez Polskę rozwiniętych krajów Zachodu o całe pokolenie.

Aktualizacja: 24.11.2020 21:08 Publikacja: 24.11.2020 21:00

Witold Kwaśnicki: Daleko coraz dalej

Foto: Adobe Stock

Wiele wskazuje, że gdybyśmy w całym ostatnim 30-leciu prowadzili politykę zainicjowaną zmianami proponowanymi przez Mieczysława Wilczka w 1988 r. i Leszka Balcerowicza w 1989 r., to dogonienia rozwiniętych gospodarczo krajów Zachodu moglibyśmy oczekiwać ok. 2030 r. Tymczasem obserwowana w ostatnich 15–20 latach postępująca etatyzacja polskiego życia gospodarczego przesuwa tę możliwość o co najmniej jedno pokolenie, to jest na lata 2050–2060.

Co mówi zatrudnienie

Pierwszą przesłanką, na której się opieramy, jest analiza długookresowych tendencji zmiany struktury zatrudnienia. Wraz z rozwojem gospodarczym w ostatnich 200 latach obserwowana jest stała redukcja udziału zatrudnienia w rolnictwie, z ponad 90 proc. na początku XIX w. do obecnych kilku–kilkunastu procent. Towarzyszy temu wzrost udziału zatrudnienia w usługach z kilku procent 200 lat temu do 60–80 proc. dziś (i początkowy wzrost zatrudnienia w przemyśle z kilku procent do 30–40 proc. w XX w. i potem do obecnych 15–25 proc.). Pierwsze weszły na ten szlak ewolucji zatrudnienia Wielka Brytania i USA.

Moment, w którym zatrudnienie w rolnictwie spada poniżej 50 proc., określa przejście z rozwoju rolniczego do przemysłowego, a chwila, gdy zatrudnienie w usługach przekracza 50 proc., określa przejście z gospodarki przemysłowej do postindustrialnej. W USA przejście do społeczeństwa industrialnego dokonało się koło roku 1885, a do postindustrialnego ok. 1955 r. Te lata można uznać za referencyjne, pokazujące opóźnienie w rozwoju gospodarczym danego kraju w stosunku do USA.

W Polsce zatrudnienie w rolnictwie spadło poniżej 50 proc. koło 1955 r., a w usługach sięgnęło 50 proc. ok. 2001 r. Możemy więc oszacować, że w drugiej połowie lat 50. XX w. opóźnienie w rozwoju Polski w stosunku do USA wynosiło 70 lat, a pod koniec XX w. zmniejszyło się do 46 lat.

Tuż po uzyskaniu niepodległości, w 1921 r., w polskim rolnictwie pracowało 64 proc. ogółu zatrudnionych. Taki poziom USA osiągnęły w 1845 r. Możemy więc powiedzieć, że na początku lat 20. XX w. opóźnienie rozwoju gospodarczego Polski w stosunku do USA było równe 75 lat. W usługach w 1921 r. w Polsce zatrudnionych było 19 proc. pracujących. W USA ten wskaźnik osiągnięto w 1850 r.

Reklama
Reklama

Problem II RP

Na tej podstawie można szacować opóźnienie rozwojowe Polski na ok. 70 lat. Średnio więc wyniosło 72 lata. Stosując podobne szacunki w wybranych latach, możemy stwierdzić, że w opóźnienie w 1938 r. wyniosło ok. 90 lat. Mimo niewątpliwie wielu osiągnięć II Rzeczypospolitej, względna pozycja gospodarcza Polski wyraźnie się pogorszyła i opóźnienie wobec najbardziej rozwiniętego kraju świata zwiększyło się o ok. 20 lat.

Po ostatecznym przejęciu władzy przez komunistów, w 1950 r. opóźnienie było tylko niewiele większe niż przed II wojną światową (93 lata). Przez kolejne 40 lat gospodarki komunistycznej, w 1990 r. zostało zredukowane do 65 lat.

Wiele złego działo się w Polsce Ludowej, ale jeśli chodzi o zmiany strukturalne w gospodarce, to obiektywnie rzecz ujmując, postęp był wyraźny. Osobną kwestią jest, jak wielkim kosztem społecznym to osiągnięto (m.in. bardzo niski względny poziom życia, brak swobód).

Znaczna redukcja opóźnienia dokonała się w pierwszym dziesięcioleciu polskiej transformacji. W 2000 r. zmniejszone zostało do 46 lat. Wiele jednak wskazuje, że w ostatnich latach nastąpiło zahamowanie tej tendencji. W 2010 r. opóźnienie sięgnęło 50 lat, a w 2017 r. wynosiło 52 lata i było o dwa lata większe niż w 2010 r. W 2019 r. zaś sięgnęło 53 lat.

Gdyby kolejne rządy III Rzeczypospolitej prowadziły w pierwszej i drugiej dekadzie XXI w. mniej etatystyczną, mniej interwencjonistyczną politykę gospodarczą, to można byłoby oczekiwać, że tak liczone opóźnienie mogłoby obecnie być prawie trzykrotnie mniejsze i wynosić ok. 18–20 lat, a nie 53.

Pogoń za Zachodem

Kiedy zatem polska gospodarka dogoni rozwinięte gospodarczo kraje Zachodu? Możemy to oszacować, porównując zmiany poziomu dobrobytu mierzonego PKB na osobę. Z grona krajów najbardziej rozwiniętych gospodarczo wybrano Niemcy i USA.

Reklama
Reklama

Efekty wprowadzenia mechanizmów rynkowych w polskiej gospodarce widoczne są od 1992 r., relatywny dobrobyt w Polsce w stosunku do Niemiec stale rośnie, od 28 proc. w 1992 do 55 proc. w 2016 r. Wobec USA wskaźnik ten rośnie z 25 proc. w 1992 do 47 proc. w 2016 r.

Przyjmując, że średnie stopy wzrostu gospodarczego w Niemczech, USA i w Polsce z 30 lat utrzymają się w przyszłości, można się spodziewać, że PKB na osobę w Polsce zrówna się z niemieckim w 2036 r., a z amerykańskim w 2046 r.

Wiele wskazuje jednak na to, że w kolejnych dziesięcioleciach wzrost gospodarczy Polski nie będzie wyraźnie większy niż w Niemczech czy USA. Wskaźniki względnego dobrobytu będą się zmieniały zgodnie z trendem liniowym, estymowanym na podstawie danych z lat 1990–2016. W takiej sytuacji osiągnięcia takiej samej wartości PKB na osobę w Polsce, jaka będzie w Niemczech, spodziewać się możemy koło 2056 roku, a w USA – 2077. Porównując obie prognozy, możemy oszacować, że dobrobyt Polski zrówna się z dobrobytem Niemiec między 2036 a 2056 r., a z USA – między 2046 a 2077.

Analiza trendu wykładniczego oparta na danych statystycznych z lat 2009–2016 sugeruje, że PKB na osobę w Polsce i w Niemczech zrównają się ok. 2055 r., a w Polsce i w USA – ok. 2063. Zatem są one o ok. 20 lat odleglejsze niż podobne szacunki dokonane na podstawie danych statystycznych z lat 1990–2016.

Przedstawiona analiza oparta na zmianach w strukturze zatrudnienia i tendencjach obserwowanych w PKB na osobę sugeruje, że gdybyśmy kontynuowali politykę zainicjowaną zmianami zaproponowanymi przez Mieczysława Wilczka w 1988 r. i Leszka Balcerowicza w 1989 r., to dogonienia rozwiniętych gospodarczo krajów świata zachodniego moglibyśmy oczekiwać ok. 2030 r. Tymczasem obserwowana w ostatnich 15–20 latach postępująca etatyzacja polskiego życia gospodarczego przesuwa tę możliwość o co najmniej jedno pokolenie, to jest na lata 2050–2060. A i tak wydaje się to dosyć optymistyczną wizją.

Jeśli proces etatyzacji polskiej gospodarki będzie dalej postępował, możemy doświadczyć tego, co już przeżyliśmy w II Rzeczypospolitej – zamiast doganiać świat zachodni, będziemy tracić dystans.

Reklama
Reklama

Już po kilku latach od zainicjowania „polskiej transformacji" zaczęto powoli odchodzić od „ducha planu Balcerowicza" i już od ok. 1995 r. obserwować daje się coraz większą etatyzację gospodarki polskiej, zwiększanie interwencjonizmu. Proces ten wydaje się być bardzo niepokojącym, zagrażającym stałej poprawie warunków życia w Polsce.

Prof. dr hab. Witold Kwaśnicki pracuje w Instytucie Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego. Omówienie wyników dokonane zostanie na Pierwszej Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej im. prof. Jana Winieckiego 26–27 listopada 2020 r.

Opinie Ekonomiczne
Członek zarządu jak Zosia Samosia? Czyli menedżer jako ścigany
Opinie Ekonomiczne
Cezary Szymanek: Bogatsi niż myślimy
Opinie Ekonomiczne
Prof. Sławiński: Polexit byłby nieracjonalny ekonomicznie. Brexit to przestroga
Opinie Ekonomiczne
Marek Górski: Czas na systemową deregulację w Polsce
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama