fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Timmermans w Warszawie - Powrót zimnej wojny - komentuje Tomasz Pietryga

Frans Timmermans
Fotorzepa, Robert Gardziński
Nie spodziewałbym się zbyt wiele po poniedziałkowej wizycie komisarza Fransa Timmermansa w Warszawie. Debata na temat praworządności w Polsce, która odbyła się w ubiegłym tygodniu w europarlamencie, rozwiała wszelkie wątpliwości.

Jeśli chodzi o dialog z Komisją Europejską, premier Mateusz Morawiecki znajduje się dziś w podobnym miejscu co jego poprzedniczka Beata Szydło. A żeby doszło do kompromisu, potrzebne są chęć i ustępstwa z obu stron, których w tym przypadku brakuje.

Wymieniane w środę przez Timmermansa zastrzeżenia wobec Polski są tak wielkie, że gdyby PiS miało się do nich dostosować, musiałoby zwinąć całą reformę sądownictwa, od Trybunału Konstytucyjnego zaczynając, a na Sądzie Najwyższym kończąc. Holender świetnie zdaje sobie sprawę, że są to warunki zaporowe, bo dla PiS taki odwrót na całym froncie jest dziś politycznie niemożliwy.

Z drugiej strony partia Jarosława Kaczyńskiego nie przejawia dziś szczerych chęci rozwiązania sporu z Komisją Europejską. Środowa debata pokazała, że słowa polityków prawicy o bliskim jego zakończeniu można włożyć między bajki. Brukseli nie przekonały szeroko reklamowane ustępstwa wobec sądów. Zorientowano się tam, że są pozorne i w żaden sposób nie dotykają fundamentów wcześniej przeprowadzanych reform. A jeżeli za stanowisko Warszawy uznać słowa europosła PiS Zdzisława Krasnodębskiego: „czas naszych ustępstw się skończył", które padły podczas debaty, sprawę dalszego dialogu mamy chyba zamkniętą, podobnie zresztą jak bodaj najcieplejszy okres w relacjach PiS–Bruksela.

Co dalej? Wydaje się, że polityczne rozstrzygnięcie sporu będzie należeć do Rady Europejskiej, gdzie do ukarania naszego kraju potrzebne są głosy czterech piątych państw. Co oznacza, że Warszawa musi znaleźć poparcie co najmniej sześciu krajów, które się temu sprzeciwią. Może nie być to takie proste, gdyż atmosfera wokół Polski w najbliższym czasie zrobi się znowu gorąca. Już w tym tygodniu nowa Krajowa Rada Sądownictwa może zostać wykluczona z Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa, głos zabierze też unijne kolegium komisarzy, a na forum ONZ zostanie zaprezentowany raport o sytuacji w Polsce. Komisja Europejska może też skierować wniosek do Trybunału w Luksemburgu o prewencyjne zablokowanie przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym, które mają wejść w życie 3 lipca, rozpoczynając reset kadrowy w SN. Taka lawina głosów krytycznych na pewno nie przysporzy nam sojuszników w Unii.

Gra pozorów wokół ustępstw pokazała, że PiS na spór z Brukselą patrzy przez pryzmat polityki wewnętrznej. Ostatni sondaż dał tej partii niemal 40-proc. poparcie, w innym ponad 45 proc. badanych uznało, że starsi sędziowie SN powinni pójść na sędziowską emeryturę. Zadziwiające słowa premiera Mateusza Morawieckiego o „gangu w krakowskich sądach" pokazują, że obóz rządzący nie zrezygnował z twardego kursu wobec Temidy. I raczej wątpliwe jest, żeby zmiana nastąpiła pod wpływem Fransa Timmermansa. Szkoda tylko, że tak prowadzona doraźna polityka w ostatecznym rozrachunku może być dla nas bardzo kosztowna, biorąc pod uwagę naszą pozycję w UE i wpływ na zapadające tam decyzje, np. te dotyczące unijnego budżetu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA