fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Andrzej Malinowski: Czy przedsiębiorcy mają płacić za wszystko?

Andrzej Malinowski
materiały prasowe
Umówiłem się, z nią na dziewiątą..." – śpiewał przedwojenny amant Eugeniusz Bodo. I głowę dam, że z pewnością o dziewiątej lub nawet wcześniej był na miejscu. Bo umów trzeba dotrzymywać, niezależnie, czy dotyczą one romantycznego spotkania czy zapłaty za dostawę węgla do elektrowni.

Zasada ta dotyczy również umów społecznych zawieranych między rządem a społeczeństwem. Ale tu niestety polityków dzielą od Bodo lata świetlne.

Świadczyć mogą o tym losy Funduszu Pracy. To fundusz celowy o bardzo jasnym przeznaczeniu – stworzony do łagodzenia skutków bezrobocia oraz finansowania działań służących aktywnemu jego zwalczaniu. Tyle i nic więcej. Jest przeznaczany na zasiłki dla bezrobotnych oraz szkolenia pomocne w znalezieniu pracy. Co więcej, fundusz nie jest zasilany przez budżet, tylko przez pracodawców i przedsiębiorców. Konkretnie – przeznaczają oni na fundusz co miesiąc 2,45 proc. pensji brutto płaconej każdemu pracownikowi.

Niestety, fundusz i zgromadzone na nim pieniądze politycy upodobali sobie jako atrakcyjną skarbonkę, do której mogą sięgać według swojego widzimisię i finansować mniej lub bardziej odpowiedzialne pomysły. Tak, jakby było na nim napisane niczym na szybkach włączników przeciwpożarowych: „stłuc w razie potrzeby". Przy czym potrzeba jest zawsze ta sama – brak środków na wymyślane ad hoc projekty.

Tak było w 2009 roku, gdy rząd poprzedniej opcji „tymczasowo" sfinansował specjalizacje oraz staże lekarzy i pielęgniarek, zamiast – zgodnie z sugestiami pracodawców – wesprzeć szkolnictwo zawodowe. Podobno powodem była procedura nadmiernego deficytu, w jaką wówczas weszła Polska i konieczność zbicia wydatków budżetowych.

Z procedury wyszliśmy, ale politykom spodobało się odkrycie nowego „źródełka". Resort zdrowia na przykład próbował kilka miesięcy temu wprowadzić swoje pomysły i oprzeć je właśnie na pieniądzach z funduszu. Dzięki ostrym i stanowczym protestom partnerów społecznych udało się to zablokować, ale i tak w budżecie na rok 2017 fundusz wyłoży pieniądze na te pomysły. Oczywiście, jak zawsze, „tymczasowo".

Ostatni przykład to propozycje wykorzystania pieniędzy funduszu w finansowaniu ustawy „Za życiem". Co to ma wspólnego z celami, do jakich powołano fundusz, nikt nie wyjaśnił. To także kolejny projekt, który – jak dotąd – nie był konsultowany z pracodawcami. A powinien zważywszy, że to oni zasilają go pieniędzmi! Podsumowując: politycy znów wyciągają rękę po pieniądze przeznaczone na inny cel i bez pytania tych, którzy je gromadzą.

Skutki takiej polityki są już widoczne. Fundusz staje się coraz uboższy – w 2013 roku było w nim 7,1 mld zł, na początku 2016 już tylko 5,2 mld zł. W tym tempie za kilka lat może zabraknąć pieniędzy, np. na zasiłki dla bezrobotnych. I zgadnijcie, co wtedy zrobią rządzący? Oczywiście podniosą podatki przedsiębiorcom. To może od razu skończmy z tą hipokryzją i wpłaty na fundusz niech będą kolejnym podatkiem? Tylko przestańmy mamić opinię publiczną, że przedsiębiorcy płacą takie niskie podatki.

Chcę tylko przestrzec, że pewnego pięknego dnia zacznie nam brakować tych, którzy płacą te podatki. Tak samo bowiem jak nie ma skarbonek bez dna, tak nie ma przedsiębiorców, którzy będą w nieskończoność płacić za wszystkie pomysły polityków.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA